Move, wrażenia – część 2: Dema z PSN

Po pierwszych wrażaniach ze Sports Champions czas na przyjrzenie się pozostałym grom, które wraz z premierą Playstation Move, zastały udostępnione w wersji demo na Playstation Network. Jest tego sporo, więc każdy pewnie znajdzie coś dla siebie.

Czas rozpocząć imprezę, a do tego calu najlepiej sprawdzi się Start the party. W grze w której może uczestniczyć do 4 osób może zmagać się z kilkunastoma, mniej lub bardziej, zwariowanymi zadaniami. Gra wieloosobowa polega na pokonywaniu na przemian przez kolejnych graczy mini gier. Niestety nie można grać równocześnie (przy pomocy dwóch kontrolerów). Poszczególne konkurencje są jednak krótkie, a rozgrywka dynamiczna i tylko na chwilę daje możliwość wytchnięcia. Wszystkie prezentowane programy, o czym jeszcze nie wspomniałem, zostały spolonizowane. W Start the party w roli prowadzącego wcielił się Krzysztof Ibisz. Niezależnie od sympatii czy też antypatii do tego popularnego prezentera, trzeba przyznać, że spisuje się w tej produkcji znakomicie. Jakiego rodzaju zadania czekają nas w demie? W grze wieloosobowej możemy przetestować trzy rundy. W pierwszej z nich, musimy zamalować pokazane nam kształty jak najdokładniej i w jak najkrótszym czasie. Druga runda składa się z czterech zabaw, gdzie trzeba wykazać się  nie lada refleksem. Są to zjadanie muszek (korzystając z rękawicy-żaby), siekanie owoców, odbijanie piłek, tak aby trafiły do kosza oraz uderzanie w wychylające się z ziemi krety… konkurencja zmienia się co chwilę, przez co panuje totalny chaos (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Ostatni runda, dostępna w demie, to zabijanie owadów rakietą do tenisa… nieco zwariowane – nie prawda? Jak widać poszczególne konkurencje są dosyć specyficzne stąd też pewnie nie każdemu gra ta przypadnie do gustu. Jednak dla młodszych miłośników gier oraz na imprezy „ze wspomagaczami” propozycja wydaje się „jak znalazł”.
Sam kontroler w grze sprawuje się poprawnie. Demo jest całkiem ciekawe, jednak jak wypominają recenzenci, pełnej wersja jest dosyć krótka i szybko się nudzi (przez powtarzalność zadań). Do kogo jest skierowana więc ta produkcja? Jeżeli masz zamiar grać z ludźmi, którzy z konsolami i grami nie maja zbyt wiele do czynienia, na pewno ten tytuł, może być dobrą „pokazówką” możliwości konsolowej rozrywki i da możliwość wciągnięcia w zabawę niedzielnych graczy..

Krzysztofem Ibiszem gra w Start the party

a tutaj wywiad udzielony dla ekipy Gaminatora.

W podobnym klimacie jak Start the party jest TV Superstars. Ta gra również dedykowana jest imprezom. Niestety w przeciwieństwie do poprzednika tutaj, wieje nudą. Początek jest obiecujący, rozpoczynamy od wykonania zdjęcia własnych twarzy w 3 pozach (neutralnej, radosnej i zdenerwowanej), które następnie zostaną przeniesione do naszego animowanego awatara. Mamy również możliwość nagrania własnego okrzyku (używanego po zakończeniu zwycięsko zadania). Same konkurencje niestety są mniej wciągające niż w poprzedniej propozycji. W demie jest to Let’s get physical (czyli m.in symulacja biegu przez płotki – mi przynajmniej tak się kojarzy ta dyscyplina, czy trafianie do celu jako człowiek kula armatnia – trzeba przyjąć odpowiednią pozę aby trafić w cel). Jedną z konkurencji jest też zabawa w modela, gdzie trzeba wykonywać różne „kocie ruchy” na wybiegu. Niestety tutaj odwzorowanie ruchów nie jest najlepsze (tzn. nie odnosi się uczucia, że mamy jakiś większy wpływ na grę). Pomimo sporej ilości celebrytów zaangażowanej w polonizację (m.in. Anna Mucha, Tomasz Jacyków) demo nie było zbyt zachęcające. Gra jest kierowana do specyficznej grupy odbiorców – zdecydowanie nie do przeciętnych graczy – wypada znacznie mniej ciekawie od poprzednika.

Trailer TV Superstars

The Shoot – to propozycja już dla nieco bardziej wymagających. Jest to klasyczny celowniczek, czyli gra w której na ekranie pojawiają się cele do eksterminacji. Gracz ma do dyspozycji „muszkę” swojego pistoletu (którego rolę pełni move). W The Shoot wcielamy się w gwiazdy filmowe, które biorą udział w kręceniu filmu i w poszczególnych ujęciach, muszą unicestwić jak jak największą liczbę wrogów pojawiających się, jakże by inaczej, z nienacka. Oczywiście oprócz czarnych charakterów zdarzają się również postacie neutralne, których nie powinniśmy zabijać. W pełnej wersji mamy dostęp do pięciu różnych planów filmowych m.in western, film sci-fi, horror etc. W demie są dostępne 2 sceny ze świata dzikiego zachodu. Trzeba przyznać, że rozprawianie się z kowbojami jest dosyć przyjemne, szczególnie w dwóch graczy (tak, jest dostępny lokalny multiplayer). Akcja jest dosyć dynamiczna  i zróżnicowana (w pewnym momencie mamy np. pojedynek rewolwerowców, pogoń drezyną za pociągiem, czy spowodowanie eksplozji, która zniszczy karabin maszynowy). Sam kontroler sprawdza się dobrze (choć niektórzy twierdzą, że występuje minimalne opóźnienie – mnie akurat ono nie przeszkadzało). Rozrywkowa gra, gdzie można sobie bezstresowo postrzelać. Gdyby była nieco tańsza (np. dostępna w cenach gier z PSN) to z chęcią bym ją kupił.

Oficjalny trailer The Shoot

Kolejną wariacją na temat wirtualnych sportów jest Racket Sports. Tym razem jest to konwersja z Wii. I niestety to widać. Gra oprócz małego zróżnicowania dyscyplin (większość oparta na tej samej mechanice odbijania czegoś: tenis, ping-pong, badminton, squash i tenis plażowy) to na dodatek ze specyficzną dla produkcji dla Wii grafiką (postacie animowane z charakterystycznymi dużymi głowami). Sama rozgrywka również nie fascynuje. W demie dostępny jest tenis ziemny oraz badminton. Chwile pograłem, jednak do Sports Champions sporo mu brakuje (pod każdym względem).

Oficjalny trailer Racket Sports

Echochrome II – Bardzo interesujący pomysł i oryginalne wykonanie. Gra polega na sterowaniu światłem w taki sposób, aby elementy na planszy układały się w odpowiedni cień tworzący drogę do wyjścia dla postaci ludzika, która trzeba tam doprowadzić. Gra ma mały potencjał imprezowy (logiczna i statyczna), ale na pewno dam jej jeszcze szanse. Warto sprawdzić.

Oficjalny trailer Echochrome II

Beat Sketcher – Miałem bardzo duże problemy z uruchomieniem tego programu. Powód był prozaiczny otóż move musiał być podpięty jako pierwszy kontroler (a ja konsole zazwyczaj uruchamiam padem). Pierwsze wrażenie sugeruje, że jest to program do rysowania. W demie dostępny jest tylko jeden tryb: tryb tworzenia. Pozostałe elementy menu wskazują, że jest to jednak jakiś rodzaj gry. Na pierwszy rzut oka wygląda na produkcję przeznaczoną głównie dla dzieci, które mogą tworzyć swoje dzieła przy pomocy różnych dostępnych narzędzi i akcesoriów do malowania.

Oficjalny trailer Beat Sketcher

Na zakończenie zostawiłem, prawdziwa perełka, Tumble. Co prawda na pierwszej imprezie nie udało mi się jej skalibrować. Jak się później okazało ze względu na błędne informacje pokazywane na ekranie. Instrukcja kazała wykonać kalibrację poprzez trzymanie przycisku „Move„. Niestety nic to nie dawało. Jak wyczytałem później na którymś z anglojęzycznych for, należało przytrzymać nie tylko przycisk Move ale i „T” (Trigger). Po zastosowaniu się do tej wskazówki cały proces uruchomienia programu przebiegł bez problemów.
Cóż to za gra? W skrócie – jest to zabawa klockami. Nie brzmi zbyt zachęcająco? Być może i trzeba przyznać, że gra raczej nie będzie święcić triumfów na imprezach. (Chyba, że pokarzecie ją jako pierwszą, zanim towarzystwo dobierze się na dobre do Gladiatorów;)) Mimo swego singlowego charakteru, gra posiada również tryb dla dwóch graczy, gdzie jednym kontrolerem można układać klocki na przemian.

Parę słów o samej rozgrywce. Otóż zadania związane z klockami są dosyć zróżnicowane. Od najprostszych w stylu wybuduj najwyższa wieżę przy użyciu określonej liczby elementów. Przez, umieść jak najwięcej klocków na danej platformie. Po, zniszcz wieżę podkładając miny tak, aby uzyskać jak najwięcej punktów (punkty uzyskuje się za jak najdalsze rozrzucenie elementów – część klocków ma dodatkowe mnożniki czyli są lepiej punktowane). Wbrew pozorom nie jest to takie proste. Dodatkowe urozmaicenie to oprócz czasami dosyć wymyślnych, kształtów samych klocków, fakt że wykonane są z różnych materiałów (drewno, guma, szkło) przez co mają odmienne właściwości (ciężar, giętkość, przyczepność). Zabawa, choć wydaje się banalna, niesamowicie wciąga m.in dzięki dodatkowym celom i medalom na każdej z plansz i bynajmniej nie jest prosta. No i najważniejsze, Move sprawuje się tu wyśmienicie. Precyzja ruchów sięga milimetrów i niemalże namacalnie odczuwa się bliskość wirtualnych elementów i konstrukcji. Każdy chybiony ruch i źle ustawiony klocek może przewrócić misternie konstruowaną budowle. Gra zrobiła na mnie takie wrażenia, że zaraz po pierwszym uruchomieniu zapadła decyzja o jej kupnie. Posiadam już pełną wersje, tak więc za jakiś czas możecie się spodziewać oddzielnego wpisu poświęconego tylko tej produkcji.

Oficjalny trailer Tumble

Na zakończenie jeszcze raz Move w ruchu czyli relacja z polskiej premiery urządzonej przez serwis Polygamia w Złotych Tarasach.

I to tyle w dzisiejszym odcinku. Następna część zostanie poświęcona grom spatchowany. Czyli pełnym wersjom, które otrzymały wsparcie w postaci alternatywnego sterowania przy pomocy Mova są to: EyePet i Heavy Rain.

Jedna myśl na temat “Move, wrażenia – część 2: Dema z PSN

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s