American Film Festival 2010: Piątek

20. października rozpoczął się pierwszy American Film Festival, kolejny po Erze Nowe Horyzonty, festiwal filmowy we Wrocławiu sygnowany nazwiskiem Romana Gutka. Tym razem ma być nieco bardziej mainstreamowo i nie tak hermetycznie jak na ENH. Ze względu na splot różnych wydarzeń ominęły mnie dwa pierwsze dni festiwalu. Dlatego też relację rozpocznę od piątku. Tego dnia w planach miałem jeden, w porywach, do dwóch filmów (co do drugiego to nie byłem pewny czy chciałem to obejrzeć ;). Zapraszam dalej po szczegóły.


Wyjście przez sklep z pamiątkami / Exit Through the Gift Shop (reż. Banksy)
Z założenia miał to być dokument o historii street artu… z założenia. Jeżeli ktoś się na to nastawia… to może się odrobinę rozczarować. Otrzymujemy bowiem film dokumentalnym, w który mamy ze cztery nagłe „twisty fabularne”. Po seansie miałem wrażenia, że ktoś tu nieźle ściemnia, prowokuje albo umiejętnie się nabija. Nie pozostało więc nic innego jak troszkę wgłębić się w temat.
Zacznijmy od tego, że film został wyreżyserowany przez niejakiego Banksiego. Wstyd się przyznać ale nie kojarzyłem tej kultowej postaci street artu, a że sztukę współczesną generalnie lubię to… tym bardziej mi wstyd. Pierwszy cel więc film osiągnął. Zapoznałem się z największą osobowością tej sceny. W trakcie projekcji mamy możliwość przyjrzenia się kilku kultowym artystami street artu i ich działalnością: oprócz samego Banksiego są to m.in (Space) Invader, Shepard Fairey czy niejaki Mr. Brainwasher. Jak na całą historię tego nurtu to chyba trochę za mało? I rzeczywiście, jak już wspomniałem, film kilka razy w trakcie seansu zmienia swój cel. I choć cały czas poruszamy się w tematyce sztuki ulicznej lub bardziej szeroko pop-kultury to jednak zdecydowanie nie jest to produkcja encyklopedyczna. Nie chcę psuć Wam zabawy związanej z oglądaniem tego obrazu (historia jest ciekawa i opowiadana ze sporym dystansem i ironią) więc powiem tylko, że w końcu autor zdaje się zadawać pytanie (w dosyć przewrotny sposób, który nie każdy może od razu wychwycić) czym jest dzisiejszy street/pop art? Czy to nadal jest sztuka? Kim są jej twórcy? Czy era „scanning and photoshopping” nie sprawiła, że określenia pop-art nie został już tylko pop?

Film ten można potraktować jako wprowadzenia do street artu… a po jego obejrzeniu warto jeszcze troszkę poczytać 😉

Komu powinien się podobać

  • miłośnikom street i pop artu (o ile nie oczekują dzieła encyklopedycznego)
  • tym którzy cenią sztukę współczesną a street art do tej pory jakoś pomijali
  • wszystkim zastanawiającym się nad pojęciem sztuki nowoczesnej
  • w sumie to nawet jak się nie interesujesz sztuką to możesz obejrzeć go jako lekko absurdalną komedię

Kto powinien unikać

  • nie jest to na pewno kompedium wiedzy o sztuce ulicznej

Moja subiektywna ocena: 8/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej informacji o filmie: Wyjście przez sklep z pamiątkami na Filmwebie, Exit through the Gift Shop na IMDB

Wybrane dzieła Banksiego znajdziecie.
http://www.banksy.co.uk/
http://weburbanist.com/2008/09/07/banksy-art-and-graffiti-the-ultimate-guide/


Tu mała dygresja. Pomiędzy poszczególnymi seansami udałem się na koncert do filharmonii… tak wiem, zawyżam statystyki ukulturalniania Polaków ale cóż, ktoś w końcu musi ;). Wybaczcie, że nie będzie relacji z tej części ale nie czuję się na siłach aby oceniać muzykę klasyczną. Ogólnie mogę stwierdzić, że warto od czasu do czasu przypomnieć sobie jak grają instrumenty na żywo (i nie chodzi bynajmniej o gitarę elektryczną czy perkusję).

Czas więc na drugi seans (ten co do którego nie byłem pewny czy chce oglądać).


Kaboom
(reż. Gregg Araki)
To jeden z tych filmów których sprawia, że człowiek czuje się… „psychicznie splątany”… Na pewno ten stan utrzymuje się przez pierwsze pół godziny, gdy ciężko stwierdzić czy to danie jest dla nas strawne czy nie… Później już albo to kupujemy albo… wychodzimy z kina (choć mimo wszystko sugerował bym zostać do końca bo wielość pomysłów – a właściwie zapożyczeń – i różnorodność gatunkowa jest porażająca). No ale pewnie chcielibyście wiedzieć o czym jest ten film… Wybaczcie ale tym razem moje zdolności opisywania fabuły poległy. Dlatego też będę się posiłkował opisem z oficjalnego katalogu festiwalowego

„Halucynogenna kombinacja filmu SF oraz college’owego porno w wersji hetero- i homoseksualnej, wzbogacona elementami magicznymi i surrealistycznymi, a wszystko okraszone spiskową teorią dziejów i cudownie sztucznymi dialogami, jakie słyszy się tylko w niskobudżetowym kinie.”

I o ile katalogi festiwalowe (vide Nowe Horyzonty) czasami potrafią płatać figle… to tutaj naprawdę otrzymujemy to co zostało opisane (a nawet… więcej). Jeden z moich znajomych pewnie dodałby jeszcze określenie „pedalskie porno” (pozdrowienia dla Jacka) no i ta krótka acz dosadna charakterystyka coś w sobie ma. Na szczęście nie jesteśmy zmuszenie oglądać penisów (jak to w kinie „artystycznym” często bywa) ale rozmowa o nich jest jednym z wątków, który często się powtarza.
Wracając jeszcze do opisu katalogowego.

„Kaboom to hit tegorocznego festiwalu Cannes, określany jako karkołomna mieszanka Buffy, Twin Peaks i Donniego Darko.”

Ja bym do tego dodał parę motywów z Matrixa, Fight Clubu, Kodu Leonardo da Vinci, Mulholland Drive i … pewnie jeszcze kilku innych filmów… Jesteście sobie w stanie to wyobrazić? Ja nie i powiedziałbym, że w takim razie powinniście pójść do kina i zobaczyć na własne oczy… ale zdaje sobie sprawę, że jednak nie każdemu ten collage filmowy trafi do gustu. Jest to film wybitnie nowohoryzontowy i generalnie na pewno takiej publiczności będzie go łatwiej zaakceptować… Nie, nie jest „ciężki w odbiorze”, wręcz przeciwnie, ociera się o kicz (w sumie to się nawet nie ociera, w wielu miejscach po prostu jest kiczowaty) ale to ten rodzaj „inteligentnego” kiczu, który przy odrobienie dystansu dobrze się ogląda.

Czy warto go obejrzeć? Ujmę to tak, jeżeli jesteście otwarci na eksperymenty i jesteście obdarzeni duuużą…. tolerancją to spróbujcie… mnie (i – sądząc po reakcjach – sporej liczbie widzów na sali) się spodobał.

Komu powinien się podobać

  • publice nowohoryzontowej potrafiącej docenić „inteligentny” kicz
  • miłośnikom kina (nieco odjechanego) – ze względu na liczne inspiracje
  • eksperymentatorom i ludziom tolerancyjnym
  • miłośnikom colleagu jako formy sztuki

Kto powinien unikać

  • nie trawiący homoseksualizmu (we wszelkich aspektach)
  • nie potrafiący się odnaleźć w estetyce kiczu

Moja subiektywna ocena: Praktycznie każda ocenę z przedziału 1-10 by się dało obronić (w zależności od tego, kto by go oceniał)  – no dobre może 1-9.
U mnie wpada on w mocną 7/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej informacji o filmie: Kaboom na Filmwebie, Kaboom na IMDB

Dodatkowo opis z katalogu festiwalowego

9 myśli na temat “American Film Festival 2010: Piątek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s