Film: Sala samobójców

Bardzo rzadko wybieram się do kina na polskie filmy. Powód? Zdecydowana większość z nich powinna dostać zakaz wyświetlania w tych przybytkach kultury. Inna sprawa, że szybko trafiają one jako załączniki w postaci płyt DVD do czasopism lub po prostu są „puszczane” w TV (oglądane przeze mnie tylko w święta, gdy przyjeżdżam w rodzinne strony). Tym razem jednak fatalny repertuar aktualnie wyświetlanych produkcji, skłonił mnie, wraz z moją dziewczyną, do zaryzykowania i obejrzenia Sali samobójców. I nie był to wcale zły wybór. Uprzedzam jednak, że film nie jest lekki, ani specjalnie przyjemny i jeżeli wybieracie się do kina na coś rozrywkowego, to poszukajcie sobie jakiegoś innego tytułu.

Jeżeli czytaliście opisy lub inne recenzje dotyczące tego obrazu, to pewnie wiecie już, że film często traktowany jest jako forma manifestu pokolenia Emo. Nie do końca jest to prawda, ponieważ stylizacja głównego bohatera wynika raczej z czasu kiedy dzieje się akcja, a nie prób tworzenia jakiegoś manifestu. Tematyka obrazu skupia się głównie wokół braku ciepła, miłości i zainteresowania w wielu dzisiejszych domach, którym na pierwszy rzut oka niczego nie brakuje. Zapracowani i robiący karierę rodzice nie mają czasu na kontakt ze swoim dzieckiem, skupiają się jedynie na zapewnieniu im dostatniego bytu.

Ponieważ spora część filmu dzieje się wśród młodych ludzi mamy więc charakterystyczne dla nich problemy. Począwszy od potrzeby akceptacji w grupie, przez poszukiwania własnego ja, po wątek rozbudzania i poznawania własnej seksualności (swoją drogą ten element bardzo interesująco został przedstawiony) po typowy dla tego wieku bunt czy nastroje „bólu istnienia” (spleen) (tak tak, też taki miałem z 15 lat temu ;). Dodano do tego jeszcze wszechobecne zdobycze dzisiejszej technologii (również ciekawie zaprezentowane – zwróćcie uwagę na lekką i nowoczesną realizację banalnej sceny rozmowy przez komunikator) wraz z możliwościami ale i zagrożeniami, które ze sobą niosą.
Czytając ten opis wydawać by się mogło, że będzie nudno i moralizatorsko. Jednak nie jest – młodemu reżyserowi (Jan Komasa znanemu głównie jak autora jednej z nowel w Odzie do radości) udaje się, nie łatwa przyznajmy, sztuka uniknięcia banału przy opowiadaniu całej tej, w sumie niezbyt oryginalnej, historii.

Z samym scenariuszem nie jest jednak źle. Motywacje bohaterów są wiarygodne, a całość nie jest specjalnie przejaskrawiona (o co nie trudno przy takiej tematyce) i da się ją kupić jak prawdopodobną i dosyć wciągającą historię. Osobiście zwróciłem uwagę na umiejscowienie technologii (chaty, portale społecznościowe, gry komputerowe i sieciowe, czy ogólnie internet), które zgrabnie zostały wkomponowane w fabułę. Widać, że reżyser wywodzi się z generacji web 2.0, gdyż nie ma tutaj mowy o wciskaniu ich na siłę. Jest to jak najbardziej naturalny element świata, w którym toczy się akcja.

Dobrze, a miejscami bardzo dobrze (jak Agata Kulesza w roli matki) spisują się tutaj aktorzy. Grający głównego bohatera Jakub Gierszał również momentami pokazuje spory potencjał (bynajmniej nie miało to zabrzmieć dwuznacznie ;)).

To co na pewno rzuci się Wam w oczy podczas seansu to bardzo sprawna realizacja techniczna filmu. Zarówno praca kamery, montaż jak i ogólna stylistyka nie odstaje od światowych produkcji. W filmie udanie połączono różne techniki operatorskie począwszy od standardowych zdjęć z, modnymi ostatnio, ujęciami kręconymi z ręki (telefony komórkowe) czy kamer wideo (videochaty). Zastosowanie każdej z nich ma swoje uzasadnienie i nie odnosi się wrażenia, że wykorzystano je tylko ze względu na panującą w światku filmowym modę. Nawet wykreowany komputerowo, specjalnie dla potrzeb tej produkcji, wirtualny świat, w którym toczy się spora część akcji, został zrealizowany ciekawie, a zarazem całkiem oryginalnie. Na szczęście nie dążono za wszelką cenę do fotorealizmu i dzięki zachowaniu pewnej umowności w kreowaniu avatarów oraz stylizowaniu ich na grafikę z World of Warcraft, jest spora szansa, że za kilka lata ten element nie zestarzeje się zbytnio i nie będzie przeszkadzał w odbiorze całości.

Na słowa uznania zasługuje też końcówka. Choć rozwiązanie jest przewidywalne to reżyserowi udało się zaprezentować je w sposób, który porusza widza i nie pozostawia go obojętnym (oczywiście zakładając, że taki widz posiada jakąś tam wrażliwość). Jest ono „mocne” i zapewne wielu ludzi skłoni do pewnych przemyśleń. Kilka poziomów zakończenia podkreślono ponownie  poprzez zastosowanie różnego języka filmowego (ujęcia z ręki, zdjęcia z telefonu komórkowego oraz animację komputerową). Wielu bardziej doświadczonych reżyserów mogło by się sporo nauczyć.

Podsumowując jest to jeden z ciekawszych polskich filmów ostatnich lat traktujący o teraźniejszości… i wbrew pozorom jest on skierowany bardziej do rodziców niż ich dzieci.

Kto powinien go obejrzeć

  • to film dla rodziców i choć nie wiem czy im się spodoba to na pewno powinni go obejrzeć, szczególnie jeżeli czują się nieco zagubieni w dzisiejszym pełnym konsumpcjonizmu i technologii świecie
  • każdy szukający ciekawej ale nieco mniej rozrywkowej produkcji
  • pewien wycinek (tak to nie jest ogół i z tego trzeba sobie jasno zdawać sprawę) świata współczesnej młodzieży (ciekawie porównać go np. do takiego Słodko-gorzkiego opowiadający podobną historię ale z młodzieżą z przed 15 lat) – dziwne, że nie spotkałem się z takimi odniesieniami, czyżby już nikt nie pamiętał o tym filmie Pasikowskiego
  • wszyscy starsi twórcy filmowi, którzy chcieliby nakręcić film z nowymi technologiami w tle (zarówno w postaci realizatorskiej jak i umiejscowieniu ich w scenariuszu) – tak to się powinno robić
  • Ci którzy twierdzą, że w Polsce nie można robić nowoczesnych, a zarazem nieco ambitniejszych, od masowo kręconych komedii romantycznych, produkcji – jak widać można i to z całkiem niezłym skutkiem

Kto powinien unikać

  • wbrew pozorom nie jest to film dla licealistów, po prostu mogą nie mieć odpowiedniego dystansu do niego i skoncentrować się nie na tym, o czym naprawdę jest ten film (pewnie większość z nich najbardziej zapamięta wątek gejowski oraz ograniczenie dostępu do netu ;)) – bynajmniej nie są to najważniejsze motywy i warto spojrzeć na całość z nieco szerszej perspektywy
  • miłośnicy filmów lekkich łatwych i przyjemnych (to jest rasowy dramat)
  • wszyscy nastawiający się na efekty specjalnie… to nie jest film mający zamiar konkurować z Avatarem (choć realizacji techniczno/artystyczna na pewno nie musi się wstydzić)

Moja subiektywna ocena: 7/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej informacji o filmie:  Sala samobójców na FilmwebieSala samobójców na IMDB

7 myśli na temat “Film: Sala samobójców

    1. Generalnie to nie jest film o graczach i w sumie jest tam tylko jedna scena gdzie przewija sie pad ale naprawde z grami (czy nagonka na graczy) nie ma on nic wpolnego. Nie ma tam zadnej aluzji do tego ze gry spowodowaly zamkniecie sie bohatera. Wiec wszelkie odniesnienia do gier sa nadinterpretacja. Bohater nie jest nawet graczem… ot przecietny mlody czlowiek, zyjacy w pewnym srodowisku i to tutaj ma najwieksze znaczenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s