Strona główna > Foto, Technologie i Gadżety, Wydarzenia > IFA 2011: Krótka relacja

IFA 2011: Krótka relacja

11 października 2011 Dodaj komentarz Go to comments

Po ubiegłorocznej, bardzo ekscytującej, wycieczce na berlińskie targi elektroniki konsumenckiej IFA, niemal natychmiast zapadła decyzja, że za rok znowu jedziemy. Minął rok i wspólnie z Sebikiem wybraliśmy się na tegoroczną edycję tej imprezy. O ile poprzednio mogliście przeczytać, aż 4 częściową relację, to tym razem będzie zdecydowanie skromniej. Zmieszczę się bez problemów w tym jednym wpisie… ale może po kolei…

Podróż
Tym razem, udało nam się wyruszyć zgodnie z planem. Kilka minut po 6 rano mknęliśmy w kierunku nowej obwodnicy wrocławskiej. Niestety, problemy zaczęły się po drodze i wbrew pozorom nie u nas ale już za zachodnią granicą. Natrafiliśmy bowiem na korek na autostradzie (co tylko potwierdza, znaną skądinąd teorię, że budowa nowych dróg nie rozwiązuje problemów komunikacyjnych.) Co ciekawe, korki były spowodowane znakami drogowi wskazującymi na roboty drogowe… problem w tym, że tych robót tam nie wiedzieliśmy. (Nie, nie chodzi o brak pracowników, jak to często bywa na rodzimych budowach, po prostu były tylko znaki nakazujące zwolnić, a droga była jak najbardziej przejezdna).

To nieoczekiwane zdarzenie spowodowało, że do Berlina dotarliśmy na godzinę 12 (dwie godziny później niż zakładaliśmy). Gdy dojechaliśmy na parking przed stadionem olimpijskim okazało się, że ten ogromny plac, da się zapełnić! Był on kompletnie zapchany samochodami, przez co, dodatkowe pół godziny straciliśmy na szukanie miejsca parkingowego. Koniec końców, na samym terenie targów znaleźliśmy się w pół do pierwszej. Trochę późno. Wszystko to spowodowało, że plan był dosyć napięty i nie mieliśmy zbyt dużo czasu na marudzenie.

Pawilon Samsunga

Pawilon Samsunga, podobny do zeszłorocznego...

Sony

Jednym z pierwszych miejsc, w kierunku którego się udaliśmy, były pawilony Sony. Tam to bowiem miało być prezentowane kilka urządzeń, które w pierwszej kolejności chcieliśmy obejrzeć. Na samym wstępie trafiliśmy na stoisko z PS Vitą czyli nową, przenośna konsolkę od japońskiego giganta. Udało mi się nawet dorwać do Uncharted i chwilę pograć, choć zamiast strzelania i akcji, trafiłem na etap gdzie musiałem skrobać ekran, co nie było na dłuższą metę ekscytujące. Natomiast trzeba przyznać, że graficznie gra wyglądała świetnie. Samo urządzanie z jednej strony jest dosyć spore, z drugiej jednak lekkie (trochę ma się wrażenie jakby trzymało się Samsunga Galaxy – czyli jest tak „plastikowo”). Na standach było jeszcze kilka innych gier ale ze względu na dosyć napięty grafik nie sprawdzaliśmy wszystkich. Ogólnie urządzenie wygląda ciekawie, jednak póki co nie mogę znaleźć powodu do jego kupna (zbyt mało podróżuję ostatnimi czasy).

PS Vita

PS Vita - nowa konsola przenośna od Sony



Niedaleko „kieszonsolek” znaleźliśmy grę sterowaną Movem (kontroler ruchowy do PlayStation 3)… W sumie nie wzbudziło by to naszego zainteresowania, gdyby nie fakt, że gra wyglądała jakoś znajomo, a jednak coś w niej było nie tak. Okazało się, że jest to nowa produkcja twórców Sports Champions, tym razem dziejąca się gdzieś w średniowieczu. Mechanika gry bardzo przypominała sportowe zawody z Move w roli głównej ale tym razem została ona wzbogacona o jakąś historię i na pierwszy rzut oka wyglądała jak pseudo-RPG z wykorzystaniem kontrolera ruchowego. Ponieważ, jak co niektórzy pewnie kojarzą, sports champions bardzo przypadł mi do gustu, więc ta produkcja pewnie również, prędzej czy później, wyląduje na mojej półce z grami.

W końcu dotarliśmy do tabletów. Na targach prezentowane były dwie nowości od Sony. Standardowy 10 calowy Sony Tablet S1 oraz mniej standardowy składający się z dwóch ekranów Sony P. Zacznijmy od początku czyli mojego dawnego faworyta. Sony S1 jest naprawdę ciekawym urządzeniem jeżeli chodzi o design i ergonomię użytkowania. Zauważalnie lżejszy od Asus Transformera. Bardzo wygodnie się go trzyma. Co do responsywności działania, to nie można się do niczego przyczepić. I w sumie wygląda na udaną konstrukcję, jednak jego premiera nastąpiła zdecydowanie za późno. Układ na którym bazuje, czyli Tegra 2, dzisiaj już nie robi wrażenia, a cena w okolicach 2 tys też nie zachęca. Z wartości dodanych, możemy sobie na nim pograć w gry z pierwszego PlayStation, jednak mimo wszystko wolę swojego Transformera (z klawiaturą), który jest jednak bardziej uniwersalnym urządzeniem.

Sony Tablet S

Sony Tablet S

Drugi z tabletów także wyróżnia się designem. Składany w pół i posiadający dwa ekrany, na żywo wygląda zdecydowanie delikatniej niż na zdjęciach. Ciekawostka, aczkolwiek nie sądzę aby znalazł zbyt wielu klientów.

W ubiegłym roku miałem okazję chwilę pobawić się Cinemizerem. Czyli personalnymi „okularami”, które dostarczało wrażeń 3D np. w grach. Tym razem urządzenie to znalazło się na stoisku Sony. Co ciekawe, podobne rozwiązanie pokazała nam przy wejściu jakaś anonimowa firma. Niestety obraz, odświeżanie czy kolory kompletnie dyskwalifikowały ich produkt. W przypadku Sony sytuacja wyglądała dużo lepiej. Ten gadżet technologiczne już dawał radę i gdybym miał taką potrzebę, nadawałoby się to do kupna.

Cinemizer

Trójwymiarowe "okulary" od Sony

Na stoisku sony mogliśmy też pobawić się chwilę telewizorami z Androidem (Google TV). Choć jest to rozwiązanie interesujące, to jednak producent musi jeszcze popracować nieco nad interfejsem użytkownika który póki co jest średnio intuicyjny.

Google TV

Google TV od Sony

Inne tablety

Jedną z większych nowości ubiegłorocznej edycji targów były tablety. Problem w tym, że wówczas były to jedynie urządzenie mało znanych firm. W tym roku było już zdecydowanie inaczej. Praktycznie każdy większy producent przedstawiał co najmniej jedno takie urządzenie. I tak, Samsung miał Galaxy Taba 8,9 oraz nowość czyli Galaxy Note. Chwilę się zatrzymaliśmy przy tym drugim, sprawiał pozytywne wrażenie. Jednak przy takiej polityce cenowej tej firmy ciężko mu wróżyć komercyjny sukces. Cena jednak podobnie jak w przypadku zeszłorocznego Galaxy Taba mało przekonywująca do zakupów.

Galaxy Note

Samsung Galaxy Note choć wygląda jak telefon,

Samsung Galaxy Note

Z innych firm Acer miał swoje Iconie (w wersji 7 i 10 calowej), Toshiba natomiast A200. Tutaj przytoczę dosyć zabawną sytuację. Stoisko Toshiby było upchane w jakimś korytarzu… tablety owszem były ale na ścianie, za szybą więc nie można było ich dotknąć. A jedyny egzemplarz, który można było sprawdzić organoleptyczne był oblegany przez… stewardów oraz hostessy, którzy nie spcjalnie zdawali się zwracać uwagę na zwiedzających… po chwili obserwowania ich zafascynowanie urządzeniem, stwierdziliśmy że natarczywe stanie obok nie zostanie przez nich zrozumiane jako aluzja, więc… poszliśmy dalej, tabletów w końcu było jak „mrówków”.

Problem z tegorocznymi tabletami polegał na tym, że oprócz Sony, żaden z nich nie wyróżniał się niczym specjalnym, wszystkie bazowały na Tegrze 2 wyposażone w ekran od 7 do 10 cali. Jednym słowem nuuuuuudyy.

Z zapadających w pamięci rozwiązań znaleźliśmy telefon, który można było włożyć do stacji dokującej przypominającej netbooka. Podobne rozwiązanie do Motoroli Atrix, z tym że prezentowaną przez jakąś koreańską firmę. Specyfikacja jednak ani czas działania na baterii nie powalał. Ot, ciekawostka.

Połączenie telefonu ze stacją dokującą w kształcie netbooka.

Połączenie telefonu ze stacją dokującą w kształcie netbooka.

Ciekawostki
Z innych gadżetów przez chwilę pobawiłem się telefonem HTC z Windowsem Phone 7. Musze przyznać, że interfejs tego system jest naprawdę przyjemny i w momencie premiery Windows 8 (zarówno na PC-tach jak i urządzeniach mobilnych) będzie to bardzo mocny gracz na rynku. Sam się zastanawiam nad sensem kupowania kolejnego Androida, gdy będę mieć możliwość korzystania z tego samego systemu na komputerze, tablecie i komórce.

Nowy HTC z Windows Phone 7 ma naprawdę fajny interfejs

I w sumie tyle jeżeli chodzi o stricto gadżety elektroniczne. Ponieważ nie było tam nic „urywającego czapki z głów” albo wzbudzającego jakąkolwiek większą ekscytację, zaczęliśmy się rozglądać za mniej geekowskimi rzeczami i oto niektóre ciekawostki na które natrafiliśmy.

Zacznijmy od wyposażanie wnętrz. Na targach znalazło się kilka „obrazów cyfrowych” (ramka cyfrowa to chyba zbyt delikatne określenia). Pierwszy z nich prezentował malarstwo bardziej klasyczne drugi zaś nowoczesna…

Coś dla miłośników klasycznych obrazów w bardziej nowoczesnej formie...

Do mojego salonu z chęcią zawiesiłbym ten drugi. Nie był to obraz sensu stricto gdyż był to rodzaj ekranu do którego podpięta była kamera a obraz przez nią rejestrowany był rzucany na ten monitor przy czym wyświetlany był on w postaci „kolorowych diod”.

... ja jednak wolałbym u siebie na ścianie coś w bardziej nowoczesnym stylu

Choć do EURO 2012 jeszcze sporo czasu, a wynik nie jest jeszcze rozstrzygnięty to nasi zachodni sąsiedzi już prezentują go u siebie. Tak, na targach można było podziwiać puchar za zdobycie przyszłorocznego mistrzostwa Europy.

Niemcy już chętnie widzieli by u siebie puchar mistrzostw europy 2012

Mega piłka EURO 2012

A odnośnie gier to jeszcze wariacja na temat kontrolerów ruchowych z użyciem telefonów jako kontrolerów. Jakaś bijatyka wyglądała tak…

szczerze… wolę jednak Mova lub Kung-Fu Live.

Jak już jesteśmy przy grach, o to oczywiście nie mogło zabraknąć Angry Birds.

Wściekłe ptaki

Wściekłe ptaki też były na IFie

Intrygująco wyglądały bryły lodu na kilku stanowiskach z… lodówkami…

Lodówki z lodem

Tak, te lodówki są zatopione w lodzie...

Niebieskie kaczuszki czyli najciekawsza rzecz na targach
Chyba najbardziej spektakularnym odkryciem tych targów były dla nas… niebieskie kaczuszki… Przechodząc zblazowani między poszczególnymi stoiskami zerknęliśmy na niepozorny stolik, gdzie pewien pan z panią, wyglądającą na hostessę (jak się później okazało była to pracownicy firmy), miał ustawiony pojemnik z wodą, po której pływały niebieskie kaczuszki… a wokół była spora ilość chusteczek higienicznych… Stoją, przez chwilę, w pobliżu, usłyszeliśmy pewną interesującą dyskusję, która się tam odbywała. Widząc nasze wstępne zainteresowanie, pan poprosił nas do siebie i zaczął opowiadać o prezentowanym produkcie… a konkretnie, technologii.

Okazało się, że firma, którą reprezentuje nasz rozmówca, zajmuje się nanotechnologią. W ramach swoich prac, wytworzyli oni specjalną warstwę (zupełnie nie widoczną), która chroni przed czynnikami zewnętrznymi. Zarówno piachem, woda, kurzem etc. Jako przykład pokazał nam dwie chusteczki higieniczne, które na pierwszy rzut oka wyglądały tak samo. Oczywiście jedna była powleczoną tą specjalną nona-powłoką, druga nie. Na każdą z nich polał kilka kropli wody. Standardowa oczywiście wchłonęła wodę, ta specjalna nie, krople spływała po niej jak po kaczce (rozwiązała się więc zagadka kaczuszek).
Jak się okazuje, technologia powstała w 1995 roku do celów wojskowych. Prace nad przystosowaniem jej do rynku konsumenckiego trwają zaś od 2004 roku. Tę nano-warstwę, można nałożyć na dowolny materiał. Już zainteresował się nią przemysł, elektroniczny (wytwórcy telefonów komórkowych) jak i np. odzieżowy (Nike). Nasz sympatyczny prezenter, stwierdził, że już niedługo, nie będzie problemu z komórkami, które wpadają do wody i nie nadają się do użycia. Trzymamy za słowo.

Jak się więc okazało, najbardziej innowacja technologia była przedstawiana na najmniej rzucającym się w oczy stoisku. (Zdjęć niebieskich kaczuszek niestety brak :()

Zakończenie
Tegoroczna IFA lekko rozczarowała. Nie wiem, czy powodem tego było brak jakiś spektakularnych nowości (w ubiegłym roku mieliśmy kontrolery ruchowe, 3d, tablety, nowe telefony więc było czym się ekscytować). Być może minął też efekt nowości i „pierwszego razu” (no wiecie, za pierwszym wszystko jest… nowe, fajne i robi większe wrażenie), a może po prostu fakt, że większość z tych gadżetów już widzieliśmy w naszych sklepach (a niektóre nawet mamy), albo, że część dekoracji swoich stoisk, producenci wyciągnęli z magazynów albo to, że tym razem, pojechaliśmy w poniedziałek, a nie w piątek (który jest pierwszym dniem otwartym dla zwiedzających), w końcu wszystko można zwalić na zbyt małą ilość czasu (przez zbyt późne dotarcie do celu)…. nie wiem. Suma summarum byliśmy lekko zawiodła.

Myślę, że dobrym podsumowanie wyjazdu będzie ten oto krótki dialog:

Sebik: Jak byś miał wybrać jedną rzecz, która byś chciał zabrać/dostać z tych targów, to co by to było?
Ja: hmm…. (po dłuższej chwili) płytę indukcyjną samsunga z dotykowym ekranem…

A ta kuchnia indukcyjna "moich marzeń" wygląda mniej więcej tak, to niebieskie po prawej to fragment ekranu na którym wyświetlają się różne informacje.

Jak więc widać tegoroczne gadżety nie były zbyt ekscytujące… być może na takie targi trzeba wybierać się co dwa lata?

P.S. W tym roku niestety nie ma bonusu, nie było czasu na oglądanie się za hostessami 😉

No, dobra był mały pokaz flamenco… (spokojnie orientacja obrazu się zmieni 🙂

Pełna galerię znajdziecie tutaj.

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. 6 września 2016 o 17:53

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: