Nowe Horyzonty 2012: Podsumowanie część I

Zakończyła się kolejna edycja festiwalu Nowe Horyzonty (tym razem z przedrostkiem T-Mobile), tak więc, jak co roku, czas na krótkie podsumowanie. Jak już wspominałem w notce opisującej selekcję filmów, ze względu na brak urlopu, moja obecność na festiwalu była nieco ograniczona. Stąd też w sumie obejrzałem „tylko” 20 filmów. Na początek opis pierwszych sześciu z nich.

Życie bez zasad / Life without Principles / Dyut meng gam reż. Johnnie To (Hongkong 2011)

Całkiem ciekawy thriller, w który śledzimy historię kilku bohaterów. Policjanta, jego żonę próbująca namówić go do zakupu mieszkania na kredyt. Pracownica banku oferująca produkty finansowe, której wyniki sprzedaży ostatnio spadły. Lichwiarz pożyczający pieniądze na wysoki procent i trzymający pieniądze w banku. Lojalnego pomocnik lokalnych mafiozów. Oczywiście losy wszystkich tych bohaterów powoli się splatają, a w tle motywem przewodnim są pieniądze, żądza zysku oraz mechanizmy przedstawiające jak działa dzisiejsza finansjera, zarówno ta legalna jak i z pół światka. Nie obejdzie się też bez morderstw i wątków kryminalnych. Wciągające kino na pograniczu dramatu/thrillera/kryminału oraz komedii.

Moja subiektywna ocena: 7/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Pokój 237 / Room 237  reż. Rodney Ascher (USA 2012)

Dokument, który w założeniach miał analizować jedno z największych dzieł kinematografii a mianowicie Lśnienia Kubricka. Autorzy, amatorscy fani filmu, przedstawiają swoje teorie i interpretacje dotyczące tego co Kubrick próbował przemycić w poszczególnych kadrach. Lśnienia niestety jeszcze nie widziałem (czeka na półce na odpowiedni nastrój) aczkolwiek jego znajomość nie jest obowiązkowa.

Niektóre teorie snute przez autorów filmów są dosyć interesujące, jednak w kilku momentach posuwają się bardzo daleko w swoich (nad)interpretacjach, przez co film nabiera nieco absurdalnego charakteru.

Po seansie zastanawialiśmy się z jakiego gatunku był to film: dokument czy mający swój cykl w trakcie tej edycji festiwalu tak zwany mock dokument (czyli film stylizowany na dokument ale przedstawiający zupełnie fikcyjne wydarzenia lub postacie). Okazało się, że jest to film o sztuce… w tej kategorii sprawdza się średnio.

Moja subiektywna ocena: 5/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Wrong reż. Quentin Dupieux    (USA, Francja 2012)

Jedna z najciekawszych produkcji, którą miałem okazję widzieć na tegorocznych NH. Jeżeli posłużyć się definicją usłyszaną na jednej z edycji tego festiwalu. “Film, który da się opowiedzieć, to nie jest dobry film”. To ten film jest rewelacyjny.

Gdybyście się jednak uparli i chcieli wiedzieć o czym jest ta produkcja. To można by go streścić w jednym zdaniu “O człowieku, któremu zaginął pies”. Problem w tym, że to zdarzenie jest to wstępem do pełnej absurdu (którego nie powstydziłby się Monthy Python) i surrelizmu (godnego Salvadore Dali) historii, z wieloma scenami – tytuł zobowiązuje – w których co  chwile będziecie odnosić wrażenie, że “coś tu nie gra”.

Pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika schizoidalnych opowieści, żeby Was nie odstraszać tym stwierdzeniem dodam, że film jest lekki i zabawny.

Moja subiektywna ocena: 7+/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Klip / Clip reż. Maja Miloš   (Serbia 2012)

Porównywanie tego filmu do Dzieciaków Larrego Clarka jest jak najbardziej na miejscu. Można by powiedzieć, że to właściwie uwspółcześniona i przeniesiona do europy środkowowschodniej wersja tego filmu.

Reżyserka prezentuje środowisko młodych ludzi (na pograniczu gimnazjum i liceum) wypełniający swój czas imprezami na których pełno alkoholu, narkotyków i różnych oblicz seksu. Szkoła jest tylko wymówką dla rodziców, aby nie zawracali im głowy w przygotowaniach do kolejnej libacji (“nie mam czasu, muszę się uczyć”). Motywacja głównych bohaterów jest charakterystyczna dla młodzieży w tym wieku. Chęć zdobycia akceptacji, i miłości – za wszelką cenę.

W tle nie zabrakło aspekt społeczny czyli przedstawienia portretu rodziny głównej bohaterki oraz lekko zarysowanej sytuacji politycznej Serbii.

Wszystko to pokazane w częstych ujęciach kręconych z ręki. Telefon komórkowy jest nieodłącznym atrybutem bohaterów, którzy nie mają oporów aby wykorzystywać go do uwieczniania najbardziej intymnych sytuacji. Film dosyć hardcorowo, jak na kino mainstremowe, prezentuje “stosunki” bohaterów, wiele ze scen mogłoby się znaleźć w produkcjach soft-porno.

I choć, w sumie, obraz jest niezły, a pod względem pokazywania scen “tabu”, idący zdecydowanie dalej niż pierwowzór Clarka, to jednak nie wywołuje tak piorunującego efektu jak pierwszy seans Kidsów. Może to kwestia wieku (“Dzieciaki” oglądałem w wieku 18 lat), może znieczulicy, może braku mocnego przesłania, a może… reżyserii.

Moja subiektywna ocena: 6/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

F jak fałszerstwo / F for Fake / Vérités et mensonges  reż. Orson Welles (Francja, Iran, Niemcy Zachodnie 1973)

Pierwszy mockdocument, który przyszło mi obejrzeć na tym festiwalu (czyli film stylizowany na dokumentalny ale opowiadający o fikcyjnych wydarzeniach lub postaciach). Jego bohaterem jest mistrza fałszerzy obrazów sławnych artystów, które sprzedawane są jako oryginały i wiszą w wielu muzeach jako autentyki. Oprócz głównego bohatera, z którym pewien dziennikarz przeprowadza wywiady, poznajemy losy jeszcze kilku osób bardziej lub mniej związane ze światem sztuki oraz tak zwanych ekspertów zajmujących się sztuką współczesną.

Reżyserem filmu jest Orson Welles, tak ten odpowiedzialny za Obywatelna Kaina, Wspaniałość ambersonów czy słuchowisko Wojna światów. I choć widać tutaj sprawność mistrza w opowiadaniu tej fikcyjnej historii, to pewnym momencie zaczynamy się gubić. Natrafiamy bowiem na piętrzenie się hipotez i poszlak i wątków tak, że ciężko odnaleźć się w tym, które fałsz, w tym z gruntu fałszywym filmie, jest prawdziwy, a który tylko grą i falsyfikatem.

Produkcja Welles’a w wymowie troszkę podobna jest do Wyjścia przed sklep z pamiątkami Banksy’ego. Całość jednak nieco zbyt przekombinowana i, przynajmniej u mnie, spowodowała lekkie uczucie zagubienia.

Moja subiektywna ocena: 6/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Holy Motors reż. Léos Carax  (Francja 2012)

Ten obraz wywołał podobno zachwyty wśród krytyków w Cannes. “Ambitny”, “inteligenty”, “oryginalny”, “niepowtarzalny”, “dla takich filmów się tutaj (do Cannes) przyjeżdża”. Takie określenia się pojawiały po jego projekcji. To kolejny z filmów, którego “nie da się opowiedzieć”. Spróbuję jednak nakreślić ogólny zarys fabuły.

Obserwujemy tutaj jeden dzień z życia aktora, który jeździ białą limuzyną i przyjmuje “zlecenia”. Zlecenia polegają na tym, że wciela się on w różne role. Może to być żebraczka, kaskader biorący udział w sesjach motion capture, bestia porywająca piękną, członek gangu, płatny zabójca, kochanek, umierający ojciec… Każda z ych scen posiada innego bohatera w którego wciela się nasz protagonista i swoją krótką historię. Na dodatek opakowana jest w inną konwencję filmową: od komedii, dramatu, baśni, sci-fi, przez kino akcji po musical.

Pomiędzy poszczególnymi “zleceniami” obserwujemy jak nasz bohater przeistacza się w kolejną postać. Obserwujemy jego przygotowanie się do roli i charakteryzację, której poddaje się, w swojej garderobie-limuzynie. W kilku momentach widzimy też jego prawdziwe, nieco zmęczone oblicze, gdy przychodzi mu rozmawiać ze swoją szoferką, szefem czy dawno nie widzianą przyjaciółką. Jego role splatają się z rzeczywistością i w niektórych scenach ciężko nam stwierdzić gdzie kończy się film, a zaczyna prawdziwe życie bohatera.

Możliwości interpretacyjne tej produkcji są bardzo szerokie, każda scena pozwala na niezależny odbiór, a całość też ma swój filozoficzny wydźwięk. Jeżeli szukacie czegoś co oprócz przyjemności z oglądania dostarczy Wam wielu tematów do przemyśleń. Sięgnijcie po ten film.

P.S. W przerywniku usłyszycie fantastyczny utwór na akordeony z udziałem ulicznej orkiestry.

Moja subiektywna ocena: 7+/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

14 myśli na temat “Nowe Horyzonty 2012: Podsumowanie część I

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s