Teneryfa: Los Cristianos i komunikacja publiczna

W piątek, po południu, mieliśmy zaplanowane spotkanie z rezydentką, z tego też powodu nie mogliśmy wyruszyć na jakąś bardziej odległą wyprawę. Z drugiej strony, siedzenie przy basenie hotelowym nie jest w naszym zwyczaju. Dlatego też korzystając z okazji i naszej lokalizacji, postanowiliśmy wybrać się do Los Cristianos. Miejscowość ta dawniej była wioską rybacką, z czasem została rozbudowana i przekształcona w kurort. Liczyliśmy więc, że odnajdziemy tam ślady dawnego portu rybackiego z jakimiś klimatycznymi zaułkami bądź uliczkami (tego przynajmniej można było się spodziewać po przeczytaniu kilku opisów w przewodnikach).

Zanim tam jednak dotarliśmy postanowiliśmy udać się do informacji turystycznej po podstawowe mapy i być może jakieś dodatkowe wskazówki dotyczące tego, co można zwiedzić/zobaczyć interesującego w okolicy. Tym razem udało nam się uniknąć niespodzianek w postaci zamkniętego punktu. Na miejscu otrzymaliśmy mapkę całego kurortu, wzięliśmy kilka ulotek o innych atrakcjach na wyspie, a także podpytaliśmy się o możliwości podróżowania komunikacją publiczną. Pan udzielający informacji wręczył nam skróconą ulotkę zawierającą opis jak się dostać do najciekawszych miejsc na wyspie, korzystając z autobusów, a także informacje dotyczące Bono Card. Z tymi informacjami ruszyliśmy do Los Cristianos.

Bono Card

Na miejsce dotarliśmy autobusem, testując przy okazji nowo zakupioną kartę. W skrócie nazywana Bono, jest to karta pre-paid pozwalająca na poruszanie się komunikacją publiczną, dostępną na wyspie w postaci autobusów Titsa. Zasada jej działania jest prosta. Kupujemy taką kartę (najczęściej na dworcu) w cenie 15 lub 30 euro, a następnie jeździmy, aż do wyczerpania na niej środków. Płacąc nią, na niektórych kierunkach, otrzymujemy dodatkowo rabat na bilet, w stosunku do ceny, jaką uiściliśmy płacąc gotówką.

Jak to działa w praktyce? Wchodząc do autobusu podajemy kierowcy miejsce docelowe naszej podróży i wkładamy kartę do kasownika. Na jednej takiej karcie może “jeździć” kilka osób, po prostu kasujemy ją kilka razy.

Ciekawostką jest, że w momencie kiedy przesiadamy się (czyli kontynuujemy podróż) cena dalszego biletu jest dużo niższa niż normalnie. Nie jest to nigdzie wyraźnie napisane i doszliśmy do tego analizując ceny niektórych przejazdów (na karcie z tyłu drukowane są kody kierunków oraz pozostałe na niej saldo do wykorzystania).

W momencie, kiedy saldo nie wystarcza na zapłacenie za pełny bilet, resztę można dopłacić gotówką lub drugą kartą.

Ostatnio rzeczą, której jednak nie sprawdziliśmy w praktyce, to fakt, że najprawdopodobniej niewykorzystaną kwotę z karty można odzyskać, zwracając ją do punktu, w której ją zakupiliśmy. Byliśmy świadkami takiej sytuacji, choć sami, jak wspomniałem, nie mieliśmy okazji skorzystaliśmy z tej opcji.


Los Cristianos

Wracając do punktu docelowego naszej wycieczki. W okolicach głównego przystanku w Los Cristianos udało nam się otrzymać dokładniejszy rozkład linii Titsy w formie broszurki, w dwóch wersjach: dla turystów po angielsku, jak i dla localsów, po hiszpańsku, zawierającą znacznie więcej linii. Ponownie nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do informacji turystycznej, która tym razem była tuż przy przystanku. Gdy zapytaliśmy się, gdzie znajdziemy coś ciekawego do obejrzenia zostaliśmy skierowani na deptak, który stanowił kiedyś część wioski rybackiej, a dzisiaj prowadzi do plaż i portu. Idąc w tym kierunku natrafiliśmy na pierwszy placyk i kościół (których nie ma zbyt wiele w kurortach, bo choć jest to wierząca wyspa to raczej nie praktykująca).

Kościół w Los Cristianos

Podążając z placu, skierowaliśmy się wzdłuż wąskich uliczek, które co prawda, przypominały nieco starsze miasto i nie były typowo kurortowymi alejkami jednak wciąż, ciężko było nam tam dostrzec rybackie korzenie. Ogólnie byliśmy rozczarowani tym co zobaczyliśmy.

Los Cristianos jedna z plaż

Po dotarciu na plaże mit o małej, rybackiej wiosce upadł kompletnie, promenada, mnóstwo lokali wzdłuż niej, oraz naganiacze restauracyjni oraz sprzedawcy oferujący mi filtr na obiektyw (swoją drogą Sony Nex wydaje się być bardzo popularnym modelem, bo kilka razy sprzedawcy atakowali mnie pytaniem czy nie chcę jakiś akcesoriów).

Fragment portu

Do hotelu wróciliśmy spacerkiem wzdłuż portu i promenady mijając po drodze kilka bardziej ekskluzywnych hoteli i plaż.


Spotkanie z rezydentką

Jedną ze strategii zwiedzania nieznanych miejsc jest, tak zwany, sposób na “aborygena” czyli korzystając z rad osoby mieszkająca w danej okolicy. “Miejscowi” najlepiej bowiem znają wszystkie ciekawe lokacje, potrafią nas też ustrzec przed tymi, zdecydowanie, przereklamowanymi. Ponieważ znajomości wśród rdzennych tubylców nie posiadaliśmy, postanowiliśmy zasięgnąć informacji od naszej rezydentki.

Co prawda, większość przeznaczonego czasu na spotkanie minęła na sprawach organizacyjnych (oraz zachwalaniu wycieczek fakultatywnych) to udało nam się zasięgnąć nieco języka i dowiedzieć się o kilku knajpach wartych odwiedzenia oraz ciekawych miejscowościach na wyspie, które powinniśmy zobaczyć.

O tym, jak wykorzystaliśmy te informacje i co ciekawego dzięki nim zobaczyliśmy… w kolejnym wpisie dotyczącym naszych podróży po Teneryfie.

Na koniec, jak zwykle, mini galeria.

Wszystkie wpisy poświęcone wycieczce na Teneryfę oznaczone zostały tagiem Teneryfa

Reklamy

2 myśli na temat “Teneryfa: Los Cristianos i komunikacja publiczna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s