Strona główna > Foto, Podróże > Teneryfa: Tour de Teneryfa

Teneryfa: Tour de Teneryfa

30 listopada 2012 Dodaj komentarz Go to comments

Niedziela była kolejnym dniem gdy czekała nas wycieczka zorganizowana. Tym razem pod wielce obiecującym tytułem Tour de Teneryfa.

Widok na Pico del Teide

Po drogach Teneryfy

Jej pierwszym i głównym punktem było zdobycie Pico del Teide czyli wulkanu, który majestatycznie wznosi się nad całą wyspą. Wyruszyliśmy rano aby około 11 dotrzeć na miejsce, skąd kolejką linową mieliśmy się dostać się na szczyt. Niestety nie był to sam wierzchołek góry, gdzie znajduje się krater. Normalne wycieczki tam nie docierają, aby się tam dostać trzeba wcześniej postarać się o specjalne zezwolenie od władz Parku Narodowego (można to zrobić wysyłając maila). Według informacji znalezionych w sieci wystarczy zrobić to nawet dzień wcześniej, niestety na miejscu okazało się, że jest zdecydowanie mniej różowo i najbliższe wolne terminy są dopiero za kilka tygodni. Zdobycie samego szczytu okazało się więc niemożliwe (oczywiście i tak należało by to zrobić samemu, w innym terminie, niż dzień naszej wycieczki.)

Widok na Pico del Teide

Widok na Pico del Teide

Zanim dojechaliśmy do stóp wulkanu, mieliśmy okazję podziwiać niesamowite widoki. Tutaj też zrozumieliśmy dlaczego w wielu przewodnikach zalecane jest zwiedzanie wyspy samochodem. Po prostu pozwala to na spokojnie zatrzymać się na każdym punkcie widokowym i delektować się różnorodnym krajobrazem.

Wjazd kolejką na Teide zajął kilka minut (oczywiście należało najpierw poczekać na swoją kolej około pół godziny, choć podobno i tak był to całkiem niezły wynik). Na górze przywitała nas skromna budka oraz dobrze przygotowane trasy, niemalże spacerowe (jak na górskie standardy), odbijające w dwa przeciwne kierunki.

Różnorodne formy powulkaniczne, widok z Teide

Różnorodne formy powulkaniczne, widok z Teide

Nawet na tym kilkusetmetrowym obszarze znaleźliśmy bardzo różnorodne formy skalne. Ich rzeźba i kolory stanowiły mieszkankę, której nawet nie będę starał się opisać. Po prostu spójrzcie na kilka poniższych zdjęć.

https://lh4.googleusercontent.com/-ypvtBUHofcE/ULjXsnHNevI/AAAAAAAAGY4/0YX_-Zj-W9k/s640/DSC03119.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-3r4gTKVbNHQ/ULjXuFYk4LI/AAAAAAAAGZE/mgcI1D_cx0o/s640/DSC03129.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-4hVWvwGf1no/ULjX1PHUJqI/AAAAAAAAGaI/fFyiZm8KI6Q/s640/DSC03151.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/--qwSgk8OJ60/ULjX10QwteI/AAAAAAAAGaM/3gyul18-K5s/s640/DSC03152.JPG


Dopisała nam również pogoda, nie było zbyt wiele chmur, dzięki czemu mogliśmy podziwiać widoki nie tylko Teneryfy ale nawet dostrzec sąsiednie wyspy (La Gomerę i Hierro).

https://lh4.googleusercontent.com/-If9-sByvruE/ULjX8XICeWI/AAAAAAAAGa8/cuz_naCs31g/s640/DSC03178.JPG


Na Teide dostaliśmy się od południa, dalsza droga wiodła natomiast w kierunku północnym. Niedługo po opuszczeniu wulkanu mijaliśmy jedno z bardziej charakterystycznych miejsc na Teneryfie tzw. krajobraz księżycowy (lunar landscape). Niestety nie zatrzymaliśmy się tam (czego kompletnie nie rozumiem i mam spory niedosyt) więc nie mogę przedstawić Wam własnych zdjęć. Teneryfa w ogóle jest miejscem gdzie znajdziemy bardzo unikalne krajobrazy, które były wykorzystywane w wielu filmach Sci-Fi m. in. Gwiezdnych Wojnach.

Bardzo szybko można było dostrzec, że jesteśmy już po północnej stronie wyspy, a to za sprawą pojawiającej się roślinności oraz lasów składających się z sosny kanaryjskiej. Jest to bardzo specyficzny gatunek drzewa. Mówi się, że nigdy nie może ono spłonąć. Oczywiście nie oznacza to, że drzew tych nie imają się pożary, gdyż w tamtejszym suchym klimacie zdarzają się i mają swoje smutne konsekwencje (ostatnie wielkie pożary były tuż przed naszym przyjazdem). Jednak nawet po najbardziej tragicznych w skutkach pożarach, w tych samych miejscach, po kilku dniach, tygodniach, a czasami nawet latach wyrastają nowe, młode pędy tego drzewa.

Sosny kanaryjskie, drzewa których nie da się spalić.

Sosny kanaryjskie, drzewa których nie da się spalić.

Ciekawe teorie dotyczą natomiast samych przyczyn ostatnich pożarów. Wśród nich oprócz standardowych jak np: niedopałek papierosa, są też bardziej spiskowe jak np. takie, że to strażacy zaprószają ogień, aby mieć co gasić. Jak widać teorie “z udziałem sosen” nie są specyficzne wyłącznie dla naszego kraju 😉

Przygnębiający krajobraz po ostatnich pożarach na wyspie

Przygnębiający krajobraz po ostatnich pożarach na wyspie

Dalsza część podróży kierowała nas na najważniejsze miasto północy czyli Puerto de la Cruz, po drodze mijaliśmy drugie lotnisko (a chronologicznie pierwsze, które powstało) na wyspie Aeropuerto de Tenerife Norte Los Rodeos. Poświęcę mu większy fragment wpisu ponieważ wiąże się z nim kilka smutnych historii.

W 1977 roku doszło tam do najtragiczniejszej katastrofy lotniczej w historii. Zdarzyły się dwa samoloty, w wyniku czego zginęło ponad 500 osób. Boeing 747 linii KLM podczas rozbiegu uderzył w kołującego Boeinga 747 linii lotniczych PanAm. Później wielokrotne analizowano przyczyn tej tragedii. Wyciągnięcie jednoznacznych wniosków nie było poste, ponieważ złożyło się na nią wiele czynników. Oprócz kiepskiej pogody, awarii pasa świateł i skromnej załogi naziemnej, która mogła mieć problem z poprawną komunikacją w języku angielskim. Jedną z nich był również pośpiech pilota, który wydał rozkaz rozbiegu, pomimo, że reszta załogi go nie słyszała. Ponieważ pilot ten był bardzo doświadczonym, a pozostali członkowie zdecydowanie młodsi, nie kwestionowali jego decyzji.

Tragedia ta przyczynił się to do zmiany standardów komunikacji w lotnictwie cywilnym. Komendy wydawane przez kontrolerów lotu są teraz jednoznaczne (wcześniej nie było określonych słów, którymi należało się posługiwać) i trudne do pomylenia.

Równie interesująca jest historia powstania samego lotniska. Zanim zdecydowano się je wybudować, sprowadzono niemieckiego eksperta mającego wybrać najlepsze do tego miejsce na wyspie. Inżynier ten prowadził wiele pomiarów i na mapie zaznaczał ich miejsca. W jednym miejscu postawił natomiast jeden wielki czerwony “X”. Niestety, zanim ukończył on swoje prace, zginął w wypadku samochodowym, a jego mapy trafiły w ręce innych osób. Patrząc na materiały, które otrzymały stwierdziły, że “X” to jest ta, najlepsze lokalizacja na wybudowanie przyszłego lotniska.

Jak się pewnie domyślacie…. było zupełnie odwrotnie. Było to jedyne miejsce, gdzie absolutnie takie lotnisko nie powinno powstać, ze względu na specyficzny mikroklimat. W tym bowiem miejscu charakteryzował się on częstymi zmianami pogody i licznymi prądami powietrznymi.

Podróż po wąskich i krętych górskich drogach trwała jeszcze dłuższą chwilę, był to więc dobry czas na kolejną opowieści pani przewodnik. I była ona jeszcze bardziej katastroficzna niż poprzednia. A dotyczy teorii o zniszczeniu znacznej części wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych.

Północna część wyspy jakże różna od księżycowych widoków południa

Północna część wyspy jakże różna od księżycowych widoków południa

Wysp Kanaryjskich leżą one na styku płyt tektonicznych. Stąd, między innymi, tyle wulkanów w tym regionie. Jest to również najbardziej naszpikowany czujnikami sejsmograficznymi obszar na ziemi, a to za sprawą jednej z wysp, La Palmy. Leży ona bezpośrednio na styku tychże płyt. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można stwierdzić, że w przypadku większych ruchów tektonicznych, wyspa ta może zostać przełamana na pół. W konsekwencji jej częściowego zalania, powstanie ogromna fala tsunami, która w przeciągu kilku godzin dotrze do wschodnich wybrzeży USA, i zmiecie z powierzchni ziemi Nowy Jork oraz dużą część wschodniego wybrzeża. I podobno nie jest kwestia teorii czy tak się stanie czy też nie ale kwestia… kiedy to nastąpi (a może niemalże w każdej chwili).

* Oczywiście są też teorie, które twierdzą, że teoria o tsunami jest przesadzona szczegóły znajdziecie pod tym linkiem

W połowie dnia w planach mieliśmy obiad, w typowo kanaryjskiej restauracji. Oczywiście była to restauracja przygotowana pod turystów, gdzie zatrzymywało się mnóstwo wycieczek. Pierwszą więc rzeczą, po dotarciu na miejsce, była… fotka pamiątkowa przy wejściu (tak jak przy katamaranach i w kolejce na Teide). Z lokalnych potraw, które mieliśmy okazję tam zjeść były papas arrugadas czyli ziemniaczki w mundurkach oraz dwa rodzaje sosów, mojo (czerwony i zielony…)

Po obiedzie ruszyliśmy w kierunku Icod de los Vinos. Miejscowość słynącej głównie z obecności w niej najstarszej Draceny na świecie – “Draco”. Jednak głównym punktem programu (przynajmniej z punktu widzenia przewodniczki) była winiarnia, w której przeprowadzaliśmy degustację, nie tylko win ale i też innych lokalnych trunków. Z rumem z miodu kanaryjskiego na czele.

Najstarsza dracena na świecie

Najstarsza dracena na świecie „Draco”

Z Icod ruszyliśmy na północ zatrzymując się na punkcie widokowym nad Garachico. Miasto to ma swoją tragiczną historię ponieważ dwa razy zostało doszczętnie zniszczone przez zalewającą je lawę. Dwukrotnie było też odbudowywane. Powstała tam też mała wysepka powulkaniczna oraz, cieszące się sporą popularnością, naturalne baseny.

Punkt widokowy nad Garachico

Punkt widokowy nad Garachico

Ostatnim punktem w programie było Los Gigantes miasteczko w którym, gigantyczne klify skalistego masywu Teno, spadają pionowo do oceanu. Wznoszą się one na ponad 600 metrów nad poziomem oceanu.

Los Gigantes

Los Gigantes

Do Icod de los Vinos, Garachico i Los Gigantes jeszcze wrócimy… w następnych odcinkach, kiedy to wybraliśmy się tam sami, na własną rękę.

Na zakończenie link do mini galerii.

Wszystkie wpisy poświęcone wycieczce na Teneryfę oznaczone zostały tagiem Teneryfa

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: