Strona główna > Film > Film: Django (Django Unchained)

Film: Django (Django Unchained)

20 stycznia 2013 Dodaj komentarz Go to comments

Słabość Tarantina do filmów klasy B, C a nawet Z, a w szczególności westernów jest powszechnie znana. Do tej pory elementy tego gatunku wykorzystywał w filmach innych rodzajów (Kill Bill, Bękarty Wojny). W swojej najnowszej produkcji idzie na całość i robi, nie do końca, klasyczny western.

Akcja dzieje się w USA 2 lata przed wojną secesyjną. Fabuła rozpoczyna się w momencie kiedy to handlarze niewolników prowadzą kilku z nich na sprzedaż. Na ich drodze staje Dr King Schultz (Christoph Waltz), który postanawia odkupić jednego z nich. Transakcja ostatecznie dochodzi do skutku, a niemiecki doktor stomatolog okazuje się ostatecznie łowcą głów, który poluje na ściganych listami gończymi złoczyńców. Odkupiony przez niego niewolnik to Django (Jamie Foxx), potrzebny jest mu do zidentyfikowania trzech braci, byłych nadzorców na plantacji gdzie służył Django. W zamian za pomoc oferuje mu wolność oraz procent z zysków.

Wbrew pozorom ich poszukiwania nie zajmują całego, blisko trzy godzinnego, filmu, a są tylko preludium do dalszych przygód bohaterów. W drugiej bowiem jego części dr Schultz postanawia zaproponować czarnoskóremu kowbojowi współpracę. A następnie pomóc mu w odnalezieniu żony, niewolnicy sprzedanej gdzieś w Massachusetts. W trakcie poszukiwań miejsca jej aktualnego pobytu, trafiają do Candylandu, olbrzymiej posiadłości, której właścicielem jest Calvin Candie (Leonardo DiCaprio) – miłośnik walk niewolników. Ten fragment opowieści wydaje się być główną acz nie ostatnią częścią filmu.

Niestandardowość tego westernu polega na tym, że głównym bohaterem jest czarnoskóry niewolnik. Oczywiście nie byłby to film Quentina gdyby nie znalazło się w nim kilka krwawych jatek, tym razem, moim zdaniem, wrzuconych jednak nieco na siłę (chyba po to aby nie było wątpliwości kto jest reżyserem). Mamy też gry słowne i pełne napięcia rozgrywki między poszczególnymi postaciami.

Jak to u Tarantina znajdzie się tu sporo zabawy konwencją westernową (ujęcia ze spaghetti westernów), ironicznych wstawek czy zabaw dla bardziej uważnych widzów (Christoph Waltz jako przyjazny i humanitarny Niemiec pomagający uciśnionym – kontra grana przez niego postać w Bękartach Wojny)

Parę słów należy poświęcić też aktorom. Wydawać by się mogło, że cały film przysłoni Christoph Waltz (odkryty przez Tarantina w Bękartach Wojny). Już od pierwszych sceny wzbudza naszą sympatię. Jednak w drugiej połowie filmu pojawia się Leonardo DiCaprio, który nie zamierza łatwo oddawać palmy najlepszej kreacji w filmie. Obaj panowie stoczyli równorzędny pojedynek aktorski, po raz kolejny potwierdzając, że to świetni artyści i z wielką przyjemnością ogląda się ich wspólnie na ekranie. Na dalszych planach mamy też kilka interesujących ról granych przez znanych aktorów jak choćby Samuel L. Jackson czy Don Johnson.

Ogólnie film wzbudza zainteresowanie, choć chyba się starzeję, bo wszystkie produkcje trwające ponad 150 minut jakie ostatnio widziałem zdawały mi się za długie. Nie jest to jednak wina samego scenariusza, gdyż nie ma on zbyt wielu dłużyzn i praktycznie non stop coś się dzieje.

„Django” fanom Quentina Tarantino raczej powinien się spodobać, nie zaliczyłbym go jednak do jego najlepszy dzieł, tak więc reszta powinna czuć się ostrzeżona.

Moja subiektywna ocena: 7/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. 5 stycznia 2014 o 14:40
  2. 4 stycznia 2015 o 13:55
  3. 17 stycznia 2016 o 11:07

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: