Teneryfa: La Orotava

Jeżeli wydawało się Wam, że wpisy dotyczące naszych podróży po Teneryfie już się skończyły, to donoszę że nic podobnego się nie stało. Pozostało jeszcze kilka miejsc do opisania. Dzisiaj, po dłuższej przerwie, kolejna notka poświęcona temu miejscu.

Po intensywnym trekkingu w Masce nie byliśmy do końca pewni jak będziemy wyglądać pod kątem kondycyjnym w piątek. W związku z tym nic konkretnego na ten dzień nie planowaliśmy. Rano okazało się, że nie jest tak źle i szkoda bezczynnie marnować całego dnia. Dlatego też, po późnym śniadaniu, zdecydowaliśmy się wyruszyć przez Puerto de la Cruz do La Orotavy.


W przewodnikach, które posiadaliśmy, La Orotava prezentowana była jako piękne, kolonialne miasto, które trzeba odwiedzić. Znaleźć tam bowiem można doskonale zachowaną starówkę wraz z wieloma stromymi, brukowanymi uliczkami, liczne kwiatowe zaułki oraz place pełne wartych obejrzenia kamienic.

W Puerto de la Cruz, gdzie musieliśmy się przesiąść, mieliśmy trochę czasu. Wykorzystaliśmy go aby odwiedzić lokalną informację turystyczną. W sumie, po tych kilkunastu dniach na Teneryfie, nie powinno być dla nas zaskoczeniem, że żadnych map La Orotavy tam nie mieli. Dodatkowo pracująca tam pani nawet nie wysiliła się, żeby tłumaczyć nam co warto zobaczyć w Puerto po angielsku. Choć rozumiała nasze pytania w tym języku, to odpowiadała po hiszpańsku malując trasę na mapie.

Na miejsce docelowe dotarliśmy dosyć późno, bo już po drugiej. Niestety informacja turystyczna była już zamknięta (normalnie jest do 18 ale w lipcu, sierpniu i wrześniu do 14 – no bo przecież w wakacje po co komu taki punkt). Nie pozostało nam nic innego jak bazować na naszym podręcznym przewodniku z Polski.

Kościół San Augustin przy Plaza de la Constitución

Rozpoczęliśmy więc zwiedzanie La Orotavy od Plaza de la Constitución (wpisany na Europejską Listę Dziedzictwa Kulturowego), gdzie znajdował się barokowy kościół San Augustin.

Widok z placu Konstytucji

Następnie skierowaliśmy się do zachwalanej w naszym przewodniku, ulicy Tomas de Zerolo, gdzie stoi wiele XVII i XVIII-wiecznych rezydencji.

Ulica Tomasa de Zerolo

Rezydencje rezydencjami ale w bocznych uliczkach znalazłem mnóstwo klimatycznych (bo odrapanych) ścian, świetnie nadających się do fotografowania. Co skończyło się tym, że moja żona siedziała znudzona na krawężniku, a ja biegałem z aparatem od jednej uliczki do drugiej 😉

Klimatyczne ściany w La Orotavie

Dalej dotarliśmy do Plaza Patricio Garcia obok którego znajdował się kościół Nuestra Seńora de la Concepción, który nie okazał się jednak żadnym cudem.

Plaza Patricio Garcia

Wróciliśmy więc do centrum na obsadzony kwiatami Plaza General Franco,  gdzie wznosi się neoklasycystyczny ratusz, a tuż za nim znajduje się ogród botaniczny  Hijuela del Botanico.

Widok „z przed” ratusza

W mieście znajduje się sporo kolonialnych kamienic. Jedną z nich udało nam się odwiedzić w środku. Była to najsłynniejsza Casa de los Balcones (Dom balkonów), który nie dość, że nie miał sjesty to jeszcze był do zwiedzania bez opłat.

Casa de los Balcones od ulicy

Jest to klasyczny dom/muzeum prezentujący wytwory kultury kanaryjskiej. Dom zbudowano w 1632 roku. Znaleźć w nim można różnorodne produkty kanaryjskie jak np. koronki, hafty, czy typowe dla regionu ubrania.

Sklep w Casa de los Balcones

Fasada budynku składa się z trzech pięter na których umieszczone są wykonane z drewna balkony. W patio znajduje się wiele roślin. Oprócz muzeum i sklepu prowadzona jest też tam działalność edukacyjna wspierająca lokalne rękodzieło przed zapomnieniem.

Patio i tytułowe balkony

Idąc dalej natrafiliśmy na Plaza de San Francisco, gdzie wznosi się XVII w. kościół, a obok dawny klasztor franciszkanów przekształcony w szpital psychiatryczny. Jest on zamknięty dla zwiedzających ale za jego bramą znajdziemy podobno jeden z najpiękniejszych widoków (chyba jednak nieco przereklamowany) na zieloną dolinę La Orotavy.

Widok z za bramy byłego klasztoru franciszkanów


W drodze powrotnej zajrzeliśmy jeszcze do ogrodów tarasowych znajdujących się w pobliżu ratusza, Jardines del Marquesado de la Quinta Roja.

Jedno z „pięter” Jardines del Marquesado de la Quinta Roja

Na samym końcu znaleźliśmy Liceo de Taoro XX-wiecznego budynku będący siedzibą prywatnego stowarzyszenia kulturalnego. Niestety nie mieliśmy już czasu na bliższe przyjrzenie się tej budowli.

Liceo de Taoro

La Orotava to spokojne miasteczko do wolnego poszwendania się po jego wąskich uliczkach zupełnie odmiennych od typowo kurortowych klimatów.

Więcej zdjęć znajdziecie tutaj.

2 myśli na temat “Teneryfa: La Orotava

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s