Strona główna > Foto, Podróże > Teneryfa: Loro Park

Teneryfa: Loro Park

Na Teneryfie znajdują się dwa duże parki rozrywki (które swoją drogą posiadają jednego właściciela). Jeden z nich to wielki park wodny – Siam Park – zlokalizowany w części południowej (Playa de las Americas), drugi znajdujący się w północnej części wyspy (w okolicach Puerto de la Cruz) to tytułowy Loro Park. Loro Park jest parkiem zoo. To co wyróżnia go od standardowych ogrodów zoologicznych to pokazy tresowanych zwierząt.

 

Do Loro wybraliśmy się w ramach wycieczki zorganizowanej, przy czym organizacja polegała na tym, że mieliśmy zapewniony transport, a w związku z tym sztywne ramy czasowe (od 10 do 17). Po parku poruszaliśmy się już we własnym zakresie.

Zaraz po przekroczeniu bramy wejściowej, wszystkich turystów czeka pamiątkowa fotka z dwoma papugami (zdjęcie to można wykupić za kilka euro w momencie opuszczania parku). Oczywiście turystów jest cała masa w związku z tym cała procedura zajmuje dłuższą chwilę.

Po przebrnięciu przez pierwszy punkt marketingowy można ruszyć w interesujących nas kierunkach czyli na pokazy tresowanych zwierząt, zajrzeć do pingwinarium, akwariów czy poobserwować dostępne na wyciągniecie ręki egzotyczne ptaki.

Sam park, nie jest tak duży, jak by się mogło wydawać, po szumie tworzonym wokół niego. Zajmuje obszar 13,5 ha czyli jest zdecydowanie mniejszy od wrocławskiego Zoo (30 ha). Charakteryzuje się też dosyć wąskimi alejkami (jak na liczbę ludzi, która się tam przewija), które momentami są dosyć mocno zatłoczone.

Szlaki komunikacyjne zaprojektowane zostały w taki sposób, że aby przejść do najatrakcyjniejszych części parku, należy przedrzeć się przez sklepiki, bary i inne stoiska handlowe. W przeciwieństwie do standardowych ogrodów zoologicznych nie znajdziemy tam też ławek, oprócz miejsc przeznaczonych do konsumpcji. Jak więc widać jest to miejsce zoptymalizowane pod maksymalne wyciśnięcie portfeli turystów.

 

Zgodnie z sugestiami naszej przewodniczki nasze zwiedzanie rozpoczęliśmy od pokazów tresury delfinów (w późniejszych godzinach zwierzęta są już nieco zmęczone, w związku z czym prezentowane sztuczki są mniej spektakularne). Był to pierwszy, a zarazem jak się okazało, najbardziej widowiskowym z pokazów. Te inteligentne i wesołe ssaki skłonne były do przeróżnych akrobacji zarówno solo jak i w grupach, a także sztuczek i trików, w których zaangażowani byli ich trenerzy.

 

Zaraz po delfinach, ruszyliśmy w kierunku amfiteatru, gdzie odbywały się pokazy  orek. Jak wspomniała nasza rezydentka, tam również warto być wcześnie (na pierwszym lub drugim pokazie) bo później główni aktorzy tego przedstawienie nie zawsze wykonują polecenia trenerów.

Kilkanaście minut przed rozpoczęciem zajęliśmy odpowiednio wysoko miejsca na widowni, ponieważ uprzedzono nas, o tak zwanej splash zonie, czyli pierwszych 7 rzędach, gdzie orki lubią chlapać wodę na publiczność (oczywiście odpowiednio podpuszczone przez swoich trenerów).

Nie wszyscy widzowie zdawali sobie z tego sprawę i dopiero podczas oczekiwania na rozpoczęcie show, gdy na telebimach pokazywano urywki z wcześniejszych pokazów, gdzie te ogromne zwierzęta skaczą bądź machają żwawo płetwami, postanowili zainwestować w płaszcze przeciwdeszczowe (oczywiście hostessy oferowały je ochoczo po kilka euro).

 

Zanim rozpoczął się jednak pokaz orek, organizatorzy zapewnili nam przedstawienie znane z amerykańskich rozgrywek futbolowych, gdzie głównymi gwiazdorami jest publiczność… otóż kamera wyłapywała osoby z trybun i pokazywała ich zbliżenia na telebimie. Z czasem zaczęły pojawiać się tam dodatkowe elementy np. dymki komiksowych z napisami takimi jak:. I am so sexy, I am lost, etc. Nam się trafiło kiss me, i… była to wersja lajtowa, bo nieco później kiss me pojawiało się przy zbliżeniach dwóch potężnych panów… którzy ochoczo poddali się tej sugestii 😉

 

Gdy już przetrwaliśmy nabijanie się z publiczności nadszedł czas na zwierzęta. Te nie były już tak widowiskowe jak delfiny (tzn. ich sztuczki, bo same zwierzęta i owszem, w końcu to prawie 5-tonowe monstra). Pokaz jednak należy uznać za udany.

 

Ostatnim z zaplanowanych pokazów tresury, na który zdecydowaliśmy się wybrać, były lwy morskie. Same zwierzęta były ruchliwe i radosne, jednak prezentowany program był najbardziej statyczny z tych, które mieliśmy okazję zobaczyć.

 

Po elementach obowiązkowych, wynikających ze sztywnego ich grafiku, zaczęliśmy część dowolną czyli zwiedzanie pozostałych pawilonów i wybiegów. Pierwsze kroki skierowaliśmy do najlepiej się zapowiadającego pingwinarum. Robi ono spore wrażenie, gdyż w środku tropikalnej wysypy, mamy kilka odmian pingwinów wyglądających jak w naturalnym, zimowym środowisku (tak jest tam śnieg). Za szybą znajduje się sztuczna mini wyspa, którą możemy obserwować zza przeszklonej trasy widokowej.

 

Niedaleko pingwinarium znajduje się oceanarium wraz z różnymi gatunkami ryb, które możemy obserwować idąc przeszklonym tunelem (Hai) otoczonym ze wszystkich stron wodą. Jest to miejsce gdzie  można stanąć oko w oko z rekinem.

 

W dalszej części naszego spaceru trafiliśmy do alejek z wieloma odmianami kolorowych ptaków (głównie papug, choć nie tylko). W końcu dotarliśmy do woliery (czyli dużej przestrzeni otoczonej siatką, która symuluje naturalne środowisko, ponieważ skrzydlate stworzenia mogą tam swobodnie fruwać) gdzie z bliska można było obserwować kilka gatunków ptaków. W wolierze zbudowany został specjalny pomost, z którego były one dostępne na wyciągniecie ręki i… obiektywu.

 

Powyższy skrót to tylko opis najciekawszych, z naszego punktu widzenia, rzeczy, które mieliśmy okazję zobaczyć w Loro Parku. Oczywiście znajdziemy tam też inne gatunki zwierząt, ptaków, ryby z kilku raf koralowych, a także egzotyczną roślinność i drzewa.

Loro Parko, pomimo swojego bardzo komercyjnego charakteru, jest niewątpliwie wartym odwiedzenia miejscem na Teneryfie. Jeżeli będziecie tam z dziećmi jest to pozycja obowiązkowa ale nawet w przypadku dorosłych nie będzie to stracony czas. Zarezerwujcie sobie jeden dzień na zobaczenie tego miejsca.

P.S. Jeżeli chcecie zobaczyć więcej zdjęć z Loro Parku to zapraszam tutaj (warto zajrzeć!).

Reklamy
  1. 19 marca 2014 o 20:50

    Does your website have a contact page? I’m having a tough time locating it
    but, I’d like to shoot you an e-mail. I’ve got some
    creative ideas for your blog you might be interested in hearing.
    Either way, great blog and I look forward to seeing it expand over time.

  1. 8 Maj 2013 o 19:23

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: