Strona główna > Film, Słówka > Spring Breakers postscriptum czyli Korine vs Tarantino

Spring Breakers postscriptum czyli Korine vs Tarantino

18 kwietnia 2013 Dodaj komentarz Go to comments

spring breakers2 djangoTekst ten jest kontynuacją/rozszerzeniem pewnych wątków z mojej recenzji Spring Breakers więc zanim go przeczytasz sugeruje się z nią zapoznać.

Po opisaniu swoich wrażeń z seansu Spring Breakers okazało się, że kilku moich znajomych miało okazje widzieć już ten film. Dodatkowo kilka nieznanych mi osób trafiło na mojego bloga gdzie pozostawiło swoje komentarze (okazał się on najbardziej komentowanym wpisem w całej jego historii). Doprowadziło to do kilku dyskusji i wymiany poglądów. Film wzbudza wiele kontrowersji, to dobrze, bo oznacza, że to ważny obraz, który skłania do refleksji i dyskusji i tym wyróżnia się od większości hollywodzkich produkcji, o których zapomina się dwa dni po seansie. We wpisie tym postanowiłem rozjaśnić co niektórym, skąd wzięła się moja, aż tak wysoka, ocena oraz porównać dwóch reżyserów: Korine’a i Tarantinon. (W przypadku tego pierwszego moje wnioski będę bazował głównie na Spring Breakerze, bo innych filmów w jego reżyserii nie miałem okazji oglądać).

9/10 czyli rewelacja

Teksty na blogach są z definicji subiektywne, oceny tym bardziej. Postanowiłem jednak rzucić nieco więcej światła na moje 9/10, które kilka osób nieco zaskoczyło. Ostatecznie liczba ta nie jest najważniejsza (tzn. nie jest aż tak istotne czy będzie to np. 7 czy 9) bo po to jest 10-cio stopniowa skala ocen aby móc precyzyjniej przedstawiać swoje wrażenia.

Za przykład niech posłuży jeden z najlepszych filmów jaki miałem okazję oglądać w ostatnich latach czyli irańskie Rozstanie w reżyserii Asghara Farhadia. Roman Gutek współtwórca takich imprez jak Warszawski Festiwal Filmowy, Lato Filmów w Kazimierzu, a aktualnie Nowych Horyzontów oraz American Film Festival zapytany o swoich faworytów którejś z edycji festiwalu, i konkretnie o wyświetlany na nim Rozstanie, stwierdził, że to bardzo dobry film i docenia go głównie za scenariusz i opowiadaną historię ale to “nie jest jego kino”. Podobnie zapewne będzie mogło stwierdzić wiele osób po obejrzeniu Spring Breakers. Fan heavy metalu, muzyki operowej bądź jodłowania nie będzie aż tak zachwycony elektroniczno-dubstepową ścieżką dźwiękową jak ja, który wychowałem się na estetyce techno-elektronicznej. Podobnie fan kilkudziesięcio-minutowych, majestatycznych, czarnobiałych ujęć w stylu Bela Tarra może nie przepadać za dynamicznym i instantgramowym montażem w filmie Korina.

To co jest najważniejsze to fakt, że pomimo różnic w estetykach widz potrafi dostrzec, że Spring Breakers to nie jest film pokroju American Pie 12 czy Kac Wawa, gdyż jest to obraz z zupełnie innej półki.

Korine a Tarantino

Po wyjściu z sali z seansu najnowszego filmu Korine’a pewnie wielu osobom na myśl przyjdzie porównywanie go do Tarantino. Ciężko uciec od takich pierwszych skojarzeń gdyż na pewnym poziomie duchowo-estetycznym coś w nich wspólnego na pewno jest. Jednak nie oznacza to, że Tarantino nakręcił by taki film jak Korine, gdyż ich język filmowy i podejście do reżyserii jest mimo wszystko diametralnie odmienne.

W mojej recenzji pojawia się takie stwierdzenie “Gdyby na plakacie filmu, w miejscu reżysera, widniało nazwisko Tarantino” nie należy czytać “Gdyby ten film nakręcił Tarantino” bo Tarantino nie nakręciłby takiego filmu… byłaby to zupełnie inna produkcja. Dlaczego?

Popkultura

Obaj panowie czerpią z popkultury, jednak każdy z nich wykorzystuje ją w zupełnie inny sposób. Tarantino to fan filmów klasy B, wychowany na wielu grindhausowych produkcjach i miłośnik spaghetti westernów. Zapożyczenia i pastisz elementów popkultury wykorzystuje jako formę intelektualnej zabawy, a nawet swojego rodzaju hołd, który w taki sposób jej składa.

Zupełnie inaczej jest z Korinem, ten z kolei traktuje ją jako środek do celu. Robi to na tyle sprytnie i inteligentnie, że korzystając z jej najbardziej znanych motywów, jednocześnie bezlitośnie obnaża jej słabości i pustkę. Nie jest to więc element wykorzystany jedynie rozrywkowo, ale ma swój konkretny cel artystyczny.

Fabuła a postacie i dialogi.

Zupełnie inaczej obaj twórcy podchodzą do fabuły, postaci i dialogów. Ta pierwsza u Tarantina nie ma znaczenia, jego filmu nie przekazują jakichś wielkich prawd gdyż najważniejsze u niego są intrygujące postacie i soczyste dialogi między bohaterami. Czy którykolwiek z jego filmów mówił o czymś nad czym warto byłoby się dłużej zastanowić? Nie, filmów Tarantina nie kojarzy się jako całości, ale przez pryzmat dialogów, bohaterów i konkretnych scen.

U Korine’a natomiast, postacie i dialogi schodzą na nieco dalszy plan, gdyż on skupia się na grupach ludzi, pokoleniach, subkulturach. Historie poszczególnych osób nie byłyby tak interesujące bez kontekstu kulturalno-społecznego w którym się znajdują. Portretuje on całe grupy przez co nie koncentruje się, aż tak mocno, na jednostkach. Nie są one osobowościami, a raczej przedstawicielami gatunku.

Jeżeli chodzi o fabułę w jego przypadku, w przeciwieństwie do Tarantina, ma ona już znaczenie i można ją interpretować, analizować i domyślać się co chciał autor przekazać, jednak też nie jest ona motywem przewodnim, a pretekstem do przedstawienia szerszego obrazu i kontekstu.

Technikalia, zdjęcia i montaż

W tym aspekcie Korin bije na głowę Tarantina. Oczywiście w filmach tego drugiego znajdziemy mnóstwo zapadających w pamięci ujęć czy kadrów, ale są one najczęściej statyczne i są to kalki czy zapożyczenia z filmów sprzed lat. Tarantino rzadko wymyśla coś nowego, on czerpie z dorobku całej kinematografii, inspirując się i ją przetwarzając, albo najczęściej po prostu kopiując (żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie “zrzynając” – często bowiem kadry, sceny, a nawet całe sekwencje są identycznych z tymi, z zapomnianych filmów klasy B).


Skąd Tarantion czerpał inspiracje do Kill Billa?

To co pokazał Korine w Spring Breakers to po prostu czysta wirtuozeria filmowa. On wykorzystuje techniki charakterystyczne dla danego stylu po to aby coś nimi przekazać. Nie jest to wyłącznie zabawa formą, ale świadomie dobrany środek wyrazu nastawiony na konkretny efekt. I robi to znakomicie!

Seks i przemoc

Przemoc w filmach Tarantino doprowadzona jest niemal do rozmiarów karykaturalnych. Krew leje się strumieniami i jest to element definiujący jego styl. Część widzów jest wręcz oburzona gdy jest jej za mało. Mimo wszystko jest ona traktowana instrumentalnie, i niespecjalnie pozostawia jakiś głębszy ślad w naszej pamięci.

U Korine’a przemocy i seksu nie ma aż tak wiele, jak może się wydawać zaraz po opuszczeniu sali kinowej. Dopiero po dłuższym zastanowieniu człowiek zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę nie pokazał on więcej niż można zobaczyć w przeciętnym wideoklipie raperskim (roznegliżowane panienki) czy przeciętnym filmie akcji (broń i strzelaniny). I choć spotkałem się z określeniami Spring Breakera jak pornola, to tak naprawdę nic gorszącego nie zostaje tam pokazane dosłownie, a większość wyobrażeń budowane jest w podświadomości widza.

Dosłownej przemocy u twórcy Spring Breakers jest mało, ale jeżeli już występuje odciska się mocno w naszej pamięci i świadomości. Do dzisiaj pamiętam brutalną scenę z deskorolką w Kidsach, które oglądałem 15 lat temu…  a była to chyba jedyna tak brutalna scena w filmie… dla kontrastu nie jestem w stanie sobie przypomnieć żadnej sceny u Tarantino, która wywołałaby u mnie podobne emocje.

Wykorzystanie muzyki

Obaj panowie potrafią wykorzystać motywy muzyczne w niebanalny sposób. Choć robią to nieco odmiennie. Klasyki, które wygrzebuje Quentin kojarzą nam się z konkretnymi scenami. Korine natomiast wykorzystuje muzykę jako integralną część całego filmu, która tworzy wizję totalnie podporządkowaną i spójną z głównym przekazem.

Być może z tego porównania wyciągnięcie wnioski, że nie przepadam za Tarantinem lub nie uważam go za wielkiego twórcę. Wręcz przeciwnie, Tarantina lubię i cenię. Fakt, że uprawia on postmodernizm filmowy wcale mi nie przeszkadza, gdyż bardzo lubię ten kierunek w sztuce. Tworzenie nowych wartości z już istniejących elementów, poprzez mieszanie ich i  przetwarzanie w celu nadania nowej jakości, to jak najbardziej uznany sposób twórczości, który traktowałbym jednak jako formę intelektualnej zabawy i przez to odrobinę niżej niż, prawdziwą kreację, którą w tym tandemie, symbolizuje Korine.

Podsumuje te moje wywody stwierdzeniem, że obydwaj panowie to wybitne osobowości filmowe, z których twórczością warto się zapoznać i choć pewnie nie każdemu przypadnie ona do gustu (Tarantino choć bardziej popularny, a wręcz ostatnimi czasy modny – też nie dla każdego jest strawny) warto wyrobić sobie o nich zdanie samemu.

Reklamy
  1. Balbina
    18 kwietnia 2013 o 19:42

    a co powiesz na to, a propos kwestii Tarantino vs Korine, że Alien ze Spring Breakers przypomina Drexla z „Prawdziwego romansu”? (do którego scenariusz napisał Tarantino) – raz, że podobni wizualnie, dwa obaj mówią, że byli jedynymi białymi w dzielnicy i musieli nauczyć się, jak być czarnuchem, trzy, że obaj są lokalnymi gangsterami, którzy lubią mieć wokół siebie ładne panienki. Przypadkowa zbieżność, czy może Korine czerpał i z tej tarantinowskiej części popkultury?

    • 18 kwietnia 2013 o 20:48

      Prawdziwy Romans oglądałem bardzo dawno (kilkanaście lat temu) więc ciężko mi się ustosunkować (nie pamiętam szczegółów). Dla jasności obaj panowie „czerpią” a skoro Tarantino to już jej spora część popkultury więc Korine też coś z niego mógł zaczerpnąć. Różnica jest taka, że Tarantino robi to dla zabawy, a Korine zbudował tą postać w konkretnym celu (choćby aby ponabijać się z definicji American Dream, stereotypów dotyczących przedstawiania gangsterów etc)

  2. Nyanyan
    19 kwietnia 2013 o 00:57

    Ojoj jak ja nie lubie porównań Korine do Tarantino, to jakby porównywać kolor czerowony z ogórkiem. Tarantino jest mistrzem swojego gatunku, Korine, z troche mniejszym dorobkiem, nadal jest świetnym reżyserem, co udowodnił Spring Breakersami, ale nadal, to dla mnie dwa zupełnie rózne byty, ich filmy sa totalnie inne i każdy specyficzny na swój własny sposób.

    • 19 kwietnia 2013 o 17:23

      Hm.. no i o tym był ten wpis 🙂

  1. 19 kwietnia 2013 o 17:35

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: