Strona główna > Foto, Podróże > Monachium: Pinakoteki

Monachium: Pinakoteki

Tylko co skończyłem opisywać naszą wyprawę na Teneryfę a już mam dla Was kolejny tasiemiec z podróży (ok, tym razem powinien być nieco krótszy). Długi majowy weekend postanowiliśmy bowiem wykorzystać na zwiedzanie Monachium. Dlaczego akurat stolica Bawarii?… powód był dosyć prozaiczny, akurat takie promocyjne bilety lotnicze udało się nam zdobyć z Wrocławia. Stąd też w ramach nieco dłuższego city break postanowiliśmy pozwiedzać samo miasto i być może jego okolice.

Wylecieliśmy w sobotę wieczorem tak więc po bezproblemowym dotarciu z lotniska do hotelu i rozpakowaniu było już za późno na rekonesans okolicy. Dlatego też nasz pierwszy dzień zwiedzania wypadł w niedzielę. Szczegółowa analiza naszego planu wykazała, że najkorzystniej będzie rozpocząć od kulturalnej strony Monachium czyli wybrać się do sławnych muzeów spod szyldu Pinakotek (bilety w niedziele kosztują tam tylko 1 euro podczas gdy w pozostałe dni w granicach  6-10).

Samych Pinakotek jest aż trzy.

  • Stara (Alte Pinakothek) posiadająca zbiory malarzy niemieckich, holenderskich, hiszpańskich i włoskich od XV do XVIII wieku.
  • Nowa (Neue Pinakothek) z obrazami i rzeźbami pochodzącymi z okresu od XVIII do początków XX wieku oraz
  • Nowoczesna (Pinakothek der Moderne) skupiająca się na dziełach najnowszych (czyli XX wiek i później).

W tym samym regionie co Pinakoteki znajduje się jeszcze jedno muzeum – Museum Brandhorst, które również udało się nam odwiedzić.

Stara Pinakoteka

Stara Pinakoteka (Alte Pinakothek)

Już na wstępie zaznaczę, że nie jestem miłośnikiem sztuki starszej niż XVIII-wiecznej. Stąd też moje zainteresowanie tym akurat muzeum określiłbym jako średnie. Nie przeszkadza mi to jednak docenić zebranych w tym miejscu zbiorów.

Jeden z wielu obrazów Rubensa

Na dwóch rozległych piętrach zgromadzono sporą kolekcję malarstwa europejskiego. Znaleźć tam można obrazy takich mistrzów jak: Dürer, Cranach, Rafael, Rembrandt, El Greco, Rubens, van Dyck, Giovanni Canaletto (wuj Bernardo Belletto zwanego również Canaletto, znanego u nas jak nadworny malarz na dworze Stanisława Augusta Poniatowskiego) a nawet jeden obraz Leonarda DaVinci.

Nie, to nie jest obraz Leonarda (znajdziecie go w galerii – link na końcu wpisu)

Sam budynek Starej Pinakoteki jest interesujący. Częściowo zniszczony podczas wojny został odbudowany i w środku prezentuje się dosyć monumentalnie.

Schody w Starej Pinakotece

Obok budynku znajdują się spore place z zielenią na których porozstawiane są rzeźby całkiem współczesne.

Dosyć nowoczesne rzeźby pomiędzy Starą a Nową pinakoteką (w tle Stara)

Co ciekawe nie przeszkadza to mieszkańcom Monachium traktować tego terenu jako park rekreacyjny gdzie dzieci biegają a starsi uprawiają różne formy sportów niedzielnych.

 

Nowa Pinakoteka (Neu Pinakothek)

Udało nam się zachować kolejność chronologiczną i następną w kolejce była Nowa Pinakoteka.

Tutaj moje nastawienie było bardziej entuzjastyczne, gdyż impresjonizm i pochodne (postimpresjonizm, ekspresjonizm, symbolizm) wzbudzają moje zdecydowanie większe zainteresowanie. Niestety okazało się, że moje oczekiwania były zbyt wysokie.

Wnętrze Nowej Pinakoteki też ma swój urok

Sama Nowa Pinakoteka jest już mniejsza od jej starszej siostry. Spora część zbiorów w niej zaprezentowanych pochodzi z okresu przed impresjonistycznego co powoduje, że spokojnie mogłaby wylądować w Starej Pinakotece gdyż przestrzeń tematyczno techniczna nie dzieliła je aż tak bardzo. Dopiero w dalszej części pojawiło się kilka znanych obrazów van Gogha, Gougeina, Cezanna, Degas czy Kandinskiego.

Biorąc pod uwagę że miałem już okazję, odwiedzając inne miasta europejskie natrafić na ciekawsze ekspozycje (fakt czasami były to wystawy czasowe) z tego okresu moje ogólne wrażenia byłe pełne niedosytu.

W Nowej Pinakotece trafiliśmy też na kilka nowszych dzieł, a to ze względu na fakt że Pinakoteka Modern okazała się być zamknięta ze względu na remont i część z ekspozycji została przeniesiona m.in do Nowej Pinakoteki.

Część z dzieł przeniesiona z Pinakothek der Moderne

Pinakothek der Moderne

Niestety w trakcie naszej wizyty najnowsza pinakoteka (czyli ta najbardziej mnie interesująca) była zamknięta ze względu na remont, który trwać ma do września 2013 roku. Jak już wspominałem część z jej zbiorów została przeniesiona do Neue Pinakothek, a także znajdującego się nieopodal Museum Brandhorst.

 

Muzeum Brandhorst

Miejsce to już na samym wstępie nastraja optymistycznie wszystkich miłośników sztuki najnowszej, a to ze względu na sam budynek, kolorowy i oryginalny mocno wyróżniający się na tle okolicznych masywnych i bardziej tradycyjnych brył.

Intrygujący gmach Museum Brandhorst

Tuż przy wejściu trafiliśmy na sporo wycieczek szkolnych sugerujących, że było to najczęściej odwiedzane z okolicznych muzeów… Inna sprawa, że było to najmniejsze z odwiedzanych tego dnia muzeów więc nie było w stanie pomieścić aż tak dużej liczby zwiedzających jak Pinakoteki.

 

Środek również przypomina nowoczesne muzea choć np. schody są jasne drewniane. Niestety okazało się że nie można wykonywać w nim fotografii… czym kompletnie zostałem zaskoczony, nie tylko ze względu na brak jakichkolwiek znaków “no photo”, ale też faktem że prędzej spodziewałbym się takiego zakazu w najstarszej z Pinakotek, bo w żadnym z wielu muzeów współczesnych w europie, które miałem okazję zwiedzać, takiego obostrzenia nie pamiętam.

Zanim jednak jeden z panów, który pilnował zbiorów zwrócił mi uwagę, że fotografowanie jest zabronione, kilka zdjęć już zrobiłem. Stąd też macie okazję zobaczyć kilka dzieł, które znajdowały się w drodze na najniższe piętro. A znaleźć tam było można prace m.in Andiego Warhola, Gerarda Richtera, Erica Fischla, Alexa Katza oraz ekspozycję czasową Gillian Wearing.

Sporą część zbiorów w kolekcji tej instytucji stanowiły prace Cy Twombly’a. Niestety prezentuje on ten rodzaj sztuki współczesnej, który większości przeciętnych odbiorców kojarzy się z jej negatywną formą czyli bohomazami. Jego obrazy przedstawiają bowiem plamy na płótnie, które wyglądały jakby powstały na skutek machania pędzlem. (Oto jeden z przykładów)

 Inny z obrazów nosił wszystkomówiący tytuł Nini’s painting i przypominał bazgroły małego dziecka. Moja teoria jest taka, że mógł zostać namalowany przez córkę artysty, a ten dbając o to aby małej nie odbiła woda sodowa, postanowił firmować jej wytwór swoim imieniem i nazwiskiem.

W przypadku innych obrazów sam autor miał spore problemy z opisaniem co miały one przedstawiać i nie był w stanie wymyślać im nawet tytułu, stad też co drugi jego obraz nazywa się po prostu Untitle.

Na szczęście było sporo prac pop-artowych

Na nieszczęście prace Cy Twombly’a zajmują prawie 1,5 pietra czyli pół muzeum. Gdyby nie to byłoby to zdecydowanie najciekawsze z odwiedzonych przez nas miejsc tego dnia.

Ciekawostką jest, że w jednej z części budynku znajduje się strefa nazwana Longue gdzie stoją krzesełka i można podziwiać widok z okna na Starą Pinakotekę. (Widać, że miejsce to zostało specjalnie zaprojektowane przez architekta budynku i pewnie miało symbolizować, że kultura ludzka ma swoją długą historię i nie warto o niej zapominać). Wszystkie krzesełka w tej strefie były zajęte. Z boku wyglądało to jakby wszyscy kontemplowali ten “obraz”. Moja żona stwierdziła nawet ze wygląda to „prawie jak Empire”* i gdyby zrobić im zdjęcie można było by nadać mu tytuł Like Empire (na końcu znajdziecie przypis wyjaśniający o co chodzi ;)).

Mniej więcej w tym kierunku patrzyli ludzie ze strefy Longue. Na pierwszym planie rzeźba słynnego rzeźbiarza abstrakcjonisty Eduardo Chilliady

W drodze do Frauenkirche

Odwiedzenie trzech muzeów jednego dnia jest nie lada wyczynem, mimo wszystko zostało nam nieco czasu (i sił) tak więc postanowiliśmy wykorzystać je na dotarcie do Frauenkirche.

Jednego ze słynniejszych kościołów znajdujących się już w ścisłym centrum miasta. Odległość od Pinakotek nie była duża więc postanowiliśmy zrobić sobie spacerek, w trakcie którego, mijaliśmy kilka charakterystycznych dla Monachium miejsc jak: Karolinenplatz, Konigsplatz, Lenbachhaus, Glyptothek, Propylaen. Przez chwilę mieliśmy wrażenie, że znajdujemy się w Rzymie ze względu na budowle wyraźnie inspirowane stylem z czasów imperium romańskiego (jeden z władców rezydujących w Monachium miał lekkiego fioła na punkcie kultury rzymskiej – i było to jeszcze przed początkami XX wieku ;).

 

Dalej ruszyliśmy w kierunku starego ogrodu botanicznego, który okazał się niewielkim parkiem z fontanną Neptuna. Następnie minęliśmy stary i nowy pałac sprawiedliwości, aż dotarliśmy do Karlsplatz i Karlstor (większość z tym miejsc znajdziecie w galerii). Stąd już niedaleko było do Fraunekirche.

Niestety na miejscu okazało się, że jest on w remoncie przez co z jednej strony był zasłonięty rusztowaniami i nie można było wejść na wieżę, z której podziwiać można najciekawszą panoramę starego miasta.

Podsumowanie

Kilka słów podsumowania pierwszego dnia które spędziliśmy głównie w muzeach. Choć nie jestem miłośnikiem sztuki starszej to obiektywnie chyba najciekawsze zbiory posiada Stara Pinakoteka. Nowa (Neue) jest lekko rozczarowująca gdyż około połowa z wystawionych tam obrazów mogłaby być wystawiana w Starej Pinakotece, impresjonistów były jedynie 2 sale, a pozostałe interesujące obrazy pochodziły z Modern Pinakoteki.

Natomiast ze swej strony polecam odwiedzenie Muzeum Brandhorsta, nie tylko ze względu na interesujący architektonicznie budynek, ale również ze względu sporą ilość prac Andiego Warhola… Niestety zgrzytem są wytwory Cy Twombly’a, które uosabiają to tego czego nie lubię w sztuce współczesnej.

Mimo wszystko każde z tych muzeów warte jest odwiedzenia, jeżeli nie macie całego dnia na zobaczenie ich wszystkich to przynajmniej spróbujcie wybrać to, które zawiera preferowany przez Was typ sztuki.

Tym razem galeria fotograficzna wyszła całkiem obszerna i sporo fajny zdjęć nie zmieściło się we wpisie, znajdziecie je w galerii.

*Empire – to dosyć sławny film stworzony przez ojca pop-kultury w sztuce czyli Andiego Warhola. Dzieło to powstało w następujący sposób. Artysta postawił kamerę kierując ją w taki sposób aby przedstawiało widok z jego okna. Włączył ja i zostawił na ponad 8 godzin. Po czym stwierdził, że nakręcił film przedstawiający obraz żywego Nowego Jorku.

Co prawda oryginału nie miałem okazję oglądać, ale podczas jednej z edycji festiwalu Nowe Horyzonty prezentowany był film Empire 2. Choć nakręcony już przez zupełnie innego twórca, pomysł zaczerpnął on z oryginału Warhola. Jego film również przedstawiał życie Nowego Jorku kręcone kamerą umieszczona w oknie. Tutaj autor jednak nieco ożywił swój film wprowadzając różnego rodzaju typy zdjęć (filtry kolorystyczne, różna dynamika czyli prędkość odtwarzania poszczególnych fragmentów). Na szczęście to dzieło trwało “tylko” ponad 4 godziny… i udało nam się dotrwać do końca, co uznaliśmy za spory sukces, szczególnie że większość widowni nie miała tyle cierpliwości (do końca seansu zostało, o ile pamiętam, 7 osób).

PS. Wszystkie wpisy poświęcone wycieczce do Monachium oznaczone są tagiem Monachium

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: