Strona główna > Film > Film: World War Z

Film: World War Z

world war zW normalnych okolicznościach na ten film na pewno bym się nie wybrał do kina. Jednak brak ciekawszych alternatyw i zbliżające się koniec ważności karnetów wymusiły szybką decyzję. A że ostatnio po zagraniu w Last of Us oraz obejrzeniu inspirującego go filmu Droga (recenzje wkrótce) jestem w klimatach postapokaliptycznych, a oprócz tego Brad Pitt w obsadzie i mówiące mi coś nazwisko reżysera Marca Frosta (Chłopiec z latawcem, Marzyciel, Czekając na wyrok) mogły dawać nadzieję na coś w miarę dobrego.

Film stara się być połączeniem kina katastroficznego, akcji, z elementami horroru i dramatu. Niestety w żadnym z tych elementów się nie sprawdza.

Oto mamy więc pracownika ONZ od zadań specjalnych (Brad Pitt), który przeszedł już w swoisty stan spoczynku i wiedzie sielankowe życie z żoną i dwójką córek. Niestety na świecie wybucha epidemia nieznanego wirusa, który przemienia ludzi w zombie. Świat jest zagrożony, a nasz bohater chcąc nie chcąc musi podjąć się misji odnalezienia źródła epidemii.

“World War Z” został skonstruowany nieco na modłę współczesnych gier komputerowych, gdzie bohater odwiedza różne lokacje w kolejnych etapach rozgrywki. Przy okazji poznając różne postacie epizodyczne mające nam pomóc w wykonaniu zadania. Podobnie również jak w grach video liczba scenarzystów (których podobno było aż trzech) nie przełożyła się na jakość scenariusza. Na dodatek niektóre rozwiązania przypominają najgorsze pomysły z kina klasy B.

Sekwencje akcji są mało emocjonujące, a do tego kiepsko sfilmowane (im więcej się dzieje tym mniej widać – zdjęcia wyglądają jakby były kręcone przez epileptyka). Dramaturgi nie dodają też oklepane wątki rodzinne. Nawet miłośnicy horrorów i zombie nie dostaną tego na co liczyli, czyli krwawego mięcha, gdyż film jest z kategorii PG-13 więc krwi tam za dużo nie uświadczymy.

Na szczęście znalazły się w World War Z nieco lepsze momenty, jak wątek doktora wirusologii z Harvardu czy pewien telefon od żony głównego bohatera. Jednak zdecydowanie najciekawsza były cała sekwencja „skradankowa” znajdująca się pod koniec filmu, odbywająca się w pewnym laboratorium. Był to jedyny fragment, który naprawdę trzymał w napięciu i choć nie uratował on całości, był niewątpliwie najjaśniejszym elementem filmu.

Ostatecznie otrzymujemy kolejny przeciętny blockbuster niezbyt wciągający i nie wnoszący nic ciekawego do jakiegokolwiek gatunku, który próbował reprezentować. Podsumowując, wizytę w kinie spokojnie można sobie odpuścić.

Moja subiektywna ocena: 6/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Reklamy
  1. 9 lipca 2013 o 18:06

    Straciłem nadzieję. 2013 miał być rokiem filmów post-apokaliptycznych. Głośne nazwiska, świetnie zmontowane zajawki. I co? I kupa.

    Co tam jeszcze w kolejce zostało? Elizjum i Snowpiercer? Trzymam kciuki, ale na gwiazdkę z nieba przestałem liczyć.

    • 9 lipca 2013 o 22:02

      Przyznam ze nie jestem szczególnym fanem filmów postapokaliptycznych… raczej filmów w ogólności i tak też oceniałem World War Z… Film powinien być przede wszystkim dobry i jest to niezależne od gatunku.

      • 9 lipca 2013 o 23:13

        Ależ truizmem pojechałeś;). Jestem fanem klimatów post-apo, ale też przede wszystkim fanem dobrej kinematografii. I właśnie dlatego ubolewam nad faktem, że nisza jaką niewątpliwie są filmy z tego gatunku zalewana jest ciągle ciepłym moczem od czasów Mad Maxa (który w mojej subiektywnej ocenie jest słaby) i Stalkera (stanowczo zbyt filozoficzny by być uznawany za sztandarowego przedstawiciela gatunku). No dobra, Jestem legendą i serial The Walking Dead nieco podreperowały dobre imię takich produkcji, ale wciąż…Rok 2013 jawił się jako punkt zwrotny gatunku. Niepamięć, 1000 lat po ziemi, World War Z, a tego roku w kolejce do sal kinowych jeszcze 2-3 filmy. I żaden z dotychczas wydanych nie jest wart szerszej uwagi (nabrać się dałem tylko przy okazji pierwszego). Marzy mi się plastyczna adaptacja takiego „Metro 2033” powieść mająca ogromny potencjał. Nie powiesz mi, że sam czegoś podobnego, wykonanego rzecz jasna z pomysłem i odpowiednim rozmachem, nie chciałbyś zobaczyć? W końcu w kinematografii temat wciąż jest w odwrocie, a przydałby mu się własny odpowiednik powiedzmy Blade Runnera.

        • 9 lipca 2013 o 23:37

          Sorki za truizmy 😉
          Co do Metro nie wypowiem sie bo nie grałem (uniwersum też nie znam). Jestem Legendą był dobry (pozytywnie byłem zaskoczony po jego seansie), z tego co pamiętam 28 dni też mi się nawet podobało (choć nie należe do fanów horrorów).
          Z postapokalipsy widziałem ostatnio Drogę o której wkrótce będzie na blogu i to ciekawa produkcja (choć głównie przez historię opartą na książce a nie sam film).
          Stalkera nie widziałem (czeka na odpowiedni nastruj) Walking Dead też (tylko demo gry która wygląda na taką która mi się spodoba).
          Jak więc widzisz nie jestem fanem gatunku stąd taka asekuracyjna odpowiedź 🙂

  2. 9 lipca 2013 o 23:48

    Jeżeli podobała ci się Droga, to polecam też Księgę Ocalenia. Faktycznie dobre obrazy. Nie wiem, czemu je pominąłem w ostatnim komentarzu.

    • 10 lipca 2013 o 09:57

      Dzięki, nie słyszałem wcześniej jak będzie okazja to sprawdzę.

  1. 5 stycznia 2014 o 14:41

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: