Kreta: Chania

Sobota była dniem kiedy postanowiliśmy się wybrać do, często nazywanej najładniejszym miastem Krety, Chanii. Jest to druga co do wielkości miejscowość na wyspie i jeden z głównych ośrodków administracyjnych, a zarazem stolica prefektury (województwa) o takiej samej nazwie. Miasto zostało założone przez Wenecjan na miejscu starożytnego, istniejącego tu już ok. 3400 r. p.n.e., minojskiego osiedla Kydonia.

Dojazd tym razem nie stanowił problemu, gdyż z naszej bazy wypadowej w Retimno do Chani kursuje całkiem sporo autobusów. Po dotarciu na miejsce, nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do informacji turystycznej… i tu pierwsza niemiła niespodzianka… w sobotę jest ona nieczynna. Próbując dobić się do zamkniętych drzwi tej instytucji spotkał nas jednak sympatyczne zdarzenie. Otóż pewien starszy pan, na pierwszy rzut oko niewzbudzający zaufania swoim wyglądem, spytał nas w czym może nam pomóc (najpierw po grecku, później po angielsku). Gdy odpowiedzieliśmy, że szukamy czynnej informacji turystycznej zasugerował nam inną lokalizację tej instytucji (którą po drodze już odwiedziliśmy i również była zamknięta). Nie zrażony tym faktem nadal oferował nam pomoc, gdy odpowiedzieliśmy, że właściwie to szukamy jakiejś mapy. Opisał nam jak dotrzeć do miejsca, gdzie znajdziemy plan miejski.

Był to pierwszy ale nie ostatni, tego dnia, przejaw życzliwości i przyjaznego nastawienia mieszkańców Chanii.

Dzięki wskazówkom naszego “przewodnika” udało nam się dotrzeć do ogólnego planu miasta w postaci ulotki reklamującej autobus wycieczkowy, przedstawiający główne atrakcje, przy których taki autobus się zatrzymywał. Był to już jakiś punkt zaczepienia, dodatkowo ratowała nas mapka centrum z naszego przewodnika. Tak wyposażeni postanowiliśmy wkroczyć w wąskie uliczki i deptaki starego miasta.

Agora – rynek miejski

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od udania się do Agory czyli lokalnego targu znajdującego się w sporej hali wybudowanej w 1923 roku wzorowanej na podobnym obiekcie w Marsylii. Uważana jest ona za jedną z najpiękniejszych w Grecji. Można tu kupić mnóstwo miejscowych produktów. Oczywiście oprócz lokalsów pełno tam było turystów (stanowili oni większość kupujących).

Z hali targowej udaliśmy się w kierunku słynnego portu weneckiego. Zanim tam jednak dotarliśmy przypadkowo trafiliśmy na muzeum futbolu. Znaleźć tam można było koszulki reprezentantów Grecji, ich trofea, a także pamiątki z meczów (między innymi okazjonalne szaliki z odbywających się w Polsce i Ukrainie mistrzostw Europy).

Jak to z nami często bywa zaczęliśmy brnąć w co ciekawsze, a zaraz coraz węższe uliczki. Strategia ta ponownie się sprawdziła gdyż trafiliśmy tam na kilka urokliwych miejsc.

Włócząc się tak po kolejnych lokacjach dwa razy przeszliśmy koło kolejnego starszego mieszkańca miasta, który siedział sobie z laptopem przy małym stoliku. Musieliśmy chyba wyglądać na nieco zagubionych bo spytał nas czy widzieliśmy już kościół. Ponieważ jeszcze żadnego kościoła nie widzieliśmy (mijaliśmy tylko jeden minaret) opisał nam drogę jak do niego trafić.

Podziękowaliśmy i ruszyliśmy w tamtym kierunku. Okazało się, że przy niewielkim placu, gdzie w cieniu drzew odpoczywali miejscowi, znajduje się ciekawy kościół prawosławny. Agios Nikolaos należał pierwotnie do zakonu dominikanów. Później dostał się on w ręce władcy ottomańskiego, który przebudował go na meczet i nadał mu swoje imię.

Po powrocie budynku w ręce prawowitych właścicieli postanowili oni zachować minaret meczetu w miejscu prawej dzwonnicy, co daje oryginalny wygląd całemu budynkowi. Klasycystyczna fasada prezentuje neo-bizantyjski styl. W środku zaś znajdziemy mieszkankę różnych stylów architektonicznych.

Stąd już prosta droga prowadzi w kierunku nadbrzeża. Tuż przed portem natrafiliśmy na budynki arsenału weneckiego. Pod koniec XV wieku powstały 23 przylegające do siebie hale zbudowane z kamienia z ołowianymi dachami, używane do budowy i przechowywania zimą galer. Do dnia dzisiejszego zachowało się jedynie 9 budynków.

Oczywiście nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie zboczyliśmy z prostej drogi aby udać się wzdłuż nich. Doprowadziły nas one do pozostałości po weneckich murach miejskich. Tutaj natrafiliśmy na kolejną niespodziankę, otóż ulicę ze straganami przypominającą lokalny rynek. Tym razem, w przeciwieństwie do Agory, zakupy robili tu głównie miejscowi.

Port wenecki w Chani

W końcu dotarliśmy do portu miejskiego zbudowanego w XIV wieku przez Wenecjan. To urokliwa zatoczka oddzielona od morza falochronem zakończonym XVI wieczną latarnią morską.

Kameralny charakter zatoki sprawił, że port jest miejscem atrakcyjnym dla turystów. Wiodąca wzdłuż brzegu promenada to pasmo restauracji, kawiarni i klubów.

Na środku głównego placu znajdującego się tuż przy porcie (Plac Venizelou zwany też placem Sindrivani) znajdziemy fontannę oraz niewielki Meczet Janczarów (lub inaczej Meczet Hassana lub Yiali Tzami). Obecnie znajduje się w nim galeria sztuki. W pobliżu znajdziemy także Muzeum Marynarki znajdujące się w Forcie Firkas – stanowiącym fragment umocnień służący dawniej do obrony portu.

Ponieważ dysponowaliśmy jeszcze sporą ilością czasu nie omieszkaliśmy zajrzeć do Muzeum Marynarki. Znaleźliśmy tam wiele eksponatów, głównie związanych z morzem oraz marynarką wojskową. Z ciekawostek jest tam też sekcja poświęcona znaczkom pocztowym o tematyce morskiej. Wśród nich nie zabrakło też kolekcji Poczty Polskiej.

W muzeum oddzielną, całkiem sporą, część poświęcono walkom o Kretę w czasie drugiej wojny światowej.

Budynek Muzeum Marynarki

Oddalając się od części portowej natknęliśmy się fragment wykopalisk archeologicznych.

Wracając obejrzeliśmy kolejny znany zabytek, wenecką loggia zbudowaną w stylu renesansowym. Aktualnie zachowały się jedynie mury zewnętrzne wraz z sentencją wygrawerowaną pomiędzy oknami na środkowym piętrze: Nulli parvus est census qui magnus est animus (Nie będzie nisko ceniony ten, kto jest bogaty duchem).

Dalsza wędrówka doprowadziła nas na plac Athinagora w dzielnicy Splantzia gdzie znajduje się katedra Marii Panny. Po drugiej stronie placu odkryliśmy niewielki kościół katolicki.

Katedra Marii Panny

Ostatnim miejscem, do którego się wybraliśmy był położony nieco na uboczu park miejski. Znaleźć w nim można mini-zoo z kozami kri kri. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o słynną (choć niezbyt efektowną) willę Venizelosa.

Chania to niewątpliwie sympatyczne miasto. Niestety nie udało nam się dotrzeć do niego ponownie by zobaczyć ją nocą. (Znaleźliśmy nawet pół dniową wycieczkę w języku polskim Chania by Night jednak nie była ona akurat dostępna.) Jest to podobno bardzo klimatyczny widok. Na szczęście z Wrocławia latają tam samoloty… więc może jeszcze kiedyś, na jakiś weekend, uda nam się tam dolecieć.

W kolejnym wpisie wyprawa na jedną z najpiękniejszych plaż Europy, charakteryzującą się różowym kolorem, laguny Elafonissi.

Pełny album znajdziecie tutaj.

Wszystkie wpisy poświęcone wycieczce na Kretę oznaczone zostały tagiem Kreta

2 myśli na temat “Kreta: Chania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s