Strona główna > Film > Film: Ona (Her)

Film: Ona (Her)

onaPrzegadany romans sci-fi? Absurdalny film o wirtualnym związku? A może piękny i głęboki film o ważnych sprawach?

Rzecz dzieje się w niedalekiej przyszłości, która nie bardzo różni się od dnia dzisiejszego. Ludzie pracują w korporacjach, rozmawiają przez lub do swoich komórek. Zapędzeni i zabiegani pragną jednak ciepła, szczęścia i miłości.

Theodor pracuje w firmie piszącej, na zlecenie swoich klientów, romantyczne listy. Nie jest typowym samotnikiem, gdyż ma przyjaciół i jest tuż po rozstaniu z bliską mu osobą.

W ustatkowanym ale jednak nieco pustym emocjonalnie życiu naszego bohatera pojawia się jednak coś nowego. Pewnego dnia instaluje on bowiem nowy system operacyjny OS 1, który dostosowuje się do swojego użytkownika. System ten komunikuje się głosem, i potrafi interpretować obrazy z kamery telefonu. Po wstępnej konfiguracji i wyboru głosu, którym będzie posługiwał się OS 1, Theodor poznaje… Samanthę.

Rozmowy między Theodorem i wirtualną Samanthą od początku nie różnią się od tych, które przeprowadzają między sobą ludzie. Samantha dzięki sieci posiada ogromną wiedzę o świecie, a dodatkowo dzięki sztucznej inteligencji i „chmurze” uczy się nie tylko faktów ale i … uczuć. Ich relacja staje się coraz bardziej zażyła i pomimo pewnej absurdalności całej sytuacji, bardzo prawdziwa. Ich związek ewoluuje przez różne fazy prawdziwych związków. Co ciekawe, nie jest on traktowane przez otoczenia jako jakieś zboczenie ale nowa forma uczuć, nieco dziwna, ale akceptowana przez społeczeństwo przyszłości.

Samo społeczeństwo też jest ciekawym poletkiem do obserwacji. Choć w trakcie filmu pojawia się w nim tylko kilka innych postaci to dają one interesujący materiał do przemyśleń nad naturą, potrzebami i oczekiwaniami ludzi.

Pomimo nieśpiesznej akcji i dużej liczby dialogów, w filmie, znalazło się też miejsce na parę niespodziewanych punktów kulminacyjnych czy nieoczekiwanych zwrotów “akcji”. Jest też sporo, na pierwszy rzut oka, zabawnych acz dających do myślenia scenek rodzajowych.

Nie chcę zbyt wiele zdradzać Wam z fabuły dlatego pora na parę słów o głównych aktorach, którzy potrafili wykreować to magiczne widowisko. W głównego bohatera wcielił się Joaquin Phoenix który gra bardzo powściągliwie ale dzięki pojedynczym gestom czy drobnym, niemalże niezauważalnym ruchom mięśni tworzy prawdziwą postać z krwi i kości.

Przed jeszcze większym wyzwaniem stanęła Scarlett Johanson, która miała do dyspozycji jedynie… głos. Seksowny i oddający wiele różnych emocji charakterystycznych dla prawdziwych ludzi, naprawdę potrafiłby w sobie rozkochać.

Na dalszych planach też jest ciekawie dzięki takim aktorkom jak Rooney Mara, Amy Adams grająca bliską przyjaciółkę Theodora, a nawet, pojawiającej się tylko w jednym epizodzie, Olivii Wilde.

Film intryguje również od strony technicznej. Bardzo ciekawie prezentują się zdjęcia autorstwa Hoyte Van Hoytema. Nieco sterylne, jak na sci-fi przystało, a jednak ciepłe, przypominają stylistycznie lata sześćdziesiąte XX wieku (dzięki kolorystyce czy oldskulowym wąsom i fryzurom kilku męskich bohaterów). Choć nie ma tu epatowania efektami specjalnymi rodem z wysokobudżetowych produkcji sci-fi to czuć jednak w otaczających nas tłach tchnienie nowoczesności.

Klimatu nadaje też ciekawa ścieżka dźwiękowa, która podobnie jak obraz i cały film nie jest nachalna i świetnie uzupełnia ten sterylny świat. Mamy tu trochę elektroniki przeplatanej z indie rockiem oraz bardziej klasycznymi instrumentami.

Choć to film o miłości, jej różnych stadiach i tego czego od niej oczekujemy lub jak sobie ją wyrażamy ma on też inne dno. To film też o człowieczeństwie, Samanthę można bowiem odbierać jako pewną metaforę ludzkości. Z jednej strony szukającej ciepła i miłości, z drugiej własnego ja, definicji siebie, rozwijającej się, ciekawej, podążającej do przodu, szukającej coraz to nowych wyzwań, wrażeń i przeżyć.

Odbiór filmu jest na pewno bardzo indywidualny i może być wielowymiarowy, gdyż wśród wielu dialogów i scen można doszukiwać się różnych interpretacji i podtekstów, które w dużej mierze zależą od osobistych doświadczeń każdego z widzów.

Piękna i mądra rzecz, którą grzechem byłoby przegapić.

Moja subiektywna ocena: 9/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmweb, IMDB

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. 4 stycznia 2015 o 13:55
  2. 15 listopada 2016 o 20:37

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: