Barcelona: Wprowadzenie czyli La Rambla i Font Magica

Barcelona to jedno z najciekawszych miast europejskich, a na pewno najciekawsze z tych, które miałem okazję odwiedzić. Po raz pierwszy do stolicy Katalonii dotarłem w 2006 roku, kiedy to wraz ze znajomymi spędziliśmy w niej pięć dni. Na kolejne pięć przenieśliśmy się do Girony, która stała się naszą bazą wypadową na wybrzeże Costa Brava. W tym roku postanowiłem jeszcze raz odwiedzić Barcelonę, tym razem z zamiarem pokazania go KaTe. Pamiętając o tym, że jest tam mnóstwo różnorodnych atrakcji i w trakcie poprzedniej wizyty nie wszystko udało mi się zobaczyć, tym razem na odkrywanie miasta zaplanowaliśmy aż 10 dni. Oto więc pierwszy wpis z cyklu opowiadający o dniu przylotu oraz pierwszych atrakcjach.

Akurat ten wyjazd organizowaliśmy sami, dlatego też skorzystaliśmy z usług tanich linii lotniczych Ryanair. Była to nasza pierwsza podróż z tym przewoźnikiem i trzeba przyznać, że mieliśmy trochę zastrzeżeń co do systemu rezerwacji biletów. Ostatecznie naciągnęli nas bowiem na dodatkowe koszty związane z możliwością wcześniejszego wydrukowania biletu. Okazało się, że domyślnie można to zrobić tylko w okresie tygodnia od daty wylotu, dopiero dokupienie opcji z rezerwacją miejscówek, wydłużał ten okres w taki sposób, że byliśmy w stanie wydrukować bilet powrotny jeszcze przed rozpoczęciem naszej 10 dniowej podróży. Co ciekawe, w trakcie składania zamówienia zaznaczyliśmy opcję miejscówek na trasie Barcelona-Wrocław (czyli na podróż powrotną), po złożeniu zamówienia okazało się jednak, że rezerwowane miejsca otrzymaliśmy na lot z Wrocławia, a nie z Barcelony… zupełnie na opak).

Kolejna ciekawostka związana z tymi liniami lotniczymi spotkała nas już w trakcie lotu. Otóż wchodząc na pokład samolotu we Wrocławiu przywitała nas drobna, blond stewardessa. Po zajęciu miejsca, dla zabicia czasu, sięgnąłem po gazetkę pokładową. Wertując kolejne strony nie umknęło mojej uwadze zdjęcie roznegliżowanej pani. Była  to jedna ze stron kalendarza Ryanaira, który od kilku lat promuje się poprzez wydawanie właśnie takiej publikacji, ze stewardesami w roli głównej. Już pierwszy rzut oka sprawił, że pani widniejąca na tym zdjęciu wydawała się jakoś znajoma… tak, jak się już zapewne domyślacie, okazało się, że była to nasza pokładowa stewardessa… co prawda na zdjęciu wyglądała na nieco wyższą i a odcień koloru włosów był nieco ciemniejszy, ale po konsultacji z KaTe i przeczytaniu opisu nie było już wątpliwości, że była to Wrocławianka.

Kalendarz Ryanair maj 2014
Kalendarz Ryanair maj 2014 (źródło Wirtualnemedia)

Dopełniając jeszcze historię kalendarza warto wspomnieć, że kilka dni temu pojawiła się informacja o tym, że Ryanair kończy z jego wydawaniem. Oficjalnym powodem podanym w oświadczeniu było to, że nie pasuje on do nowego wizerunku firmy promującego rodzinne wyjazdy wakacyjne. Choć oczywiście, przy okazji, nie omieszkano zaznaczyć, że podobno 99% pasażerów bardzo podobał się ten rodzaj promocji. Z drugiej, mniej oficjalnej, strony od momentu wydania pierwszej edycji, w 2008 roku, kalendarz, a właściwie sama firma przyjęła wiele krytyki od komentatorów, którzy określali go jako seksistowski i obraźliwy.

Poza tym epizodem lot minął bez większych niespodzianek. Na lotnisku w Gironie szybko zlokalizowaliśmy stanowisko BarcelonaBus, który miał nam zapewnić transport do stolicy Katalonii. Po odstaniu swojego w kolejce po bilety wsiedliśmy w autobus i 90 minut później byliśmy już na dworcu autobusowym Estacio del Nord w Barcelonie. Stąd już metrem udaliśmy się w kierunku naszego hostelu przy Passeig de Gracia w pobliżu Placa  Catalunya.

Po dotarciu pod drzwi kamienicy, w której znajdował się hostel, musieliśmy kilka minut poczekać. Po pięciu minutach zjawili się właścicieli, których dosyć łatwo było zidentyfikować ponieważ byli to… Koreańczycy. Nasz hostel nazywał się bowiem Korea Hostel. Co do pary właścicieli (małżeństwo w średnim wieku) nie byliśmy zaskoczeni, dużo większą niespodzianką był fakt, że w hostelu przebywali sami Azjaci. W trakcie naszego 10-cio dniowego pobyty spotkaliśmy tam tylko jedną parę z Europy. Nie był to oczywiście żaden problem ale okazja do kilku ciekawych obserwacji, które pojawią się w dalszych wpisach.

Po wstępnym rozpakowaniu, bez zbędnego marnowania czasu, ruszyliśmy na Placa Catalunya gdzie znajdował się punkt odbioru BarcelonaCard. Jest to specjalna karta turystyczna oferująca darmowe wejścia do muzeów miejskich oraz zniżki do wielu atrakcji turystycznych. Oprócz tego, nasz wariant karty, pozwalał na darmowe przejazdy komunikacją miejską.

Korzystając z możliwości porozmawiania z tubylcami (pan w punkcie informacji turystycznej) zasięgnęliśmy informacji o pobliskich miejscach, gdzie można zjeść coś dobrego, w rozsądnej cenie.

Było już popołudnie więc zbyt wielkich planów na ten dzień nie mieliśmy. Zjedliśmy obiad i ruszyliśmy na mały rekonesans, który rozpoczęliśmy od… La Rambli.

Rambli w Barcelonie jest wiele, ale La Rambla tylko jedna. Ta jedna z najsłynniejszych ulic europejskich zawsze jest pełna ludzi i ulicznych atrakcji. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że w maju jest nieco spokojniej niż w pełni sezonu (poprzednim razem mój pobyt w Barcelonie wypadł w sierpniu). Owszem, ludzi się kręciło sporo, stragany i uliczni artyści też byli obecni, ale nie było jeszcze takich tłumów i klimatu jakich doświadczyłem kilka lat wcześniej.

Podążając wzdłuż La Rambli dotarliśmy do jej końca czyli pod Pomnik Kolumba, a następnie udaliśmy się w kierunku portu… A bardziej konkretnie jego fragmentu zwanego Moll de la Fusta. Była to pierwsza część starych doków, która została zmodernizowana. Aktualnie jest to elegancka promenada obsadzona palmami, która prowadzi do metalowej wieży, będącej częścią kolejki linowej między plażą a wzgórzem Montjuic.

W pobliżu trafiliśmy też na pierwsze większe skupisko miejscowego graffiti. Ze względu na fakt, że codziennie odkrywaliśmy coś interesującego w tym temacie, street artowi w Barcelonie zostanie poświęcony oddzielny wpis.

Dzień naszego przylotu wypadł w niedzielę. Stąd też na wieczór zaplanowaliśmy obejrzenie jednej z większych atrakcji miasta, a mianowicie pokazu fontanny multimedialnej – Font Magica. Pokazy takie odbywają się od czwartku do niedzieli wieczorową porą.

Fontanna Magica była podobno inspiracją dla powstania wrocławskiej fontanny multimedialnej. Obie jednak mocno się różnią w swej koncepcji. W Barcelonie do fontanny zlokalizowanej przy Placa d’Espanya prowadzi szeroka ulica z niewielkimi fontannami umieszczonymi po jej bokach.

Kolejna różnica to fakt, że główna fontanna jest jedynie podświetlana (nie ma możliwości wyświetlania na niej filmów czy animacji). To co łączy obie atrakcje, to fakt pokazów świetlnych w rytm różnej muzyki oraz to, że na obydwu z nich można spotkać tłumy widzów.

Po satysfakcjonującym pokazie ruszyliśmy na zasłużony odpoczynek.

Na tym zakończył się nasz pierwszy, jeszcze niepełny, dzień w Barcelonie, a w kolejnym odcinku… zaczynamy prawdziwe zwiedzanie w naszym stylu, czyli kilkanaście kilometrów pieszej wędrówki po mieście, tym razem w dzielnicy Eixample i okolicach. Dotrzemy m.in. do Sagrady Familii, La Monumetal, placu Glories, secesyjnego Szpitala św. Pawła, aż w końcu  do Parc Guell,… a to tylko wybrane atrakcje.

Pełna galeria zdjęć

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s