Strona główna > Film > Film: Furia (Fury)

Film: Furia (Fury)

19 listopada 2014 Dodaj komentarz Go to comments

furiaDavid Ayer miał u mnie spory kredy zaufania. W świetnych Bogach ulicy udało mu się połączyć trzymające w napięciu kino akcji z ciekawą historią i wiarygodnymi postaciami policjantów pracujących na ulicach Los Angeles. Stąd też propozycja znajomego, aby wybrać się na najnowszy film tego reżysera, zatytułowany Furia, wydawała się ciekawym pomysłem. Fakt, że tym razem Ayer w przeciwieństwie do jego poprzednich filmów, akcję umieścił w czasie końcówki drugiej wojny światowej, a miejsce w nazistowskich Niemczech, wzbudził lekkie zdziwienie, ale ostatecznie utalentowany reżyser nie powinien mieć problemów z nakręceniem dobrego filmu niezależnie od scenerii…

Tym większe było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że nic takiego nie nastąpiło.

Początek jeszcze nie zwiastuje katastrofy. Obserwujemy zdziesiątkowane przez niemieckie Tygrysy brygady czołgów amerykańskiej armii. Alianckie Shermany wspierają piechotę przy zdobywaniu kolejnych przyczółków rozpaczliwie bronionych przez nazistów. Poznajemy też główną grupę bohaterów, której losy będziemy śledzić – załogę  czołgu zwanego Furią.

Ekipa ta oryginalnością bynajmniej nie grzeszy. Składa się oczywiście z dowódcy, czyli doświadczonego weterana wojennego (Brad Pitt), nawiedzonego kaznodziei, nieokrzesanego prostaka i latynosa (mającego być zastępcą afroamerykanina z innych, podobnych produkcji). W końcu nie mogło też zabraknąć kompletnego żółtodzioba, który dołącza do załogi za zabitego w akcji kompana.

Młody rekrut, przepełniony zasadami moralnymi przyniesionymi z normalnego świata, nie jest przystosowany do okrutnych realiów wojny, w środku której znalazł się tak nagle i niespodziewanie. Szybko musi więc nastąpić jego edukacja, w zakresie tego jak trzeba postępować, aby przetrwać w tym bezwzględnym świecie. Głównym nauczycielem jest tutaj sam Brad Pitt. Jesteśmy więc świadkami kilku szybkich i płytkich scen mających, w zamyśle scenarzysty, przedstawić okrucieństwo wojny. Wykorzystuje on do tego obrazki z egzekucji jeńców, niemieckie dzieci desperacko walczące z wojskami amerykańskimi albo opowieści o okrutnych oddziałach SS.

Trzeba przyznać, że w przeciwieństwie do wielu produkcji hollywodzkich, brak tu nadmiernego patosu. Początek sugeruje bowiem, że reżyser chciał stworzyć realistyczny dramat wojenny… niestety dosyć szybko zostaje to zweryfikowane przez ekranową “rzeczywistość”.

Zachowania poszczególnych postaci to kalki tego co widzieliśmy już w masie filmów o podobnej tematyce. Co gorsza kalki, które zupełnie nie angażują widza bo są pozbawione wiarygodności. O ile klimat współczesnych ulic wielkich miast amerykański Ayer czuje jak mało kto, o tyle, czas drugiej wojny światowej, która miała miejsce w jakiejś obcej mu Europie, jest dla reżysera kompletnie niezrozumiała. Niestety odczuwa się to na każdym kroku.

Scenariusz też nie pomaga w przejęciu się oglądanymi wydarzeniami. Jest on tak generyczny, że w sumie nie wiadomo dlaczego postanowiono jego akcję umieścić akurat w Europie i to podczas drugiej wojny światowej… O jego ogólnikowości niech świadczy fakt, że amerykanie idą zajmować kolejne miasto (bez podawania jakichkolwiek nazw) i jakieś tam (niby strategiczne) skrzyżowanie. Równie dobrym miejscem akcji mógłby być jakiś afrykański lub azjatycki kraj podczas dowolnego konfliktu zbrojnego, gdzie wykorzystywano czołgi.

Wygląda jakby Ayer tworząc swoją wizję II wojny światowej obejrzał kilka amerykańskich produkcji o tym okresie (szarości i błoto rodem z Szeregowca Ryana) i postanowił posłużyć się stereotypami z popkultury… np: z gry komputerowej Wolfenstein gdzie to SS pokazana jest jako wcielenie wszelkiego zła.

Choć akcja prze do przodu dosyć wartko, to schemat pogania schemat… a wszystkiemu brak jakiejkolwiek wiarygodności. Szczytem tego całego kuriozum jest scena w pewnym domu z dwoma Niemkami, gdy to młodsza z nich pada w ramiona naszego amerykańskiego młodzieńca, po usłyszeniu kilku taktów odegranych przez niego na pianinie… Co ciekawe reżyser, który nie ma problemów z obrazowaniem bezsensownej i brutalnej przemocy nagle wymięka w konfrontacji z tematem gwałtów wojenny.

Stereotypy stereotypami, jednak nawet one potrafią się obronić, gdy film jest wiarygodny historycznie lub dobrze prowadzony… niestety żadnego z tych elementów tutaj nie uświadczymy…

Kolejny WTF pojawia się przy pierwszej większej potyczce, kiedy to okazuje się, że kule z karabinów maszynowych oraz pociski wstrzeliwane z luf czołgów, wyglądają jak lasery z Gwiezdnych Wojen… co ciekawe, w zależności od strony która strzela, są one w kolorze zielonym… lub czerwonym.

Nie jestem ani fanatykiem realizmu w kinie, ani znawcą realiów drugiej wojny światowej, ale tego co pokazuje na ekranie reżyser nie jest w stanie zdzierżyć nawet moje, całkowicie laickie, oko. Po prostu brakuje tam zwykłego zdrowego rozsądku. Panzerfausty wycelowane z 5 metrów nie trafiają w czołg. Pocisk wystrzelony z Tygrysa prześlizguje się po pancerzu amerykańskiego Shermana, podczas gdy kilka momentów wcześniej bez problemu zniszczył trzy inne, podobne czołgi. Snajper czołgający się na odległość 10 metrów od celu i oddający trzy strzały, które ostatecznie nie powodują śmierci ofiary. Kilka granatów wrzuconych do wnętrza czołgu, które zamiast krwawej miazgi, świetnie konserwują zwłoki zastanej tam załogi… To tylko niektóre z “perełek”, które czekają Was podczas seansu.

Technicznie film nie jest źle zrobiony. Potyczki czołgów są dosyć widowiskowe z tym, że znowu nie mają one za wiele wspólnego ze sposobem walki, bądź taktyką z tamtego okresu, a wyglądają bardziej jak sekwencje wyjęte z Gwiezdnych Wojen. Aż boję się pomyśleć, jak będą wyglądały film o II wojnie światowej za kolejne 20 lat.

Ciężko też przyczepić się do samej gry aktorskiej (a obsada jest całkiem zacna),  ale kiedy wszystko w koło sprzeciwia się temu, aby film ten traktować poważnie nie można się nią specjalnie ekscytować. Nie do końca też rozumiem, z jakiego powodu zgodził się wystąpić w tej produkcji Brad Pitt. Jedyne wytłumaczenie, które przychodzi mi na myśl, to fakt, że tak spodobało mu się wyrzynanie nazistów w Bękartach Wojny, że chciał sobie jeszcze trochę do nich postrzelać…

W sumie nie bardzo wiem po co ten film powstał… o podobnej tematyce produkcji nakręcono już wiele. Ponieważ nie zależało autorowi na opowiedzeniu konkretnej historii, tło historyczne nie ma tutaj żadnego znaczenia. W Furii nie powiedział o wojnie nic nowego, na dodatek nie zrobił tego ani wiarygodnie pod względem rysowania i ewolucji postaci, ani nawet interesująco… o realizmie nie wspominając.

To czego najbardziej nie lubię w kinie to to, gdy film próbuje udawać coś innego niż jest w rzeczywistości. Furia na pewno nie jest dramatem wojennym, do którego aspirowali zapewne twórcy. Pomimo szaroburej tonacji zdjęć i nieustannego błota prezentowanego na ekranie, brakuje jej wiarygodności na wielu poziomach, której oczekuje się od produkcji próbujących poruszać poważne tematy.

Podsumowując, jeżeli liczycie na porządny dramat traktujący o bezsensowności wojny i wpływie jaki ma ona na ludzką psychikę, lepiej sobie przypomnieć Pluton Oliviera Stone’a. Jeżeli interesują was jedynie widowiskowe popisy z czołgami w roli głównej to… pójdźcie na kolejną część Szybkich i Wściekłych, gdzie z założenia wyłącza się szare komórki i ekscytuje nie mającymi wiele wspólnego z rzeczywistością, acz efektownymi scenami rozwałki.

Furia to jeden z nielicznych filmów w trakcie którego miałem ochotę opuścić salę kinową… z drugiej strony jednak na Filmwebie produkcja ta ma nieprzyzwoicie wysokie oceny… których kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć.

Moja subiektywna ocena: 3/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Advertisements
  1. Brak komentarzy.
  1. 4 stycznia 2015 o 13:55

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: