Barcelona: Eixample

Pierwszy, pełny dzień zwiedzania Barcelony postanowiliśmy przeznaczyć na dzielnicę Eixample i jej okolice. W przewodnikach określana jest jako elegancka dzielnica klasy średniej i to właśnie tam znajduje się jedno z najbardziej spektakularnych dzieł Gaudiego czyli Sagrada Familia. Tego dnia trafiliśmy też na plac Glories gdzie stoi między innymi charakterystyczny budynek Agbar Towers i trafiliśmy na zagłębie graffiti zwiedziliśmy L’Hospital de la Santa Creu i Sant Pau aż w końcu dotarliśmy do  Parcu Guell. Droga powrotna również nie była nudna.

Zanim jednak ruszyliśmy w kierunku Sagrady Famili czekało nas śniadanie. We wpisie wprowadzającym wspominałem już Wam, ze zatrzymaliśmy się w Korea Hostel, gdzie w cenie pobytu były wliczone śniadania. Nie były to jednak typowe dla hosteli europejskich śniadania kontynentalne, składające się z sucharka i jednorazowego opakowania dżemu, a prawdziwe, domowe przysmaki koreańskie. Moglibyśmy być tego pewni, gdyż nasza gospodyni, wraz z mężem, przygotowywała ten posiłek również dla siebie.

Mozaika na jeden ze stacji metra

Codziennie po wejściu do jadali witał nas cały stolik zastawiony azjatyckimi przysmakami. Był tam ryż, jakieś mięsko (w zależności od dnia różne rodzaje: kurczak, wieprzowina, etc menu powtarzało się po tygodniu), zupa (w sumie raz tylko trafiła się “wodorostową”, która mi osobiście nie podpasowała) czy smażona cukinia. Nie mogło oczywiście zabraknąć koreańskiego “przysmaku” – kimchi czyli sfermentowanych lub kiszonych warzyw (tutaj najczęściej kapusty).

W większości przypadków kuchnia koreańska bardzo nam smakowała. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie wszyscy muszą w takich klimatach gustować. Za przykład niech posłuży jedyna para europejska, którą spotkaliśmy w trakcie naszych 10 dni spędzonych w hostelu… na drugi dzień ich pobytu pani na śniadanie jadła zakupione w supermarkecie tosty…

Po obfitym śniadaniu szybko wyruszyliśmy w kierunku Sagrady Famili. Pamiętając moją poprzednią wizytę w Barcelonie (z 2006 roku) wiedziałem, że trzeba się tam udać w miarę wcześnie, aby nie stać w gigantycznych kolejkach. Dotarliśmy tuż przed otwarciem i od razu okazało się, że 8 lat jakie upłynęło od mojej ostatniej podróży do tego miejsca to jednak szmat czasu. Pierwszą oznaką tego było to, że kasy biletowe zostały przeniesione na przeciwną stronę od wejścia głównego. Stanęliśmy więc w kolejce (jeszcze rozsądnej długości) i odczekaliśmy swoje (na szczęście kolejka poruszała się bardzo sprawnie). Po 15 minutach byliśmy przy kasie…

Tutaj spotkała nas jednak kolejna niespodzianka, która uzmysłowiła nam, że nie przygotowaliśmy się solidnie do tej części zwiedzania. Otóż wejściówki do Sagrady są sprzedawane na konkretne godziny. Pierwszy termin, na który można było kupić bilet było o 12:15 co oznaczało, że mieliśmy ponad 2 godziny wolnego czasu. Druga to fakt, że wejścia na wieże są oddzielnie biletowane, a pierwsze dostępne wejście było o 15:50. Oczywiście nie mogliśmy sobie pozwolić na spędzenie prawie całego dnia zwiedzając tylko jedną atrakcję. Stąd też z ciężkim sercem kupiliśmy bilet na zwiedzanie jedynie środka katedry.

Przy okazji dowiedzieliśmy się, że sugerowane jest rezerwowanie sobie miejsc online i kupowanie biletów przez internet. Jak ten czas i technika idzie do przodu, nie wpadłem na to, że 8 lat od mojej poprzedniej wizyty to jednak szmat czasu i tak wiele rzeczy mogło się zmienić.

Nauczony własnym doświadczeniem zdecydowanie sugeruję online’owy zakup biletów, bo jak widać pełne zwiedzanie Sagrady Familii może skutecznie rozbić plan całego dnia.

Mieliśmy prawie 2 godziny do zagospodarowania więc coś z nimi trzeba było zrobić. Trochę przeorganizowaliśmy nasz pierwotny plan i postanowiliśmy udać się w kierunku Placa de les Glories Catalanes (w skrócie nazywany Glories). Zanim tam jednak dotarliśmy podjechaliśmy do Plaza de Toros Monumental de Barcelona (w skrócie nazywany też La Monumental), który od 1914 roku był areną walk torreadorów. W 2010 roku rząd kataloński zakazał walk byków dlatego też ten monumentalny budynek aktualnie służy jako muzeum. Podobno jest to jedno z najciekawszych muzeów poświęconych temu tematowi. Odbywają się na nim również koncerty i spektakle cyrkowe.

Niestety muzeum czynne było dopiero od jedenastej więc obeszliśmy sam budynek i ruszyliśmy dalej.

Po drodze do Glories minęliśmy jeszcze Teatr Narodowy w Katalonii (Teatre Nacional de Catalunya). Ten interesujący architektonicznie budynek, w neoklasycystycznym stylu z elementami postmodernistycznymi, został zaprojektowany w 1996 roku przez Bofilla Ricado. Z ciekawostek spektakle w nim odgrywane są głównie w języku kastylijskim ponieważ jest to teatr publiczny, finansowany przez rząd kataloński (Generalitat de Catalunya).

W końcu tuż przy Glories trafiliśmy na kolejną intrygującą budowlę Els Encantes Barcelona (lub Fira de Bellcaire). To jeden z najstarszych placów targowych w Europie. Nie wygląda on jednak na zabytkowy, a to za sprawą nowoczesnej konstrukcji z charakterystycznym falistym dachem który działa jak lustro. Na suficie widać bowiem odbicie wnętrza placu targowego, co skutkuje bardzo interesującym efektem wizualnym.

Niestety nie mieliśmy w planie poszwendania się po samym targu a podobno można tam znaleźć wiele ciekawych rzeczy (jak to na pchlich targach).

Placa de les Glories Catalanas to ogromy plac, który w pierwotnych planach, pochodzących z II połowy XIX wieku, miał służyć za centrum całego miasta. Nigdy jednak nie spełniał tej roli. Stał się jednak ważnym węzłem komunikacyjnym i transportowym. Aktualnie jest on w trakcie przebudowy i jest jednym wielkim placem budowy. Najbardziej charakterystyczną budowlą tego placu jest wieża Agbar (Torre Agbar).

Torre Agbar to komercyjny biurowiec wzniesiony w latach 2001-2004 i zaprojektowany przez francuskiego architekta Jeana Nouvela. Od samego początku wzbudzał wiele kontrowersji wśród mieszkańców oraz ekspertów ze względu na swój charakterystyczny “falliczny” kształt, który według krytyków nie pasował do architektury Barcelony. Dosyć szybko jednak stał się atrakcją turystyczną, a także jednym z symboli kojarzonych ze stolicą Katalonii.

Oprócz samego kształtu budynek naszpikowany jest elektroniką oraz podświetlany nocą przy pomocy 4500 niezależnie sterowanych LEDów. Oczywiście musieliśmy tam wrócić nocą i tak też zrobiliśmy ostatniego dnia naszej wizyty.

Disseny Hub

Tuż przed Agbar Tower znajduje się Disseny Hub. To budynek, budowa rozpoczęła się w 2009 roku i wkrótce ma stać się siedzibą Museu del Disseny de Barcelona (Design Museum of Barcelona). Ta nowa instytucja kulturalna ma promować lepsze zrozumienie i użycie designu. Oprócz muzeum dostępne będą tam również laboratoria. Ośrodek ma skupiać się na 4 dyscyplinach wzornictwa: projektowanie przestrzeni, wzornictwo przemysłowe, information design i modzie.

Muzeum będzie połączeniem kilku innych istniejących instytucji takich jak: Museu de les Arts Decoartives, Museu Textil i d’Indumentaria, i Gabinet de les Arts Grafiques. Niestety w trakcie naszego pobytu nie było ono jeszcze dostępne do zwiedzania ze względu na prace związane z przenoszeniem zbiorów. Otwarcie ma nastąpić jeszcze w 2014 roku (według wszelkich informacji 14 grudnia czyli za tydzień).

Graffiti

Powoli trzeba było kierować się na majaczącą w oddali Sagrade Familie. Obchodząc ogromne rondo trafiliśmy na kolejną niespodziankę. Mury pełne interesującego graffiti. Jak się okazało znaleźliśmy tam wiele interesujących prac znanych w środowisku twórców między innymi Alice Pasquini, której prace później widzieliśmy później też w Berlinie.

Ponieważ jest to interesujący i rozległy temat zagadnieniu Street Art w Barcelonie zostanie poświęcony oddzielny wpis.

Sagrada Familia

W końcu wróciliśmy pod Sagradę Familę. Ten secesyjny kościół o statusie bazyliki mniejszej uznawany jest za główne osiągnięcie Antoniego Gaudiego. Jego budowa rozpoczęła się w 1882 roku, zakończenie prac planowane jest na lata 2026-2028.

Po przekroczeniu wrót bazyliki warto najpierw udać się na mini wystawę znajdującą się po lewej stronie od wejścia. Poświęcona jest ona inspiracjom genialnego architekt. Był to człowiek chorowity w młodości, głęboko wierzący oraz zafascynowany naturą i w niej to głównie szukał natchnienia.

Na wystawie zobaczycie więc formy pochodzące ze świata roślin i zwierząt, które zostały przeniesione na konkretne konstrukcje architektoniczne. Dopiero po takim wstępie warto wejść do głównej bazyliki i podziwiać pomysłowość, oryginalność i rozmach tego przedsięwzięcia.

W jednym z kolejnych wpisów zamieszczę swoje stare zdjęcia, z pierwszej wizyty w Barcelonie w 2006 roku i porównam je z aktualnym stanem budowy. Już mówię, że to bardzo ciekawy materiał.

L’Hospital de la Santa Creu i Sant Pau

Z Sagrady Familia, kierując się na północ, trafimy na kolejne interesujące, choć nie aż tak ikoniczne miejsce. Jest to uznawany za jeden z najważniejszych przedstawicieli katalońskiej secesji Szpital św Krzyża i św. Pawła, zaprojektowany przez Lluisa Domenecha i Montanera. Sama placówka istnieje od 1401 roku, a jej poważna, trwająca 18 lat rozbudowa, rozpoczęła się w 1902 roku. Ze względu na problemy finansowe inwestycję ukończono dopiero w 1930.

Nie jest to jeden budynek, a zespół budowli umieszczonych w kwartale o wymiarach 300 na 300 metrów i składa się z budynku głównego i 27 pawilonów. Wszystkie budynki połączone są podziemnymi tunelami, którymi można transportować chorych. Do zwiedzania oprócz budynku głównego przeznaczony jest jeden tunel oraz kilka mniejszych pawilonów. Reszta jest w trakcie renowacji.

Budynek został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1997 roku.

W porównaniu z poprzednią wizytą trochę się tutaj zmieniło. O ile pamiętam kiedyś można było pospacerować po dziedzińcach szpitalnych bez wejściówki, teraz trzeba kupić bilet zyskujemy za to możliwość przejścia tunelem między budynkami oraz zobaczenia od środka dwóch pawilonów.

Droga do Parc Guell

Kolejnym celem według planu dnia był Parc Guell, jednak ze Szpitala św. Pawła nie ma prostego sposobu by dostać się tam komunikacją publiczną. Stąd postanowiliśmy udać się tam na piechotę. Aby droga nie była całkowitą stratą czasu przy pomocy Google Street View odnaleźliśmy jedną z tras, która prowadziła wzdłuż długiego muru z lokalnym graffiti. Niestety świat rzeczywisty od jego wirtualnego odpowiednika się trochę różni. Po dotarciu na miejsce okazało się, że mur owszem istnieje ale żadnego murala na nim nie ma… zostało zamalowane, a zdjęcia na Street View, jak się później okazało, pochodziły sprzed kilku lat…

Parc Guell

Do Parcu Guell weszliśmy z nieco innej strony niż większość turystów jednak nawet tutaj spotkało nas gorące przywitanie ze strony lokalnej społeczności.

Parc Guell w założeniu miał być osiedlem dla bogatej burżuazji zajmującej 60 działek na powierzchni 20ha. Prace budowlane trwały w latach 1900-1914 ale nigdy nie zostały ukończone. Powstało zaledwie pięć budynków. W jednym z nich zamieszkał Gaudi. W 1922 roku władze miasta wykupiły teren i przekształciły go w park miejski.

W parku tym również obowiązuje system wejścia na konkretne godziny. Tym razem mieliśmy prawie 90 minut do zagospodarowania. Postanowiliśmy wykorzystać ten czas na zjedzenie jakiegoś obiadu. Okazało się, że w pobliżu są tylko 2-3 knajpki, gdzie można znaleźć jakiś sensowny posiłek co biorąc pod uwagę liczbę turystów, która odwiedza to miejsce było lekkim zaskoczeniem.

Sam park otoczony jest murem zbudowanym z kamieni. Wejść do niego można przez jedną z siedmiu bram. Z bardziej charakterystycznych miejsc które tam się znajdują odnotujmy schody prowadzące do pawilonu głównego na których znajdują się 3 wysepki: pierwsza w formie groty, drugą węża na tle flagi katalońskiej (symbol mądrości) i trzeciej salamandry.

Schody prowadzą do Sali Stu Kolumn (naprawdę jest ich 86). W założeniach miała ona służyć za targ. W kolumnach wzorowanych na antyczne znajdują się kanały odprowadzające wodę z położonego nad pawilonem falistego tarasu.

Sam taras przez architekta zwany greckim, opasany jest długą, wykładaną mozaiką ławką będącą jednocześnie gzymsem znajdującego się pod spodem pawilonu.

Na terenie parku znajduje się dom Gaudiego które zostało przeobrażone w muzeum twórcy. Niestety nie udało nam się już go zwiedzić.

Gracia

Wracając postanowiliśmy jeszcze zahaczyć o Vila de Gracia, zwaną w skrócie Gracia. Do XVI w. była to mała wioska znajdująca się na wzgórzu na przedmieściach ówczesnej Barcelony. Na początku XIX w. z początkiem rewolucji przemysłowej została niezależnym miastem, a pod koniec XIX połączono ją z metropolią.

Dzielnica ta jest popularna wśród artystów i bohemy. Znaleźć tam można wiele różnorodnych knajpek i urokliwych uliczek, gdzie życie toczy się do późnych godzin nocnych. W porównaniu do innych miejsc w Barcelonie jest tutaj stosunkowo mało turystów.

Jednym z najbardziej popularnych miejsc dzielnicy jest odrestaurowany Placa del Sol, w dzień na tyle spokojny, że w okolicznych lokalach można znaleźć wolny stolik, wieczorem staje się centrum życia, gdzie wielu młodych mieszkańców siedząc z butelkami zimnego piwa słucha muzyki gitarowej.

No koniec podeszliśmy do jeszcze jednej interesującej budowli, a mianowicie modernistycznej kamienicy Casa Comalat. Budynek zaprojektowany przez Salvadora Valeri i Pupurull został zbudowany w latach 1909-1911. Mocno jest inspirowany stylem Gaudiego.

To tyle z dosyć intensywnego pierwszego pełnego dnia w Barcelonie… a w następnym odcinku udajemy się bardziej na południe miasta od Placa Espanya, przez kilka muzeów i ciekawostek architektonicznych do Pueblo Espanyol przed obiekty olimpijskie do wzgórza Montjuic. Na wieczór zaś spacer po el Raval.

Pełna galeria do wglądu tutaj

3 myśli na temat “Barcelona: Eixample

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s