Film: Birdman

birdmanBirdman to historia aktora Riggana Thomsona znanego niegdyś z odgrywania roli tytułowego superbohatera. Wiele lat później, postanawia zrobić coś bardziej istotnego w swojej karierze, wyreżyserować i wystawić na prestiżowym Broadwayu sztukę na podstawie tekstu z lat 60-tych, który odegrał istotną rolę w jego życiu.

Obserwujemy więc kilkanaście dni z życia głównego bohatera, ekipy zaangażowenej w całe przedsięwzięcie oraz najbliższych osób Riggana, od pierwszych prób, przez pokazy przedpremierowe, do właściwej premiery. Sama produkcja boryka się z wieloma problemami: brak pieniędzy, kłopoty z obsadą jednej z głównych ról, w końcu ekstrawaganckie zachowania jednej z gwiazd. Ale oprócz spraw zawodowych Riggan ma na głowie problemy bardziej osobiste: swoją córkę, która niedawno wróciła z odwyku, byłą żonę oraz aktualną partnerkę, której spóźnia się okres…

Już od pierwszych kadrów widać, że nie będzie to zwykły film, gdyż zawiera sporą dawkę surreliazmu. Alter ego głównego bohatera oraz jego specjalne “moce” sprawiają, że poruszamy się na granicy rzeczywistości  i pewnej kreacji stworzonej w głowie Riggana. Oba światy przenikają się utrudniając jednoznaczną interpretację obrazów pokazywanych na ekranie.

To produkcja, która porusza wiele różnych tematów. Nasz główny bohater choć cieszył się ogromną sławą i rozpoznawalnością w przeszłości, chciałby zrobić coś ambitniejszego, czuje, że jest lepszym aktorem i stać go na więcej niż paradowanie w lateksowym wdzianku. Bohater konfrontuje celebrycki Hollywood z miejscem gdzie mamy do czynienia z prawdziwą sztuką i  aktorstwem – teatrem, a konkretnie nowojorskim Broadwayem.

Z drugiej strony Riggan ma problemy finansowe i trochę zazdrości młodszym kolegom ich łatwo zarabianych milionów za udział w kolejnych prequelach sequeli spin-offów filmów o superbohaterach (nawiązania między innymi do Roberta Downeya Jr i Iron Mana). Zazdrości im też sławy i rozpoznawalności, bo choć nadal wielu ludzi prosi go o autograf na ulicy, to są to głównie osoby starsze, które pamiętają go jako ptasiego herosa. Poza tym, jak to mówi jego córka, dzisiaj sławnym jest ten kto istnieje na Facebooku, Twitterze lub innym YouTubie, a nie grając jakieś nikomu nieznane przedstawienia, w jakimś snobistycznym teatrze, gdzie uczęszczają jedynie starzy ludzi w smokingach.

Właśnie będąc przy snobach zahaczamy o kwestie krytyków, którzy są prawdziwymi panami i władcami artystycznego Nowego Jorku. To oni pisząc recenzję, kilkoma pociągnięciami pióra są w stanie wynieść na piedestały lub kompletnie pogrążyć daną produkcję i konkretnego artystę. Nie chodzi się na to co jest dobre (bo i tak mało kto rozumie o co prawdziwym artystom chodzi)  tylko na to, co ma dobre recenzje.

To tylko kilka z poruszanych tematów… jest ich jeszcze więcej dotyczących jego relacji z najbliższymi.

Byłby to następny (nie)zwykły film opowiadający o artystach, ludziach i Hollywood, gdyby nie dodatkowy element nadający tej historii smaczku. To fakt, że główną rolę odgrywa Michael Keaton, kojarzony najbardziej z postacią Batmana z filmu Tima Burtona. Uniwersalność historii nabiera więc dodatkowego wzmocnienia, gdyż przedstawioną opowieść można bezpośrednio odnieść również do biografii tego aktora, który po roli Batmana gdzieś zniknął z grona największych gwiazd Hollywood.

Wystarczy może na temat fabuły, przejdźmy do bardziej technicznych aspektów tej produkcji bo realizatorsko-warsztatowo jest to majstersztyk. Obsada jest fantastyczna! Każda rola to prawdziwa perełka. Od głównego bohatera, przez wybitnego aktora Shiner’a (granego przez Edwarda Nortona) potrafiącego być prawdziwym tylko na scenie, po Emme Stone w roli córki Birdmana czy Lindsay Duncan w epizodycznej roli cenionego i cynicznego krytyka. I warto podkreślić, że są to role bardziej broadwayowskie (teatralne) niż hollywodzkie (filmowe). Prawdziwa uczta dla fanów prawdziwego aktorstwa.

Podobnie rewelacyjne są zdjęcia i montaż. Za część wizualną filmu odpowiada Emmanuel Lubezki (tak, ten sam który był jednym ze zdobywców Tomiga Film Awards 2013 w kategorii najlepsze zdjęcia za Grawitację! ;)) Cały film został zmontowany jakby był nakręcony jednym ujęciem. Kamera pływa za bohaterami, śledzi ich kroki i płynnie przemieszcza się od sceny do sceny, by pokazać kolejne wątki i postacie. Mamy wrażenie ciągłości czasu i miejsc akcji… jak w przedstawieniu teatralnym… a na dodatek wzbogaconym o efekty specjalne. Po prostu fantastyczne. Muzyka opiera się z kolei na motywie perkusyjnym, również świetnie wkomponowanym w całość (Antonio Sanchez).

Alejandro Gonzalez Inarritu przy pomocy całej, wybitnej ekipy stworzył dzieło kompletne.

Skojarzenia, które mi się nasuwały w trakcie seansu to, że jest to współczesna wariacja na temat Bulwaru Zachodzącego Słońca… choć Birdman jest bardziej pojemny jeżeli chodzi o poruszane tematy, to jakaś ponadpokoleniowa więź łączy te dwa filmy. Z tym, że o ile klasyczny obraz Billi’ego Wildera to dramat noire, tutaj mamy do czynienia bardziej z komedią… momentami surrealistyczną, inteligentną i gorzką… ale jednak komedią.

Jeżeli Boyhood nie zgarnie w tym roku Oscara dla najlepszego filmu i reżyserii to pewnie dlatego, że dostanie go Birdman. Jest to kolejny przykład wielkiego filmu, który w tym roku powalczy o tę nagrodę, a zarazem zapisze się w historii kinematografii.

Moja subiektywna ocena: 9/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

6 myśli na temat “Film: Birdman

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s