Strona główna > Foto, Podróże > Cesarskie Chiny: Pekin dzień 3 (Beijing) i okolice

Cesarskie Chiny: Pekin dzień 3 (Beijing) i okolice

Trzeci dzień w Pekinie, który w większości spędzamy… poza stolicą Chin, a konkretnie w jej okolicach. Główne atrakcje,  które znajdziecie w tym wpisie to Pałac Letni Cesarza (Yiheyuan), Grobowce dynastii Ming, Wielki Mur, Wioska Olimpijska i Ptasie Gniazdo nocą oraz dodatkowa wyprawa na nocny targ lokalnych smakoszy. Będzie też trochę o podróżach chińskimi taksówkami i ciastkach księżycowych.


Pałac letni (Yiheyuan)

Pałac letni to kompleks parkowo-pałacowy będący niegdyś miejscem odpoczynku cesarzy chin z dynastii Quing. Jego centrum stanowi Wzgórze Długowieczności oraz sztuczne jezioro Kunming zajmujące ok ⅔ powierzchni całego parku. Cały kompleks zajmuje 70 tys. m2 na którym znaleźć można liczne altanki, pawilony i inne klasyczne przykłady chińskiej architektury ogrodowej. Wszystkich budynków w tym kompleksie jest ponad 3 tys.

Historia tego miejsca sięga XII wieku. Wówczas to, około 10 km od dzisiejszego Pekinu, wybudowano pałac, którego ogrody wkrótce wchłonęły znajdujące się nieopodal jezioro. W 1750 jezioro zostało znacznie poszerzone i nadana mu została aktualna nazwa. Z ziemi, która została wówczas wykopana podczas procesu poszerzania, usypano Wzgórze Długowieczności. W tym czasie powstało też wiele budowli parkowych.

Cały kompleks mocno ucierpiał podczas II wojny opiumowej (1860). Drugą młodość zyskał w 1885 pod rządami cesarzowej Cixi, która nakazała wybudować nową, letnią rezydencję na gruzach jej poprzedniczki. Budowa zakończyła się w 1889 i zrujnowała chiński skarbiec… pochłonęła bowiem fundusze, pierwotnie przeznaczone na budowę floty.

Marmurowa Łódź (wybudowanej ironicznie przez Cixi za pieniądze przeznaczone na rozbudowę floty).

Kolejne zawieruchy wojenne (powstanie bokserów w 1900 roku) ponownie doprowadziły do poważnych uszkodzeń. Po śmierci cesarzowej Cixi pałac został opuszczony, a przez następne lata ulegał on niszczeniu i dewastacji. W latach 50-tych XX wieku kompleks odrestaurowano i udostępniono zwiedzającym. W 1998 został wpisany na listę UNESCO.

Długi korytarz (Cháng Láng) szlak spacerowy powstały w XVIII wieku słynny ze swojej długości (728 m). Udekorowany jest ponad 14 000 obrazów.

Oczywiście park dzisiaj służy również celom rekreacyjnym stąd można znaleźć tam mnóstwo chińczyków spędzających swój wolny czas.

Centrum hodowli pereł

Po opuszczeniu terenu pałacu przyszedł czas na małe zakupy. Zostaliśmy zabrani do centrum hodowli pereł. Gdzie Michelle opowiedziała nam o procesie ich powstawania, a także zaprezentowała kilka wyrobów, które z nich powstały.

Następnie mogliśmy porozglądać się po całym pawilonie i samodzielnie dokonać zakupów. Oczywiście wszystko z oryginalnymi certyfikatami i taniej niż gdziekolwiek indziej ;).

Grobowce dynastii Ming

Następnym punktem dnia była wizyta w nekropoli dynastii Ming. Jest ona położona za miastem w odległości około 40 km od centrum Pekinu, u podnóża wzgórz Tianshou. Stanowi miejsce spoczynku 13 z 16 cesarzów tej dynastii. Miejsce na grobowce zostało bardzo starannie wybrane na początku XV wieku, a jego poszukiwania, największym specom feng shui, zajęły ponad 6 lat. Kotlina w której znajdują się grobowce jest otoczona z trzech strony wzgórzami. Otwarta jest tylko część południowa (w tym kierunku skierowane są wszystkie grobowce) co ma chronić miejsce spoczynku cesarza przed złymi duchami.

Życie pozagrobowe jest bardzo istotnym elementem kultury chińczyków. Cesarzowie, podobnie jak egipscy Faraonowie, jeszcze za życia wznosili okazałe grobowce, gdzie po ich śmierci spoczywali wraz ze swoimi (żywymi) żonami, konkubinami, służbą (eunuchami), a także różnymi przedmiotami, które mogły być przydatne po śmierci. Dopiero w późniejszym okresie stwierdzono, że szkoda tak marnować siłę roboczą i służbę zastąpiono lalkami.

Obecnie tylko trzy grobowce są odrestaurowane i udostępnione zwiedzającym. Największym i najbardziej okazałym jest położony w dolinie Changling grobowiec cesarza Yongle. W jego głównym budynku (Pawilon Nadzwyczajnych Przychylności) można obejrzeć wielki pomnik tego władcy oraz ekspozycję poświęconą jego dokonaniom. Uznaje się bowiem, że to za jego czasów, Chiny były u szczytu swej potęgi. Był to także okres w historii charakteryzujący się największą otwartością tego państwa na świat.

Obiekt ten znajduje się na liście UNESCO od 2003 roku.

Po zwiedzeniu nekropolii czas było zająć się bardziej doczesnymi sprawami, a mianowicie… obiadem. W pobliżu znajdowała się ogromna restauracja dla turystów a oprócz niej hale gdzie wytwarzano oraz sprzedawano miliony pamiątek i drobiazgów.

Trudno było ogarnąć całość i nawet szybkie przebiegnięcie  nie pozwalało zobaczenie wszystkiego.

 

Wielki Mur

Po obiedzie (i kolejnych zakupach) wyruszyliśmy w kierunku najbardziej marketingowego obiektu Chin, acz wbrew pozorom wcale nie najważniejszym dla historii tego narodu (więcej o tym w jednym z kolejnych odcinków). Mowa oczywiście o Wielkim Murze. Historia tej budowli sięga VII wieku p.n.e, gdy to Chiny podzielone były na kilka niepodległych państw. Aby bronić się przed najeźdźcami każde z nich postanowiło wybudować wysoki mur, który miał ostatecznie otaczać cały kraj.

Pierwszy imperator Chin (Qin Shi Huang), który zjednoczył poszczególne państewka w III w p.n.e wydał rozkaz renowacji oraz wydłużenia murów aby stanowiły one jedną całość. W tamtych czasach mur miał około 5000 km długości. Jego konstrukcja wbrew pozorom nie była jednolita i nie zawsze przypominała to co znamy z aktualnych zdjęć. Oprócz kamieni i innych form skalnych, niektóre fragmenty powstawały bowiem z mniej trwałych materiałów (na przykład ubitej ziemi) z biegiem czasu zostawały one jednak ulepszane, a każda z dynastii jeszcze rozbudowywała jego kolejne fragmenty w zależności od bieżącej sytuacji politycznej.

Dynastii Ming skupiła się na ulepszaniu systemu obronnego i to za jej czasów powstał mur w dzisiaj znanej nam formie.

Długość muru ciężko oszacować gdyż dane, które czasami są podawane (między 8-10 tysięcy kilometrów) zawierają oprócz części wzniesionych ludzką ręką także bariery naturalne jak rzeki, wzgórza czy rowy.  Jest to więc raczej pomiar całego systemu fortyfikacji niż faktyczna długość muru.

 

Wielki Mur miał też bardziej mroczną historię i inną nazwę “Najdłuższy Cmentarz na Świecie”, a to ze względu na wiele ofiar niewolników i więźniów, którzy byli zmuszani do jego budowy, a którzy ginęli z wyczerpania i głodu (i często stawały się jego częścią).

 

Od 1962 roku budowla jest pod ochroną, a w 1987 została wpisana na listę UNESCO. A w 2007 roku ogłoszono go jednym z siedmiu nowych cudów świata.

 

Przy okazjo warto też obalić jeden z największych mitów jego dotyczących, że jako jedyna budowla na ziemi jest widziany z kosmosu. Otóż tą historyjkę rozpropagował jeden z brytyjskich dziennikarzy podróżujących po Chinach pod koniec XIX w. A pierwsze insynuacje o takim stanie rzeczy pojawia się w 1754 roku w liście angielskiego antykwariusza (czyli na długo zanim ktokolwiek oderwał się od Ziemi).

Wbrew pozorom mur nie spełniał nigdy roli fortyfikacji zdolnej przeciwstawić się długiemu oblężeniu przeprowadzanemu przez zorganizowane armie. Sprawdzał się natomiast jako zapora przed atakami nieskoordynowanych, małych ord “barbarzyńców”. Stanowił natomiast dosyć istotne ogniowo w handlu wzdłuż Jedwabnego Szlaku. Dobrze sprawdzał się też jako system wczesnego ostrzegania przed niebezpieczeństwem. Do tego celu wykorzystywano wieżyczki sygnalizacyjne rozmieszczone co 100 m, na których rozpalano ogień (w dzień do sygnalizowania zagrożenia wypuszczano sygnały dymne).

Obecnie co roku to miejsce odwiedza ponad 100 milionów osób… normalnie więc nie jest tu tak pusto… my brak tłumów zawdzięczamy wigilii Święta Środka Jesieni, która miała miejsce w dniu gdy my zwiedzaliśmy mur.

W swojej historii mur był wielokrotnie forsowany. Nie zawsze nawet siłą, już Mongołowie bowiem stosowali inżynierię społeczną i po prostu przekupywali wartowników na konkretnych odcinkach.

 

W pobliżu Pekinu znajduje się 6 odcinków wielkiego muru my odwiedziliśmy ten najbardziej znany Badaling położony około 70 km na północ od centrum aglomeracji. Miejsce to jest jedną z największych atrakcji turystycznych Państwa Środka. Całkowita długość muru w tym regionie wynosi 4,8 kilometra. Ufortyfikowany jest on 19 strażnicami. Jest to najlepiej zachowany odcinek Wielkiego Muru, odrestaurowany w 1957r i jako pierwszy udostępniony dla turystów. W 1972 roku odwiedził go amerykański prezydent Richard Nixon przyczyniając się do “rozreklamowania” zarówno Wielkiego Muru jak i całych Chiny dla świata zachodniego. (Dziennikarz New York Times przeprowadzający reportaż z tej wizyty otrzymał za to nagrodę Pulitzera).

Ptasie Gniazdo i Wioska olimpijska nocą

Zanim przejdę do kolejnego punktu programu mała anegdotka z nim związana. Jeżeli pamiętacie pierwszy dzień naszego pobytu w Chinach wspominałem Wam, że byłem lekko rozczarowany, gdy po porannym przylocie i zwiedzaniu, spędziliśmy tylko 40 minut w okolicach Ptasiego Gniazda gdzie nie zdążyliśmy wejść na stadion. Moja lekka irytacja wynikała z tego, że jak się później okazało po obiedzie było sporo czasu wolnego przeznaczonego na odpoczynek (ale nie po to leci się do Chin żeby tam odpoczywać, nieprawdaż?).

Nie omieszkałem wyrazić swojego żalu z takiego obrotu sprawy naszemu pilotowi…

Następnego dnia w nieformalnej rozmowie okazało się, że być może, uda się załatwić wizytę w okolicach stadionu olimpijskiego kolejnego wieczoru.  Ku naszemu zaskoczeniu (w końcu to wycieczka zorganizowana, z ponad 30 osobami i dosyć napiętym planem zwiedzania) rzeczywiście się udało. Byliśmy pod wrażeniem elastyczności biura podróży (tak, będę ich chwalił z imienia – Rainbow Tours), które w taki sposób zaplanowało grafik, że tego dnia kolację udało się zorganizować w restauracji, która znajdowała się w pobliżu kompleksu olimpijskiego. Tak więc po jej skonsumowaniu mogliśmy się jeszcze wybrać na krótki rekonesans w okolicach stadionu, tym razem podziwiając jego iluminację wieczorową porą…

Zanim jednak do tego doszło czekała nas rzeczona kolacja. A był to bardzo szczególny dzień, gdyż wigilia najważniejszego święta rodzinnego w Chinach czyli Święta Środka Jesieni. W pierwszy wpisie wspominałem Wam, że to czas gdy wszyscy, którzy mogą wracają do swoich rodzinnych domów nawet, gdy są one oddalone o tysiące kilometrów. Według wierzeń chińskich brak wszystkich członków rodziny na tradycyjnej kolacji spowoduje wielkie nieszczęścia i brak dobrobytu przez kolejny rok…

Tak jak my w wigilię Bożego Narodzenia dzielimy się opłatkiem, tak Chińczycy, w wigilię Środka Jesieni wspólnie spożywają specjalny przysmak tzw. ciasto księżycowe… My również w trakcie naszej kolacji mieliśmy okazję spróbować tych łakoci w jego tradycyjnej formie.

Sama historia tych smakołyków też jest niezwykle ciekawa i tajemnicza: jak głosi legenda, niegdyś chińscy powstańcy i buntownicy zapiekali w nich tajne informacje (stąd też pewnie popularne chińskie ciasteczka z wróżbami, choć istnieje też wersja, że te ciasteczka z niespodzianką to wymysł czysto amerykański i nie ma nic wspólnego z chińską tradycją).

Tradycyjne ciasto księżycowe

Po kolacji udaliśmy się jeszcze pod Stadion Olimpijski, który podświetlony prezentował się bardzo efektownie. Niestety pływalnia olimpijska znajdująca się na przeciwko, której nocne zdjęcia również wyglądały intrygująco, tym razem (pewnie ze względu na remont) nie była iluminowana.

Nocny Targ lokalnych specjałów (Donghuamen)

Ale to jeszcze nie koniec atrakcji, które miały mnie spotkać tego dnia. Choć oficjalna część zwiedzania, już się zakończyła, to każdy, kto miał ochotę na nieco mocnych wrażeń mógł się wybrać na lokalny targ przysmaków. Nasz pilot wraz z jego chińskim pomocnikiem napisali nam adres i po zamówieniu taksówki dojechaliśmy we wskazane miejsce. KaTe była zmęczona więc na tą część wyruszyłem w towarzystwie pary znajomych z wycieczki.

Donghuamen to miejsce gdzie codziennie w godzinach wieczornych można spróbować specjałów niedostępnych normalnie w ofercie standardowych barów i restauracji. Tutaj na straganach można bowiem znaleźć i skonsumować takie osobliwości jak węże, robaki, skorpiony, pająki, różnego rodzaje larwy (jak np. szarańcza), a nawet psy i koty. Osobiście nie skusiłem się na żaden taki przysmak i ograniczyłem się do fotografowania.

Od lewej peniski, pająki i skolopendry… palce lizać…

Z relacji znajomych mogę tylko wspomnieć, że skorpion smakuje jak prażynki, a wąż w smaku przypomina rybę. Oczywiście można tam też znaleźć bardziej tradycyjne potrawy jak różnego rodzaju łakocie, świeże owoce czy pierożki.

 

Oczywiście z tymi lokalnymi specjałami to nie jest tak do końca, że każdy Chińczyk w nich gustuje. Jak to powiedział nasz pilot, zapewne my (w sensie turyści) zjedliśmy więcej tych specjałów niż nasi chińscy przewodnicy w swoim życiu. Natomiast fakt, że w niektórych regionach takie potrawy rzeczywiście mogą być popularne wynika raczej z historii i problemu z niedoborem żywności… ludzie po prostu musieli sobie jakoś radzić aby nie umrzeć z głodu, stąd jedli to, co akurat mogli zdobyć.

 

Nocna wycieczka po Pekinie była też naszym pierwszym kontaktem z lokalnymi taksówkami. Według zapewnień naszego pilota jest to jak najbardziej bezpieczny i tani sposób przemieszczania się, a to ze względu na fakt, że władze bardzo rygorystycznie podchodzą do kwestii bezpieczeństwa turystów z zachodu. I rzeczywiście podróż z pod hotelu na miejsce docelowe przebiegła sprawnie. Po pokazaniu karteczki z adresem taksówkarzowi dojechaliśmy na miejsce docelowe, za kwotę jaką, wg pilota, powinien kosztować taki kurs… Małe problemy pojawiły się w drodze powrotnej…

Targ przysmaków jest bardzo popularnym miejscem wśród turystów, stąd zapewne pojawiają się tam “łowcy okazji”. Pierwszy taksówkarz którego złapaliśmy zażądał od nas bowiem ceny 3 razy wyższej niż w drodze na targ (tłumacząc się po części nocną taryfą – pewnie jeszcze zmodyfikowaną dla “białych ludzi”). Oczywiście nie skorzystaliśmy z tej “promocyjnej” oferty. Kolejnych dwóch pomimo targowania się nie chcieli zejść poniżej 2-krotności pierwotnej stawki. Ostatecznie pojechaliśmy z młodym gościem, który podjechał zwykłym (nieoznakowanym) samochodem za 1,5 stawki oryginalnej. Po pokazaniu adresu ruszyliśmy i  dopiero wówczas nasz kierowca wstukał go w GPSa i stwierdził, że nasza wcześniej uzgodniona oferta to za mało. Znajomy który siedział na przednim siedzeniu był jednak na tyle asertywny, że dojechaliśmy do celu bez podnoszenie wcześniej uzgodnionej stawki (aczkolwiek nasz “szofer” nie wyglądał na szczęśliwego).

 Pełna galeria zdjęć 

I to prawie wszystko z Pekinu. W następnym, bonusowym odcinku jeszcze trochę fotografii ulicznej z tego miasta… a później szybką chińską koleją ruszamy w kierunku Szanghaju. Zanim tam jednak dojedziemy czeka nas przystanek Sezhou i klimatyczne miasteczko, gdzie kręci się wiele chińskich filmów historycznych, Tongli.

Wszystkie wpisy poświęcone wycieczce do Chin znajdziecie pod tagiem Cesarskie Chiny

Advertisements
  1. 14 marca 2015 o 12:36

    „Pierwszy taksówkarz którego złapaliśmy zażądał od nas bowiem ceny 3 razy wyższej niż w drodze na targ” Też miałem taką sytuację w drodze z centrum Shanghaju na lotnisko. W końcu znalazłem takiego, który pojechał normalnie. Ale…. jest to bardzo ludzkie zachowanie, choć godne nagany 🙂

    Niesamowite w Chinach jest to, że w sumie na te moje kilkadziesiąt dni przebywania w różnych miejscach nie trafiłem na takie specjały (szarańcza itp). Czyli wszystko przede mną. Byłem raz na ryneczku, gdzie trafiłem na ciekawy okaz jakiejś czarnej kury (nie dowiedziałem co to za gatunek). Co ciekawsze, wieczorem zaserwowano mi to na kolację 🙂 Smakował jak normalny kurczak, więc luz :). A tę odmianę kraba (podobno największy specjał) jadłem z wielką trwogą, bo przez 15 minut Chińczyk wyjaśniał mi jakich części POD ŻADNYM pozorem jeść nie można…. U nas byłoby to nie do pomyślenia. Ale i tak miło wspominam to zdarzenie.

    • 14 marca 2015 o 12:48

      No niby z taksówkarzami to ludzka sprawa (pamiętam jak w Budapeszcie trzeba było uważać na transport z lotniska). Ale mimo wszystko człowiek się trochę dziwi (u nas zaczyna być normalniej… choć w sumie też są naciągacze pod Centralnym w Wawie)
      A z krabem to myślałem że tam same mięsko do spożycia… a tutaj taka niespodzianka.

      Co do samego rynku to podobno ten w Pekinie jest taki dosyć unikatowy. Przynajmniej nasz pilot wspominał że przed opuszczeniem Pekinu warto tam zajrzeć bo później trudniej coś takiego będzie znaleźć.

      • 14 marca 2015 o 14:29

        Pewnie w większości gatunków krabów wszystko jest do spożycia. Największym rarytasem jest wysysanie szpiku z odnóży.. 🙂 Tylko ten szczególny okaz miał kilka trujących elementów (kończących się przykrymi sprawami żołądkowymi, nie zejściem :). Ja w przypadkach niektórych uczt to i tak markowałem, a cały stół wyglądał jak pole bitwy 🙂

        • 14 marca 2015 o 15:52

          A tak tak… o wysysaniu szpiku też słyszałem że to podstawa dobrego wychowania przy chińskim stole… 🙂

    • 14 marca 2015 o 12:44

      W sumie to wygląda trochę na przypalonego (ale skoro smakował normalnie to luz ;))

  1. 8 marca 2015 o 10:50
  2. 29 marca 2015 o 11:45
  3. 14 czerwca 2015 o 19:27
  4. 19 marca 2017 o 10:20

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: