Strona główna > Foto, Wydarzenia > Warsztaty studyjne dla początkujących w Evil Banana Studio

Warsztaty studyjne dla początkujących w Evil Banana Studio

Po moich pierwszych warsztatach fotograficznych poświęconych prezentacji sprzętu Olympusa, tak spodobała mi się ta forma poszerzania wiedzy w temacie fotografii, że postanowiłem rozejrzeć się za innymi podobnymi szkoleniami. W oko wpadły mi warsztaty poświęcone fotografii ulicznej, które miały odbyć się we Wrocławiu. Niestety ich termin kolidował z festiwalem Nowe Horyzonty co zmusiło mnie do dalszych poszukiwań. Tak oto trafiłem na warsztaty studyjne organizowane przez Evil Banana Studio… w Łodzi. Nie były to darmowe warsztaty ale cena ich była dosyć atrakcyjna, a ponieważ nigdy nie trafiłem do Łodzi, było to dobrym pretekstem aby zapuścić się w te regiony naszego kraju.

O robieniu zdjęć w studio nie miałem bladego pojęcia więc była to świetna okazja dowiedzieć się nieco na ten temat… i od razu uprzedzę, że to kompletnie nowe dla mnie doświadczenie pozwoliło zupełnie inaczej spojrzeć na fotografię i zawód fotografa.

Zajęcia rozpoczęliśmy od absolutnych podstaw czyli jak poprawnie zwijać kabel zasilający do akcesoriów studyjnych. Następnie krótkie BHP dotyczący pracy z profesjonalnymi lampami i mogliśmy przejść do pierwszych przymiarek dotyczących światłą i jego wpływu na uzyskiwane efekty na zdjęciach.

Zdjęcie w światle zastanym (tryb automatyczny bez błyskania lampą błyskową)

A teraz tryb manualny z synchronizowaną lampą – zupełnie inny klimat.

Na początku szkolenia nie było jeszcze modelki w związku z tym za przykładowych modeli musieli posłużyć uczestnicy szkolenia. Prowadzący pokazał nam w jaki sposób nawet niewielkie zmiany oświetlenia, bądź położenia osoby fotografowanej wpływa na uzyskiwany efekt końcowy zdjęcia.

i jeszcze raz bez lampy… (klikając na zdjęcie obejrzycie je w pełnej rozdzielczości i właściwych proporcjach)

i z lampą

Ta rozgrzewka na sucha okazała się bardzo przydatna. W jej trakcie natrafiłem bowiem na kilka problemów sprzętowych. Wydawało mi się, że mój aparat – Sony A6000 – znam bardzo dobrze i potrafię się nim sprawnie posługiwać… bardzo szybko okazało się, że są jednak obszary w menu, których praktycznie nie używałem, a których znajomość w pracy studyjnej okazała się niezbędna. Dlatego sporo czasu zajęło mi okiełznanie sprzętu i odszukanie w nim wszystkich pożytecznych w tych warunkach opcji. Jakie to opcje?

  1. Zmiana jakości zdjęć z samego JPEG na RAW + JPEG (aby ewentualnie w post-procesie dopracować lub zmodyfikować ostateczny efekt według własnej wizji)
  2. Włączenie podglądu wykonanego zdjęcia (normalnie, na imprezach bądź wycieczkach, funkcja ta mnie irytuje, gdyż spowalnia pracę,  tutaj jednak okazała się niezbędna, aby zaraz po wykonaniu zdjęcia ocenić, czy potrzebne są jakieś modyfikacje parametrów ekspozycji)
  3. Przejście na tryb manualny…

Ten ostatni element jest tak oczywisty dla wszystkich pracujących w studio, że prowadzący nawet o tym nie wspomniał… a ja tylko się dziwiłem gdy po podpięciu wyzwalacza do lampy miałem prześwietlone albo niedoświetlone zdjęcia… bo automatyka w trybach, które najczęściej używam dostosowywała się do panujących warunków… bez użycia lampy.

Na szczęście w porę zorientowałem się, że coś jest nie tak i po szybkich konsultacjach z jedną z uczestniczek warsztatów uznałem, że tryb w pełni manualny ma jednak jakieś swoje praktyczne zastosowanie ;).

W trakcie szkolenia, w którym uczestniczyło 9 osób, dostępne były 2-4 wyzwalacze (w zależności od ilości lamp będących w użyciu) w związku z czym nie wszyscy w danym momencie mogli wykonywać zdjęcia (za pewne miało to swoje uzasadnienie techniczne – aby na przykład nie przepalić lamp, gdy wszyscy w krótkich odstępach czasu próbowali wykonać zdjęcie) trzeba było więc czasami poczekać na swoją kolejkę aby wykonać fotografię. Na szczęście nie było problemu z dzieleniem się sprzętem. Stąd część zdjęć w tym wpisie powstało jednak bez lamp i w trybach półautomatycznych. Myślę że bez problemu je rozpoznacie.

W końcu pojawiła się modelka Asia oraz makijażystka Kasi i mogliśmy w praktyce spróbować wykorzystać wcześniej przekazaną wiedzę teoretyczną.

Prowadzący zachęcał do kreatywnego podejścia do portretu i eksperymentami z oświetleniem.

Zabawy z cieniem

Mniej więcej w połowie warsztatów przyszła pora na krótką przerwę cateringową w postaci pizzy. Po przerwie po raz kolejny zmodyfikowaliśmy oświetlenia i podejście do tematu portretu.

A także do szukania innej perspektywy.

Prowadzący, Wojtek Jastrzębski, to niewątpliwie doświadczony fotograf posiadający ogromną wiedzę w temacie fotografii studyjnej. Odnoszę jednak wrażenie, że do tej pory nie prowadził zbyt wiele warsztatów (szczególnie dla początkujących) i stąd pewne elementy w przyszłości można by udoskonalić.

Z mojego punktu widzenia brakowało konkretnego planu i choć widać było, że ogólny zarys tego co prowadzący chce przekazać był, można by go nieco bardziej usystematyzować i zaprezentować w postaci agendy (a może to po prostu moje zboczenie korporacyjne, z którego wynika oczekiwany sposób prowadzenia różnego rodzaju szkoleń w takich organizacjach). A tak momentami wyglądało to troszkę na improwizację (co swoją drogą u artysty jest jak najbardziej pożądaną cechą).

Wydaje mi się, że choć warsztaty były przeznaczone dla początkujących prowadzący liczył jednak na nieco większe doświadczenie i obycie uczestników z pracą w studiu i z modelkami (zachęcał przede wszystkim do rozmowy i interakcji z modelką, co dla początkujących nie jest tak oczywiste ;))

No cóż, pierwsze próby kierowania modelką wyszły tak sobie 😉

Problematyczny był też ostatni etap czyli przeglądanie i dyskusja na temat wykonanych zdjęć. Niestety na laptopie w studio, nie było sensownej przeglądarki graficznej, a oglądanie setek wykonanych zdjęć w trakcie warsztatów przy pomocy domyślnego, windowsowego programu nie było najszczęśliwszym pomysłem. Ten element w przyszłości należałoby poprawić.

Z innych spostrzeżeń warto również wspomnieć o kompetentnej i sympatycznej przedstawicielce sklepu Fripers, który współpracował przy organizacji tego wydarzenia. W nieformalnej rozmowie całkiem sporo dowiedziałem się o wyzwalaczach, lampach studyjnych i zasadzie ich działania. Każdy z uczestników dostał również drobny upominek w postaci torby firmowej (która swoją drogą przydała się następnego dnia po wizycie w muzeum animacji Se Ma For – o tym więcej w jednym z kolejnych wpisów).

Podsumowując z mojej perspektywy jako osoby, która po raz pierwszy zetknąłem się z fotografią studyjną była to bardzo pouczające warsztaty. Jako, że moje “pstrykanie” do tej pory ograniczało się do tematyki wakacyjno-imprezowe i ogólnie pojętej fotografii ulicznej tutaj zetknąłem się z zupełnie innym podejściem do tej formy sztuki.

Pare fotek z backstage’u

Oprócz poznania podstawowych narzędzi, które wykorzystuje się w studiu (lampy studyjne, różnego rodzaju blendy i wyzwalacze) zupełnie inaczej używa się aparatu (pierwszy raz użyłem formatu RAW, który tutaj wydaje się być niezbędny). W końcu musiałem zapomnieć o trybach automatycznych i półautomatycznych i przesiąść się na pełny tryb manualny. Interesujące było również uświadomienie sobie jak wiele możliwości daje manipulacja i odpowiednie ustawienie światła oraz jak na klimat zdjęcia wpływa odpowiednie wykorzystanie lamp błyskowych, bądź nawet drobne zmiany, w ustawieniu modela.

Czy będzie to mój wstęp do rozwijania swoich umiejętności w tym kierunku? Nie sadzę. Choć niewątpliwie jest to bardzo kreatywna i interesująca dziedzina fotografii to z mojej perspektywy mało przydatna. Aby szlifować swój warsztat trzeba mieć domowe studio, które wymaga nie tylko miejsca ale też odpowiedniego sprzętu. Inną opcją jest dostęp do profesjonalnego studia, a nie byłoby to na tyle częste aby miało to sens. No i w końcu trzeba mieć modeli… którzy chcieli by pozować… a tutaj na KaTe nie mam co liczyć 😉

Tak więc kolejny odkryciem wyniesionym z warsztatów było uświadomienie sobie, że nie jest to chyba dziedzina fotografii, którą jako amator, będę chciał zgłębiać. Co oczywiście nie oznacza, że na jakieś, podobne warsztaty w przyszłości się nie wybiorę. Pomijając wartość stricto merytoryczną był to bowiem bardzo sympatycznie spędzony czas.

Na koniec mogę tylko bardzo polecić wszystkim początkującym adeptom fotografii taką formę poszerzania horyzontów.

Organizatorzy: Evil Banana Studio

Prowadzący: Wojtek Jastrzębski

Modelka: Joanna Kowalczyk

Aparat: Sony A6000

Obiektywy: SEL 50F18 i SEL 1670Z (większość zdjęć)

 

Pełna galeria (95 zdjęć)

Reklamy
  1. Amick
    13 stycznia 2016 o 12:01

    Zbyt kontrastowe światło.
    Paskudnie kontrastowe.
    Make up – tez tragedia.
    Prowadzący kaske wziął, ale sie nie postarał…

    Widac ze poczatek w studio 🙂
    Trenuj 🙂

    • 13 stycznia 2016 o 13:36

      Akurat opłata była symboliczna… więc tu akurat nie było problemu, a co do studia… to raczej nie dla mnie zabawa więc zostastanie tylko okazjonalnie…
      wolę jednak street 😉

  1. 10 sierpnia 2015 o 15:09
  2. 27 września 2015 o 09:42
  3. 13 marca 2016 o 10:10
  4. 20 marca 2016 o 10:23
  5. 31 lipca 2016 o 08:36
  6. 6 listopada 2016 o 09:34

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: