Strona główna > Film > Film: Marsjanin (The Martian)

Film: Marsjanin (The Martian)

18 października 2015 Dodaj komentarz Go to comments

marsjaninNajnowszy film Ridleya Scotta to produkcja sci-fi odbiegająca od poprzednich filmów tego reżysera. Co warte podkreślenia to również jeden z ciekawszych pod względem przesłania blockbusterów ostatnich lat.

Ci którzy wybiorą się na film tylko ze względu na nazwisko reżysera mogą nieco się zawieść. Marsjanin nie jest bowiem filmem sci-fi pokroju Blade Runner czy Obcego. Trailera jasno wskazuje, że jest to film zdecydowanie bardziej rozrywkowy. Co wbrew pozorom wcale nie skreśla tej produkcji.

Historia rozpoczyna się, gdy grupę astronautów badających Marsa, niespodziewanie zastaje burza (na tej planecie mają one dosyć gwałtowny charakter). W trakcie ewakuacji na statek, jeden członek ekipy ulega wypadkowi. Pozostali, przekonani o jego śmierci, opuszczają planetę i kierują się w stronę Ziemi. Okazuje się jednak, że kosmonauta (Mark Watney w tej roli Matt Damon) cudem przeżywa i dysponując sprzętem pozostawionym przez misję kosmiczną i bardzo ograniczonymi zasobami musi przeżyć, nawiązać kontakt z ziemią, a następnie przetrwać kilkaset dni do dotarcia wyprawy ratunkowej.

Wydarzenia obserwujemy z dwóch perspektyw: w jaki sposób Mark radzi sobie na Marsie oraz co dzieje się na Ziemi gdzie PR i polityka przeplatają się z działaniami naukowców głowiącymi się jak najszybciej sprowadzić naszego bohatera na Błękitną Planetę.

Przyznam, że zaraz po seansie miałem dosyć mieszane uczucia… zacznę więc od pozytywów.

Przede wszystkim film (a właściwie to książka autorstwa Andiego Weir’a na której ta produkcja się opiera) to pochwała nauki i wiedzy. Potęga wiedzy i to co z nią można zrobić to główny bohater tej historii. Myślę, że po seansie odsetek młodych ludzi chcących zostać kosmonautami lub bardziej ogólnie naukowcami znacznie wzrośnie. Bardzo podoba mi się też fakt, że ta hollywoodzka produkcja pokazuje, że wcale nie trzeba zostać ugryzionym przez radioaktywnego pająka żeby móc wyczyniać rzeczy, które normalnym ludziom wydają się niemożliwe. Nie chodzi tutaj wyłącznie o postać Marka, gdyż w późniejszej fazie nasz bohater ma już wsparcie w najtęższych umysłami dostępnych na Ziemi.

Tę pochwałę geekowstwa widać również w kilku scenach rozgrywających się w NASA. Kiedy to postawiony na wysokim stanowisku urzędnik musi polegać na opinii jakiegoś zakręconym, młodego naukowcu, który nawet nie jest w stanie zapamiętać imienia i nazwiska szefa NASA. Ten film zdaje się mówi, że narzucone autorytety tracą na znaczeniu, kiedy posiada się wiedzę, gdyż to ona ostatecznie “rządzi” światem…

Kolejny motyw, który mi się podoba, a znam go niestety z doświadczenia, to przykład jak ignorowanie procedur i testowania (w zamian podejmując decyzję jedynie na podstawie cyferek i statystyk) może doprowadzić do katastrofy.

Ciekawa jest też ścieżka dźwiękowa, której trzon stanowią hity z lat 70-tych. Kontrast taki (zdecydowanie nie pasuje ona do otoczenia) od razu nasuwa skojarzenie ze Strażnikami Galaktyki. Jednak to dzięki niej całość filmu nabiera lekkości (kontrastującej z powagą sytuacji w jakiej znalazł się główny bohater).

Nie mniej spektakularne są zdjęcia autorstwa naszego rodaka Dariusza Wolskiego. Niestety wersja 3D w stosunku do potencjału jaki miała nie wnosi nic nadzwyczajnego. Jak na wysokobudżetową produkcję to dziwią raczej przeciętne efekty specjalne. W kilku ujęciach widać było że pojazd, który porusza się po bezkresnych krajobrazach Marsa jest po prostu miniaturową makietą. Ostatni Mad Max pokazał jak się powinno kręcić ujęcia na pustkowiu, ciężko po tym zaakceptować takie sceny jak w Marsjaninie.

Skoro już pojawiło się pierwsze marudzenie to co jeszcze nie zagrało?

Przede wszystkim film jest bardzo nierówny. Przeplatają się w nim sekwencje nudne z tymi bardziej angażującymi widza. Co więcej rozkład akcentów też moim zdaniem nie jest właściwy… wtedy kiedy można by je spotęgować i zaserwować kilka niespodzianek (w pewnej scenie jedna z głównych postaci zapowiada, że coś może pójść nie tak, a za chwilę coś takiego się wydarza) reżyser kompletnie olewa taką możliwość. W innych momentach kiedy przydało by się uspokojenie i podniesienie nastroju… mamy serię mało zabawnych żartów, które średnio pasują do sytuacji.

W konsekwencji widz co chwile doznaje huśtawki prowadzącej od znużenia do ekscytacji, które wybijają z rytmu. Marsjanin na pewno nie należy do produkcji, które wbiją w fotel i trzymają widza w  napięciu przez cały seans (jak choćby wspomniany na początku Obcy).

Zastrzeżenia mam też do fragmentów, które wyjaśniają w jaki sposób Mark rozwiązuje problemy na Marsie. Przyznam szczerze, że po wstępnym opisie oczekiwałem czegoś w stylu MacGyvera w kosmosie. Niestety MacGyver konstruował swoje wynalazki w bardziej szczegółowy i wzbudzający ciekawość sposób. Owszem w Marsjaninie bohaterowie opisują jak chcą osiągnąć konkretny cel i podpierają się naukowymi uzasadnieniami. Całość jednak przypomina bardziej recytację niż gorączkowy proces myślowy, który stoi za ostatecznym rozwiązaniem problemu. Podobno znacznie lepiej jest to opisane w książce, że aż chce się samemu sprawdzić te wszystkie wyliczenia.

Jak widzicie lista plusów tej produkcji jest bardzo długa i znacznie przeważa część negatywów. Niestety uwagi negatywne są kluczowe dla odbioru całego filmu i stąd tylko taka, a nie inna, ocena końcowa.

Na pewno Marsjanin to jedna z najoryginalniejszych blockbusterów sci-fi ostatnich lat i choć nie jest idealny pod względem odbioru, zdecydowanie warto się z nim zapoznać choćby dlatego, że nie jest to  kolejny film o superbohaterach posiadających nadprzyrodzone moce… choć właściwie to jest… aczkolwiek te “moce” nie są nadprzyrodzona, a jak najbardziej dostępne dla każdego… to po prostu klasyczne “szkiełko i oko”.

Moja subiektywna ocena: 7/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Reklamy
  1. Harry
    20 października 2015 o 08:34

    Nie oglądałem filmu, za to przeczytałem Marsjanina. Książka jest okrutnie płytka emocjonalnie. Literacko średnia. Niby pamiętnik, ale najwięcej treści przybywa gdy najwięcej się dzieje. Imponujące są za to szczegóły naukowo-techniczne. Całość wygląda jak fabularyzowany felieton do Młodego Technika.

    • 20 października 2015 o 13:21

      Dzięki za komentarz… książki nie czytałem ale dużo ludzi chwali… nie posądzał bym jej jednak o jakieś większe wartości literackie. Natomiast dla geeków podobno jest świetna (w sensie właśnie tych wszystkich wyliczeń).

  1. 30 stycznia 2016 o 19:08

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: