Strona główna > Film > Film: Spotlight

Film: Spotlight

spotlightPedofilia i molestowanie dzieci przez księży to temat na tyle bulwersujący, że sam w sobie powoduje wiele kontrowersji i emocji. Na szczęście twórcy Spotlighta odżegnują się od sensacyjnego charakteru historii opowiadającej o grupce dziennikarzy śledczych, którzy przyczynili się do ujawnienia ogromnych nadużyć i nieprawidłowości w systemie… nie tylko kościoła katolickiego.

Wybierając się na seans nie miałem żadnych oczekiwań i nastawiony byłem neutralnie do całej produkcji. (Jest to jeden z powodów dla którego przed seansem staram się nie czytać żadnych recenzji opisowych, aby nie nastawiać się na konkretny odbiór ani interpretacje, a jedynie bazuję na ocenach liczbowy ludzi, których gusta znam i opinię szanuję). Jednak w trakcie projekcji zauważyłem, że emocje zaczynają brać górę nad analitycznym podejściem do filmu, stąd ocenę jaką widzicie na końcu musicie wziąć z odpowiednim dystansem… po prostu historia tak dała mi do myślenia, że nie jestem w stanie obiektywnie ocenić tej produkcji… choć postaram się.

Od razu zaznaczę, że mój emocjonalny stosunek nie wynikał z tego w jaki sposób cała opowieść została poprowadzona. Wielki szacunek dla twórców za to, że z bardzo kontrowersyjnego, i dla wielu niewygodnego (na różnych poziomach), tematu autorom udało się zrobić wyważony film bez szukania taniej sensacji czy stawiania na emocjonalną manipulację widzów.

Do uzyskania tego efektu przyczyniają się ciekawy sposób przedstawienia bohaterów. Grupka dziennikarzy śledczych, stanowiących specjalną komórkę w gazecie Boston Globe, których obserwujemy podczas prowadzenia śledztwa dziennikarskiego, to ludzie pochodzący z różnych środowisk ale wywodzących się z lokalnej społeczności, z Bostonu. Dorastających w niej, mających tu sąsiadów, przyjaciół i rodzinę z którymi mieszkają od zawsze… Co więcej każdy z nich jest katolikiem, który jednak gdzieś, po drodze odsunął się od kościoła, w sumie nie do końca wiadomo dlaczego… mimo wszystko nikt nie jest nastawiony wrogo do tej instytucji, a raczej żyje z nią w symbiozie…

Znamiennym jest jednak to, że to nie oni wynajdują temat molestowania nieletnich przez księży. Sugeruje go nowy redaktor naczelny, człowiek obcy, z innego miasta, i o innym wyznaniu. I nie, nie jest to zarzut, tylko kolejna sugestia, że czasami pewne rzeczy lepiej widać z zewnątrz. “Strumień światła” rzucony z boku (a może jako, przewijająca się w tle, “boska interwencja”) potrafi oświecić tych, którzy żyjąc w ciemności, nie dostrzegają, lub nie chcąc dostrzec, tego co dzieje się dookoła.

Równie ważne jest to, że żaden z bohaterów nie przyćmiewa całej historii. Owszem dowiadujemy się różnych, drobnych szczegółów o każdym z członków zespołu, które sprawiają, że czujemy, że są to prawdziwi ludzie powiązani z miejscem w którym żyją. Nie jest to bowiem film o nich, czy ich problemach. Stąd wiele wątków dotyczących konkretnych postaci, nie zostaje rozwiniętych, a jedynie zasygnalizowanych. To, co w innych produkcjach mogłaby być uważane za wadę, tutaj jest ogromną zaletą.

Tak jak film nie jest o konkretnym bohaterze, nie ocenia on również pojedynczych ludzi, nie skupia się też wyłącznie na krytyce samej instytucji kościoła… ale opowiada o systemie, a może o systemach, które nas otaczają, w których każdy z nas chcąc nie chcąc egzystuje.

Oddzielną kwestią są same ofiary, którym w filmie niby nie poświęca się zbyt wiele miejsca… ale tam gdzie się pojawiają, wzbudzają w widzu ogromne napięcie emocjonalne… Tłumaczą wyrafinowany i cyniczny sposób postępowania oprawców, a także życie z piętnem bycia wykorzystanym (opowiadając swoje losy będąc ofiarą). Są to często osoby pochodzące z biednych, niepełnych czy patologicznych rodzin, które zostają wykorzystane… w imię Boga…

W trakcie seansu Spotlighta przyszło mi na myśl skojarzenie z innym, głośnym obrazem, który całkiem niedawno gościł na ekranach kin: Białą wstążką Michaela Haneke. Tamten film w analityczny sposób pokazywał narodziny faszyzmu na przykładzie jednej małej wioski i jej społeczności… film, który mówi o wielkiej tragedii nie wprost, a pokazując genezę narodzin problemu przez drobiazgi, drobiazgi, które w efekcie przynoszą tragiczne skutki.

Tutaj jest podobnie… nie mówimy jednak o narodzinach, ale o (nie)radzeniu sobie z problemem. Nieradzeniu, nie na poziomie jednostki ale całkiem ogromnej społeczności miasta Boston… oraz organizacji kościoła katolickiego na skalę globalną. Problemem, który istniał od zawsze, i wielu ludzi zdawało sobie z niego sprawę… a nikt tak na prawdę nie był zainteresowany jego rozwiązaniem… jedni przez błędne rozumienie sumiennego wykonywania swoich obowiązków, drudzy przez fałszywe poczucie działania dla dobra społeczności, a jeszcze inni przez zaniechanie, ignorancję lub odpuszczenie sobie walki z systemem.

To film, który zmusza do tego aby zastanowić się nad sobą, nie tylko w kwestii tego czy sami postępujemy dobrze i w zgodzie z własnym sumieniem… ale tego, czy reagujemy we właściwy sposób na otaczającą nas rzeczywistość… czy czasami, przez zwykłe lenistwo czy ignorancję nie zaniedbujemy rzeczy ważnych. Czy nie jesteśmy współodpowiedzialnymi za zło, które dzieje się wokoło nas…. tylko przez to, że na nie nie reagujemy.

To film, który buduje świadomość społeczeństwa obywatelskiego, gdzie to każdy z nas współodpowiada za świat, który nas otacza…

Innym, ważnym choć niejako pobocznym, tematem jest kwestia dziennikarzy i dziennikarstwa śledczego… Pierwsze co rzuca się w oczy to staromodny research, który wykonują protagoniści w celu dotarcia do materiałów dowodowych. Mamy początek XXI wieku, komputeryzacja nie była jeszcze tak zaawansowana i większość informacji należało wyszukać w bibliotece bądź odnaleźć w archiwum. Nie można było ot tak, po prostu wpisać czegoś do wyszukiwarki. Co więcej, rzetelni dziennikarze sprawdzali informacje, popierali dowodami, rozmowami ze świadkami i próbowali dotrzeć do wielu stron konfliktu.

Dzisiaj dostęp do informacji wydaje się być znacznie prostszy… ale czy to nie są tylko pozory… Znowu, niejako przy okazji, warto sobie postawić pytanie odnośnie np. kontroli internetu, dostępu do informacji, tego kto, co chce pokazać, a co ukryć i to co można znaleźć, usunąć bądź zmanipulować.

Z drugiej strony w dobie tabloidów, słupków klikalności i pobieżnych newsów o banalnej treści, kto byłby w stanie zainwestować kilka miesięcy pracy grupy dziennikarzy w temat, który może się nie sprzedać lub prowadzić do niczego, a dodatkowo sprowadzić problemy w postaci starcia z ważną i wpływową instytucją… no i w końcu czy w ogóle ktoś by jeszcze to przeczytał (kupił papierową gazetę?)… Odpowiedzcie sobie sami…

Na koniec jeszcze kilka słów na tematy bardziej techniczne… Aktorzy są świetni i nie chodzi jedynie o postaci głównych dziennikarzy (Keaton, McAdams, Ruffalo) ale nawet postacie epizodyczne jak ofiary przemocy… czy lokalni prawnicy i politycy… Po prostu wszyscy zagrali koncertowo… Nikt tu nie szarżuje rolą, każdy natomiast wydaje się człowiekiem z krwi i kości.

Warta uwagi jest też ścieżka dźwiękowa Howarda Shora, która… jest po prostu urzekająca… O dużym wyczuciu scenarzystów i reżysera już wspominałem… O ile technicznie nie jest to może arcydzieło (w tym aspekcie akurat Lubezki i Zjawa pewnie pozamiatają tegoroczne Oskary) to sposób prowadzenia całości historii wzbudza szacunek.

We wstępie napisałem, że nie jestem pewny co do końcowej oceny, którą wystawiłem temu filmowi… teraz po uporządkowaniu myśli już wiem, że jest ona jak najbardziej zasadna… Spotlight to coś więcej niż tylko bardzo dobry film.. to film który skłania do przemyśleń i ufam, że odciśnie swoje piętno na przyszłych moich działaniach… Po cichu mam też nadzieję, że wszystkich tych, którzy go obejrzeli.

To film ważny niezależnie od poglądów czy wyzwania… to film o wpływaniu i kształtowaniu rzeczywistości w której żyjemy… i tak, każdy z nas jest za nią odpowiedzialny… nieważne jak nieistotnym wydawać by się mógł nasz pojedynczy głos czy reakcja… trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że każda jednostka, obywatel czy parafianin może wpłynąć na zmianę świata w którym żyje… na to, aby stał się on lepszy… Amen

Moja subiektywna ocena: 9/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. 8 stycznia 2017 o 10:09
  2. 22 stycznia 2017 o 09:57

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: