Strona główna > Film > Film: Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy (Star Wars: The Force Awakens)

Film: Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy (Star Wars: The Force Awakens)

gwiezdne wojnyNigdy nie byłem wyznawcą Gwiezdnych Wojen, jednak oryginalną trylogię wspominałem bardzo przyjemnie (nowsze części oglądałem tylko wybiórczo i zdecydowanie to nie było to). Ogólny hype pod koniec ubiegłego roku na kolejny film z tego uniwersum specjalnie mnie nie ruszał. Jednak entuzjastyczne recenzje (jak się okazało nie wszystkich) sprawiły, że postanowiłem go obejrzeć, mając jednocześnie całkiem spore oczekiwania. Zanim jednak wybraliśmy się na seans odświeżyliśmy sobie pierwsze trzy części… (chodzi oczywiście o epizody IV, V, VI – jedyne słuszne) i chyba nie był to dobry pomysł, bo w tym porównaniu, najnowsza część okazuje się ogromnym rozczarowaniem. Uwaga, tekst może zawierać drobne spoilery.

J.J Abrams zrobił świetnego Star Treka, był to więc dobry prognostyk aby sądzić, że z Gwiezdnych Wojen też zrobi coś ciekawego. Niestety twórcy chyba stwierdzili, że nie da się przebić kultu oryginału i najlepszym sposobem, aby go nie zepsuć jest po prostu… nic nie zmieniać…

Niestety potraktowali to bardzo dosłownie, wzięli więc scenariusze z oryginalnej trylogii, zachowali w niej “identyczne punkty kulminacyjne” i ograniczyli się jedynie do podmiany w edytorze tekstu imion, płci oraz kolorów skóry bohaterów… tak, aby pasowały do ogólnie pojętej politycznej poprawności. Reszta została wypełniona mnie lub bardziej logicznymi łącznikami… Już sam ten fakt sprawia, że ciężko mi było odczuwać jakiekolwiek emocje podczas projekcji, bo po prostu spodziewałem się co stanie się za chwilę… Niestety nie jest to jedyny grzech twórców kolejnej odsłony tej kultowej serii.

Po odświeżeniu sobie oryginalnej trylogii jestem pod wrażeniem jej scenariusza. Nie był on skomplikowany, ale każda nawet najmniejsza scena miała sens i logiczne wytłumaczenie… Niestety to co zaserwowali nam autorzy Przebudzenia Mocy co chwilę stawia pytania WTF? Motyw szturmowca, który się buntuje, a na dodatek ma w małym paluszku tajne plany bazy potwierdza, że szefa odpowiedzialnego za bezpieczeństwo w tej ogromnej, zorganizowanej machinie jaką ma być w teorii Nowy Porządek trzeba by wylać na zbity pysk. Niepojęty jest też idiotyzm tej organizacji (notabene nazistowskie Niemcy powinny się obrazić za takie porównania), która po raz trzeci buduje tą samo gwiazdę śmierci i nie wyciągnęła żadnych wniosków z dwóch poprzednich… (w ogóle nie trzeba nawet mocy aby ją rozwalić, wystarczy najlepszy pilot). Tak beztroskie niewykorzystanie najmocniejszych punktów kulminacyjnych z oryginału (ujawnienie twarzy „nowego Vadera”, niewykorzystanie potencjału emocjonalnego zgładzenia jednego z kluczowych bohaterów) no i masa drobiazgów, które nie trzymają się kupy (jak nagłe pojawienie się Poe’a, skąd R2D2 ma kawałki mapy, scena w barze i sugestia Hana aby młodzi bohaterowie na nikogo się nie gapili, a późniejszy dalszy przebieg akcji w tym miejscu etc).

Owszem film jest dobrze zrealizowany, ale to żaden wyczyn w dzisiejszych czasach. Równie dobrze zrealizowane jest 90% wszystkich filmów sc-fi, które obecnie pojawiają się na ekranach kin. Nawet sceny pojedynków statków kosmicznych nie podnosiły ciśnienia (oryginalny Top Gun z 1986 jest chyba nadal wyznacznikiem tego jak powinny wyglądać wbijające w fotel potyczki w powietrzu).

Najbardziej żałuję tego, że zdemitologizowano całą historię. Z ponadczasowej bajki w szatach sci-fi o odwiecznej walce dobra ze złem zrobiono czysto komercyjny produkt. W oryginalnej sadze, gdy pojawiał się Darth Vader czuć było moc i majestat tej postaci, miecze świetlne były zarezerwowane dla Jedi i stanowiły atrybut rycerzy. W tej chwili odpowiednik Vadera to emocjonalnie niestabilny nastolatek, mocy używa się co chwilę, a pojedynki z użyciem the force wygrywa ten kto bardziej zmarszczy brwi. W końcu każdy może sobie mieczem świetlnym wymachiwać równie sprawnie co szkolony Jedi.

Zapomniano też o najważniejszym, metaforach i niedopowiedzeniach, które sprawiały, że oryginał miał status mitycznej legendy. Zamiast niej postawiono na dosłowność. Już jedna z pierwszych scen przedstawiająca egzekucję przeprowadzoną na mieszkańcach Jakku (to miał być film dla dzieci!!!) wzbudziła mój niesmak… rozumiem, że twórcy chcieli umotywować tym załamanie się Fina, ale można było to zrobić bardziej subtelnie. W momencie niszczenia planet, przy pomocy Gwiazdy Śmierci, w oryginalnych filmach mieliśmy tylko rozbłysk niszczonego globu… tutaj dodano sceny mając pokazać, że giną tam jej mieszkańcy… moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie… nie wnosiło to niczego do filmu, a zabierało symbolikę zła. No i teksty w stylu „jak ja czuję się rozdarty…” w jednej z kluczowych scen to chyba ukłon w stronę fanów kabaretu Potem.

Niestety producenci chcieli/musieli stworzyć film, który miał trafić do jak najszerszej grupy odbiorców. I stąd mamy:

  • nowe robociki i typy mieczy świetlnych (Kylo Ren) – grupa wiekowa do 10 lat check,
  • romantyczną parę młodych bohaterów (Finn i Rey) – nastolatkowie check,
  • Kylo Ren (fani Vadera, nastolatkowie emo i hipsterzy check),
  • afroamerykanie (Finn check),
  • wyznawcy religii Rycerzy Jedi oraz fani Indiany Jonesa mieli świątynie i swojego świętego Gralla check
  • feministki – młodą, walczącą Rey check
  • miłośnicy oryginalnej sagi czyli pokolenie 30-40 latków  (smaczki, sokół Millenium i oryginalna obsada check),
  • nawet target 50+ znajdzie coś dla siebie w postaci sentymentalnych momentów  z Hanem Solo i księżniczką Leią check

Podobno mają się też pojawić pary homoseksualne… ale to już zostawiono sobie na następne części…

Obsada też nie jest porywająca (choć nie ma takich wtop jak Hayden Christensen). Finn (John Boyega) i Rey (Daisy Ridley) mieli być chyba odpowiednikami Hana Solo i Lei. Niestety nie widać u nich tej lekkości i naturalności Harissona Forda i Carrie Fisher. Młodzi bohaterowie zostali wzięci chyba z jakiegoś romansu, bo w takich scenach wypadają najbardziej przekonująco. Gdy trzeba wpasować się w konwencję kina przygodowego i poprzekomarzać się miedzy sobą… chemii nie czuć (Choć sama Rey generalnie jest ok).

Po pierwszych scenach gdy pojawia się Kylo Ren (odpowiednik Dartha Vadera) myślałem, że to jakaś parodia, a twórcy zainspirowali się Kosmicznymi Jajami (skąd on wziął tę maskę? nie mógł dać sobie chociaż czerwonej pelerynki?)… jak się okazało o co chodzi, zaczęło to nieco nabierać sensu ale mimo wszystko do legendy i charyzmy Vadera dzielą nas lata świetlne.

Kompletnie nie czuję też postaci Poe, który pojawia się w pewnym momencie jak przysłowiowy Filip z Konopi (tak, kolejny niewytłumaczalny punkt w scenariuszu). Nawet wcielający się w niego Oskar Isaac jakoś nie specjalnie ratuje sytuację).

Naprawdę ciekawie robi się dopiero gdy na planie pojawia się Harisson Ford. Pomimo sędziwego wieku on nadal ma ten luz i zawadiackość Hana Solo. Carrie Fisher dano zbyt sentymentalną rolę do odegrania, a szkoda bo mogliby się nieco posprzeczać z Fordem (tak tak wiem ten fragment scenariusza przekazano młodszym aktorom – lepiej się sprzeda).

Z nowej obsady zapadł mi w pamięci jedynie Damhnall Gleeson jako Generał Hux i jak dla mnie wygląda, że to on stanie się głównym złym w kolejnych częściach (ma najwięcej charyzmy ze wszystkich czarnych bohaterów, a co ciekawe w pewnym momencie wyglądało nawet jakby wydał rozkazy samemu Snokowi (odpowiednik Imperatora) – nie wiem czy to kolejna wtopa w scenariuszu czy jednak potwierdzenie mojej teorii, że to on stanie się tym głównym złym w dalszych częściach sagi).

Disney wydał mnóstwo pieniędzy na licencję Gwiezdnych Wojen normalne jest więc, że chce aby się one zwróciły i to z solidną nawiązką. Dlatego otrzymaliśmy nie film a produkt. Produkt skierowany do jak najszerszej widowni… i wygląda, że jako produkt swoje oczekiwania spełnił… Niestety nowe Gwiezdne wojny z dobrym filmem mają niewiele wspólnego, a jako że nie lubię być traktowany jak stargetowany podmiot marketingu na kolejne części raczej się do kina nie wybiorę.

Moja subiektywna ocena: 6/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Reklamy
  1. 10 marca 2016 o 23:28

    Chyba najbardziej rozczarowujący film, któremu wystawiłem 7/10… Bo moim zdaniem na tyle zasługuje, ale dałem tą notę zupełnie bez emocji. Tak jak spędziłem cały seans. Gdy na ekranie pojawiła się holograficzna mapa nowej gwiazdy śmierci z zaznaczonym „czułym” punktem, prawie wybuchłem śmiechem i rzuciłem do kolegi obok „Mówiłem!”, a wcześniej mi nie wierzył, gdy groziłem, że cały film okaże się kalką „Nowej Nadziei”.

    • 10 marca 2016 o 23:54

      7/10 dałbym gdyby to był jakiś normalny film sci-fi… a nie Gwiezdne Wojny… nie można tak cynicznie żerować na kultowej marce…

  1. 8 stycznia 2017 o 10:09
  2. 22 stycznia 2017 o 09:58
  3. 12 kwietnia 2017 o 18:20
  4. 5 lipca 2017 o 18:39

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: