Strona główna > Inne > Książka: Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić?

Książka: Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić?

Pomimo bycia entuzjastą sztuki współczesnej, który w każdym miejscu gdzie przebywa stara się odwiedzać muzea i galerie prezentujące tego rodzaju twórczość artystyczną, często zdarza mi się, że po obejrzeniu konkretnego eksponatu zastanawiam się dlaczego ten akurat wytwór ludzki zasłużył sobie na “zaszczyt” bycia prezentowanym w galerii. Takie odczucie miałem np. oglądając twórczość Cy Twombly’a wystawianego w monachijskim Museum Brandhorsta, która przypomina bazgroły małego dziecka. Dlatego też gdy we Wrocławskim Muzeum Współczesnym trafiłem na książkę “Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić?” stwierdziłem, że jest to idealna lektura aby poszerzyć i zrozumieć niektóre koncepty prezentowane przez dzisiejszych artystów.

Czy po przeczytaniu tej publikacji stałem się mądrzejszy i rozwiała ona moje wszystkie wątpliwości dotyczące wartości współczesnych dzieł sztuki?

Sam tytuł tej pozycji, choć niewątpliwie intrygujący, oczywiście nie był czynnikiem decydującym o jej zakupie. Do wydania pieniędzy zachęcił mnie dłuższy opis na tylnej okładce publikacji, który między innymi powoływał się na twórczość Cy Twombly’a, która jak się okazało, w swoim czasie, wywołała wrogość krytyków. W książce znajdziemy opis 100 innych dzieł sztuki (głównie malarstwa i instalacji, aczkolwiek znalazło się miejsce na rzeźby, fotografie czy performance), które wywołały sporo kontrowersji w artystycznym świecie.

Oprócz okładki publikacja zawiera również świetny wstęp, który rozpala oczekiwania. Zawarta w niej skrócona historia kształtowania się sztuki współczesnej, wspomina m.in o tym jak wynalezienie fotografii wpłynęło na postrzeganie sztuki. Wielu artystów zaczęło kwestionować potrzebę odtwarzania otaczającego nas świata, ponieważ przestało ono mieć sens (fotografia robiła to dokładniej i przy znacznie mniejszym wysiłku). Nieco czasu upłynęło zanim taka koncepcja przyjęła się w środowisku artystycznym, a sami twórcy skupili się nie na przedstawianiu realnych przedmiotów i zdarzeń, a wyrażaniu doświadczeń i idei. Z biegiem czasu zmieniła się również relacja między widzem a dziełem. Z biernego odbiorcy zapraszano go do interakcji, a często sam stawał się częścią dzieła.

Zaprezentowane w książce artefakty zostały podzielone na pięć sekcji, w założeniach pokazujące nieco inne oblicze sztuki współczesnej. Są to: Obiekty / Zabawki; Ekspresje / Bazgroły; Prowokacje / Furie; Krajobrazy / Place zabaw i Ludzie / Potowy.

Pod względem edytorskim jest publikacja prezentuje się świetnie. Cechuje się bardzo przejrzystą formę graficzną. Każdemu eksponatowi poświęcono dwie strony, na których oprócz zdjęcia przedstawiającego dane dzieło, opisu intencji autora, procesu tworzenia i techniki, kontekstu kulturowego oraz historyczno-artystycznego, a także informacji o artyście i innych dzieł, które warto zobaczyć, znalazło się też miejsce na wyjaśnienie dlaczego nie mógł tego zrobić pięciolatek.

Z zapałem zasiadłem więc do lektury i… niestety po jej ukończeniu pozostał u mnie pewien niedosyt.

Sam wybór prac jest interesujący, prawdę powiedziawszy tylko kilkanaście z nich kojarzyłem, a dosłownie kilka miałem okazję zobaczyć na żywo. Reszta stanowiła dla mnie nowość. Pod względem selekcji trudno jest więc coś autorce zarzucić. Podobnie opisy dzieł, choć dosyć krótkie były treściwe i interesujące. Cóż w takim razie nie zagrało?

Najsłabszą częścią wydaje się ta podając powody “dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić”. W 80% przypadków wnioski są takie, że właściwie małe dziecko mogłoby stworzyć coś podobnego, jednak nie było by w stanie przekazać idei stojącej za tym co stworzyło, ani umiejscowić tego w historii dążeń artystycznych…

Niestety taka argumentacja nie jest zbyt przekonywująca, szczególnie biorąc pod uwagę, że dorosły widz również często nie jest w stanie zgłębić intencji artysty patrząc jedynie na dany eksponat. W wielu przypadkach, aby możliwa była próba jego interpretacji potrzebna jest znajomość biografii lub doświadczeń artysty, jego inspiracji czy kontekstu jego pojawienia się w historii sztuki, a najczęściej wszystkich tych elementów razem. Rzadko kiedy dane dzieło broni się samo z siebie. Problem ten jest tym bardziej dotkliwy, że najczęściej na wystawach widz zostaje postawiony sam na sam z konkretnym artefaktem, który nie posiada żadnego opisu, a tylko nazwisko autora, technikę wykonania i tytuł… choć ten ostatni również jest opcjonalny biorąc pod uwagę liczbę dzieł zatytułowanych: untitled (bez tytułu).

Kolejnym problemem jest fakt, że choć sama forma książki sugeruje, że jest ona przeznaczona dla ludzi, którzy nie mają zbyt dogłębnej wiedzy na temat sztuki współczesnej, to niestety wiele opisów lapidarnie nawiązuje do różnych konceptów w sztuce bez dłuższego wytłumaczenia na czym one polegały. Wiek XX był bardzo płodny jeżeli chodzi o tworzenie nurtów, stylów czy trendów artystycznych. Stąd ich liczba jest przytłaczająca, a zależności i niuanse czasami bardzo drobne. Zgadza się, że mógłby to być właściwie materiał na oddzielną książkę (swoją drogą w jednym z muzeów w Barcelonie zakupiłem pozycję “From Impressionism to the Internet” prezentującą 200 konceptów artystycznych od XIX wieku do współczesności)  ale myślę, że krótki słowniczek charakteryzujący najważniejsze style, które pojawiają się w opisach byłby pomocny dla przeciętnego czytelnika.

Oczywiście przewodnik po sztuce współczesnej to książka z którą można się zapoznać, gdyż powinna ułatwić zrozumienie pewnych koncepcji stojących za twórczością współczesnych artystów… niestety obawiam się, że nie jest to pozycja, która przekona do tego rodzaju sztuki, osoby do tej pory sceptycznie do niej nastawione. Sam bowiem w wielu przypadkach nie zostałem przekonany o wyjątkowej wartości danego dzieła.

Podsumowując książka sama w sobie jest świetnie wydana, interesująca i na pewno poszerzająca wiedzę i horyzonty czytelnika, jednak nie udziela satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie zawarte w swoim tytule… co zapewne zostawi u większości czytelników wspomniane wcześniej poczucie niedosytu.

Co ciekawe z tej samej serii dostępny jest: “Przewodnik po fotografii współczesnej. Dlaczego zdjęcie nie musi być ostre?”, który kupiłem razem z opisywaną tutaj książką i właśnie zabieram się za jego lekturę. Jak tylko ją skończę na pewno podzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami. Mam nadzieję, że argumenty przemawiające za nieostrością zdjęcia będą bardziej przekonujące…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: