Strona główna > Film > Film: Baby Driver

Film: Baby Driver

baby driver.jpg

Pierwszy trailer Baby Drivera obejrzałem kilka miesięcy przed jego oficjalną premierą i… kompletnie przestałem interesować się tą produkcją, bo wyglądał jak wersja Driva dla nastolatków (ewentualnie jego parodia). Dalszych informacji na jego temat nie śledziłem, aż tu Jarek (autor bloga Żabim Okiem), tuż po premierze wystawił mu taką laurkę, że nie było innego wyjścia tylko zweryfikować na własne oczy jak to z tym filmem jest. Sprawdzając jeszcze wcześniej, że za reżyserię odpowiada Edgar Wright, którego Scott Pilgrim vs World strasznie mi się podobał, miałem nadzieję, że trailer należy do tych z gatunku pokazujących film inny niż w rzeczywistości (co w tym przypadku miało być plusem). Baby Driver zbierał również całkiem entuzjastyczne recenzje zarówno wśród publiczności, jak i krytyków… czy aby jednak w pełni zasłużone?

Baby do młody chłopak, który jest kierowcą wynajmowanym do napadów. Oprócz dziecięcej twarzy jego cechą charakterystyczną są przyciemniane okulary oraz białe słuchawki iPoda w uszach, gdyż w trakcie akcji nasz bohater musi mieć odpowiedni podkład muzyczny. Już jedna z początkowych scena filmu przedstawia przykładową akcję, w trakcie której możemy poznać pełnię jego możliwości, gdy siada za kółkiem. W skrócie… gość wymiata. Niestety ta pierwsza scena, choć świetnie zrealizowana technicznie, wieje nudą… co nie jest najlepszym prognostykiem na dalszą część filmu… na szczęście później jest lepiej, kolejne pościgi są już bardziej nieprzewidywalne i angażujące…

Tutaj mała dygresja dotycząca realizacji, dzięki której film ten zbiera tak dobre opinie i która może robić największe wrażenie. Większość filmu została zmontowana w rytm muzyki, co samo w sobie prezentuje się bardzo ciekawie. Na pewno pod względem realizatorskim jest to ponadprzeciętne osiągnięcie… uprzedzając fakty, niestety nie przekłada się to na odpowiednie emocje w trakcie samego filmu. Ot, po prostu oglądamy sprawnie zrealizowany i przemyślany teledysk.

Jeżeli chodzi o samą fabułę, a konkretnie wytłumaczenie poszczególnych motywacji i zachowań bohaterów, tutaj przez większość filmu jest całkiem dobrze. Poznajemy więc traumatyczne doświadczenie z młodości Baby. Jego fascynację muzyką, dlaczego non stop nosi słuchawki, a także jak to się stało, że zstąpił na ścieżkę bezprawia (dług do spłacenia z przeszłości). Możemy nawet domyślić się skąd pochodzi jego retro gust muzyczny.

Ogólnie więc przez większość filmu pod względem fabularnym nie jest źle. W pewnym momencie pojawia się jednak wątek romantyczny, który w kontekście całego filmu średnio zdaje egzamin. Słabo wypada także końcówka, która jest już mocno naciągana i psuje fabularne wrażenie z wcześniejszej części filmu. Trochę szkoda… no ale umówmy się jest to kino rozrywkowe i nie o fabułę tutaj chodzi, więc nie ma co za bardzo czepiać się tego elementu. Szczególnie, że gdyby nie końcowa rozwałka ten element byłby całkiem niezły.

Pod względem aktorskim też jest nieźle. W większości ról dalszoplanowych przewija się kilka gwiazd (Kevin Spacey, Jon Bernthal, Jon Hamm, Jamie Foxx), którzy grają solidnie. Świetne wrażenie robi natomiast Lily James jako Debora. Co do postaci głównego bohatera (Ansel Elgort) to z początku mnie nieco irytował, z czasem się jednak do niego przyzwyczaiłem.

Problem natomiast mam z muzyką. Ponownie sięgamy do modnych ostatnio klimatów z lat 80-tych XX. wieku, tym razem jednak, w porównaniu do takich Strażników Galaktyki, lista kawałków jest raczej mniej rozpoznawalna (można to umotywować fabularnie). Problem jest jednak taki, że muzyka, która stanowi tutaj bardzo istotny element filmu (nadaje mu rytm) nie niesie go… Oczywiście może to być wrażenie subiektywne i po prostu nie trafiła w mój gust… ale w przeciwieństwie np. do wspomnianego we wstępie Drive nie jest to element, który nadaje mu klimatu. Jej wykorzystanie jest bowiem czysto techniczne przez co kompletnie nie buduje emocji…

Czy jest to więc słaby film… oczywiście nie. W moich oczach broni się on głównie oryginalnością reżysera i jego niekonwencjonalnym podejściem do tematu oraz zabawą konwencjami. Sporo scen i sytuacji to bowiem luźna gra różnymi kliszami filmowymi pochodzącymi z często oddalonych od siebie gatunków. Z drugiej strony ta cała zabawa sprawia, że trudno zbudować film, który w równym stopniu angażuje podczas całego seansu. Stąd mamy momenty ciekawsze, po których tempo siada i niewiele ciekawego się na ekranie dzieje… tutaj sytuacje ratuje humor, który pojawia się w niespodziewanych momentach.

Baby Driver to film pełen sprzeczności. Z jednej strony świetnie zrealizowany, całkiem oryginalny i wyróżniający się nad atakującymi nas z każdej strony sequalami, spinoffami i innymi uniwersami, z drugiej, za mało angażujący i na pewno przehajpowany… no i muzyka potraktowana tutaj została instrumentalnie…

Podsumowując to solidne i dosyć oryginalne kino rozrywkowe na lato, które jednak zostanie zapamiętane głównie wśród grupki fanów (choć na pewno tytuł ten często będzie się przewijał w kontekście szkoły montażu).

P.S. Do Jarka, pomimo wirtuozostwa kamery i montażu, trudno Baby Drivera stawiać obok Mad Max: Fury Road… gdzie czuć zapach paliwa, i gorąc, ognistej elektrycznej gitary bijący z ekranu… bo przy George’u Millerze, Edgar Wright wygląda po prostu na Baby Directora… cytując jedną z recenzji z Biznesu Filmowego – “To tylko wesołe układanie popkulturowych klocków. Twórcy są jak najzdolniejsi uczniowie z 8 klasy – dostaną dyplom za oryginalność, ale w sumie dziecinada.

Moja subiektywna ocena: 7/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: