Film: La La Land

 

Koniec roku to nie tylko czas podsumowań ale też czas nadrabiania zaległości. Tak oto korzystając z promocji na cineman.pl postanowiłem w końcu obejrzeć najbardziej obsypany Oskarami film ubiegłego roku czyli musical La La Land… Moje oczekiwania nie były zbyt wysokie ale jako, że ostatnio obejrzałem dwa inne filmy z tego gatunku (Jesus Christ Superstar oraz Córki Dancingu) byłem w odpowiednim klimacie aby stawić czoło kolejnemu musicalowi.

No i cóż… no nie rozumiem… po prostu nie rozumiem zachwytów, a tym bardziej Oskarów dla tej produkcji. Czy więc La La Land to najbardziej przehajpowany film XXI wieku?

Od razu zaznaczę na wstępie, że nie jestem ani specjalnym fanem ani znawcą musicali stąd zawsze możecie zdyskredytować moją opinię powołując się na moje dyletanctwo w temacie. Z drugiej strony kilka produkcji z tego gatunku miałem okazję w życiu zobaczyć i część mi się naprawdę podobała,  wiem mniej więcej czego można oczekiwać od takich filmów.

Gdybym miał wskazywać swoje ulubione produkcje muzyczne byłyby to Moulin Rouge! Baza Luhrmanna oraz Tańcząc w Ciemności Larsa von Triera. Pod względem muzycznym najbardziej cenię nie film ale spektakl, który widziałem we wrocławskim teatrze muzycznym Capitol i było to West Side Story, gdzie każdy utwór to piosenka z listy hitów wszech czasów.

Jak zauważyliście wśród powyższych tytułów nie ma największych klasyków Hollywood i zapewne tutaj mam największe zaległości do nadrobienia ale wiem kto to jest Fred Astaire oraz Ginger Rogers i jakie cuda choreograficzne wykonywali oni w swoich filmach.

Przejdźmy więc do La La Land… czyli dlaczego nie zachwyca, skoro zachwyca tak wielu.

Umówmy się znając konwencje gatunku oraz fakt, że musicale w 95% to filmy o miłości, nie spodziewałem się niczego wielkiego pod względem scenariusza i opowiadanej historii. Tutaj jest więc w miarę standardowo (przynajmniej do samej końcówki). Mamy więc młodą aktorkę (Emma Stone) szukającą drogi do sławy i kariery, która póki co dorabia jako barmanka/kelnerka w sieciówce z kawą. A także zdolnego muzyka (Ryan Gosling), który zamiast uzewnętrzniać swój talent w improwizacjach jazzowych musi zarabiać na życie „grając do kotleta”. Człowieka, który chce wskrzesić zainteresowanie jazzem i przejąć legendarną knajpę jazzową, która podobnie jak jego ulubiony gatunek muzyczny skończyła marnie. Mamy więc dwójkę marzycieli, których losy się przypadkowo spotykają… nad wyraz często. I tutaj podążamy klasycznymi schematami romansów/musicali. Spotykają się przypadkiem, najpierw się nie lubią, kolejne spotkania, zauroczenia, w końcu miłość… coś jednak idzie nie tak, życie sprawia, że ich losy się rozdzielają… czy dojdzie do szczęśliwego happy endu…

Brzmi znajomo… owszem, co więcej realizacja jak na gatunek nie zrzuca „czapek z głów”. Po seansie aż musiałem sprawdzić za co ten film dostał tyle nominacji do Oskarów 2016… Dla przypomnienia przeanalizujmy tą listę…

Najlepszy film… nominacja. Zwycięzcą został Moonlight którego jeszcze nie widziałem ale wśród konkurentów mamy: Aż do piekła, Nowy początek czy Manchester by the Sea. Najmniej doceniany przeze mnie z tej krótkiej listy Manchester by the Sea, który określiłem jako “solidny dramat” zjada La La Land na śniadanie.

Najlepszy aktor / aktorka pierwszoplanowa (Emma Stone – wygrana, Ryan Gosling – nominacja). Pod względem aktorskim trudno powiedzieć złego słowa, bo para głównych aktorów (na której opiera się cały film) to bardzo zdolni i utalentowani artyści. Problem w tym, że role które mieli do odegrania nie dawały pola do popisu, a każde z tej pary ma w swoich filmografiach zdecydowanie ciekawsze i bardziej wymagające kreacje. Gosling przegrał z Caseyem Affleckiem (całkowicie zasłużenie). Stone wygrała między innymi ze świetną Isabelle Huppert (Elle) oraz Natalie Portman (Jackie). Z całym szacunkiem i sympatią dla Emmy to jednak tamte role były zdecydowanie ciekawsze i wymagające zdecydowanie lepszego i wszczechstronniejszego warsztatu.

Najlepsza reżyseriaDamien Chazelle wygrana. Tutaj być może wyjdzie moja ignorancja musicalowa ale naprawdę nie rozumiem zachwytów nad reżyserią tego filmu. W kilku recenzjach powoływano się na perfekcyjne zaplanowanie poszczególnych scen. Z całym szacunkiem ale każdy musical, który widziałem wymagał “perfekcyjnego zaplanowania poszczególnych scen”. Tutaj nie widziałem (no może poza sceną otwierającą – która technicznie była wymagająca – ale raczej mało ekscytująca) jakiś ekwilibrystyk technicznych, które sprawiłyby, że reżyseria jest tutaj jakaś wyjątkowa. Wśród konkurentów był Kenneth Lonergan (Manchester by the Sea), Denis Villeneuve (Nowy początek), a z filmów, których nie widziałem Barry Jenkins (Moonlight) oraz Mel Gibson (Przełęcz ocalonych). Ja statuetkę dałbym Villeneuve ale gdyby dostał ją Lonergan pewnie też bym specjalnie nie opanował. No i powiedzmy sobie szczerze La La Land przy Whiplash (poprzednim filmie Chazella) wypada blado (w przenośni bo oczywiście jak na musical przystało jest bardziej kolorowy ;).

Najlepszy scenariusz oryginalny – nominacja. Wśród konkurencji było Manchester by the Sea, 20th Century Women, Aż do piekła, Lobster… co tu dużo komentować. Moim faworytem jest Aż do piekła ale każdy inny scenariusz z tej listy jest zdecydowanie ciekawszy i bardziej wielowymiarowy niż bohater tego wpisu.

Najlepsza muzyka oryginalna – wygrana. Wśród nominowanych Jackie, Lion. Droga do domu. Moonlight. Pasażerowie.  La La Land miał tutaj zdecydowanie fory ze względu na gatunek. O ile trudno mi się odnieść do konkurencji (w Jackie muzyka nie przykuła mojej uwagi). To po musicalu w warstwie muzycznej oczekiwałem jednak więcej.

Najlepsza piosenkaCity of Stars wygrana. Jedyna kategoria, która nie wzbudza moich wątpliwości. Co prawda konkurencji nie znam ale akurat City of Stars to najjaśniejszy element tego filmu, który zdecydowanie zapada w pamięci i nie daje uciec z głowy po seansie. Tego Oskara prawdopodobnie sam bym przyznał.

Najlepsza scenografia – wygrana. Ponownie jak na musical nie widziałem nic spektakularnego w tym filmie pod względem scenografii, a pod względem oryginalności pozostali kandydaci wypadają jednak lepiej (Ave, Cezar!, Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, Nowy początek, Pasażerowie).

Najlepsze kostiumy – nominacja. Na szczęście tutaj wygrały Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Rozumiem nominacje, bo kostiumy w musicalach odgrywają istotną rolę. I tu były OK ale ponownie nic ponad to czego oczekiwałbym od tego gatunku.

Najlepsze zdjęcia – wygrana. No tutaj to dla mnie zaskoczenie. Wśród nominowanych Lion. Droga do Domu, Milczenie a także Moonlight i Nowy początek. Oprócz sceny otwierającej i używania steady camu (sam fakt jego używania chyba nie jest wystarczający do tego aby dawać Oskary… to ta jak by dawać je za “fotki z drona”) nie widzę w tym filmie nic spektakularnego pod względem zdjęciowym (no dobra, użycie kolorów jest ciekawe). Co więcej ja tam nawet doszukałem się ewidentnego błędu. W jednej ze scen gdzie nasi bohaterowie stepują w pewnym momencie układu nogi Goslinga zostały ucięte… (kamera nie ogarnęła całej postaci). Rozumiem, że ja mogę komuś obciąć jakąś kończynę w fotce z wakacji ale w hollywoodzkim musicalu w trakcie numeru tanecznego… no sorry. Zresztą żeby nie być gołosłowny zobaczcie sami.

Fragment od 3:04

Najlepszy dźwięk – nominacja. Z racji gatunku zapewne ten film musiał się tutaj znaleźć. Wygrała Przełęcz ocalonych ale nawet taki Nowy początek był zdecydowanie bardziej intrygujący pod względem dźwiękowym.

Pozostałe nominacje, które otrzymał La La Land to Najlepszy montaż (wygrała Przełęcz ocalonych) oraz, montaż dźwięku (wygrał Nowy początek). Ze względu na mocno techniczny charakter tych kategorii pewnie nie mam wystarczających kompetencji aby tutaj się wypowiadać.

Jeszcze parę słów o choreografii… która jak na standardy musicalowe jest bardzo uboga. Zresztą nawet nie trzeba tego porównywać do klasyków hollywoodzkich ale weźmy na przykład takie zwykłe, tasiemce młodzieżowe jak seria Step Up zresztą zobaczcie sami.

Oto najbardziej wypasiona choreograficznie scena otwierająca La La Land

Owszem pod względem realizacyjnym jest to na pewno skomplikowane ujęcie (jedno ciągłe albo stylizowane na takie) natomiast już efekt końcowy jest tylko „taki sobie” (mało interesująca sceneria autostrady) i mnie raczej nie porwał. Porównajmy to z różnymi sekwencjami z Step up.

Zacznijmy od podobnej (też otwierającej) sekwencji z Step Up 4

I kilka innych ciekawych choreograficznie scen z innych części serii:

Step up 1

Step up 3

Step up 4

a propos oryginalności…

Step up 2

Step up-owi jakoś nikt hurtowo Oscarów nie przyznaje… Chyba czujecie o co mi chodzi…

Skoro już dokonałem dekonstrukcji oskarowej pozostaje pytanie. Czy La La Land to więc produkcja zła… nic z tych rzeczy. Kilka scen ma nawet fajnych (z imprezą z A-HA 😉 ale sumarycznie to jest film z gatunku tych OK… Problem z tym, że filmy tylko OK nie obsypuje się tyloma Oskarami… to filmy z gatunku „można obejrzeć i zapomnieć”… Gdybym miał doszukiwać się prawdziwych „plusów dodatnich” w La La Land czyli rzeczy, które naprawdę mi się podobały to znalazł bym takie dwie.

Zakończenie. To jest naprawdę coś co przykuło mnie do ekranu i nadało całej historii nieco więcej głębi i było to chyba jedyne miejsce w filmie, które rzeczywiście zadziałało na moje emocje.

Druga rzecz to te „trzy kawałki” na czele z City of Stars, które rzeczywiście zostają w głowie po seansie… jako pojedyncze utwory są świetnie… jako ścieżka dźwiękowa do musicalu, trzy to jednak zdecydowanie za mało.

Gdy człowiek usłyszy, że film ten zgarnął 14 nominacji do Oskara, przy czym samych nagród otrzymał 6, to zastanawia się co Ci ludzie z Akademii tam biorą. Od kiedy pamiętam, Oskary nigdy nie kojarzyły mi się z najbardziej prestiżowymi nagrodami filmowymi ale ostatnimi laty wcale nie było źle. Często moje wybory pokrywały się z dużą ilością wyborów Akademii. Jednak takie przypadki jak ten, ponownie skłaniają mnie do zastanowienia jak działa ten “biznes”.

No dobrze to skoro już jesteśmy przy Biznesie Filmowy i Oskarach to film ten powinien zgarnąć dwie statuetki.. jedną za piosenkę City of Stars, a drugą za… działania marketingowe i outstanding achievement na polu budowania hypu

Wszystkim tym którym nie podobał się La La Land polecam sięgnąć po nasze, swojskie i niedocenione (przynajmniej w kraju, bo w Stanach jest to produkcja kultowa) Córki Dancingu, które pokazują co można zrobić z konwencją musicalu, jak zrobić go oryginalnie, a jednocześnie odwołując się do tradycji zarówno gatunku jak i nostalgii widzów. A soundtrack, jako całość, zdecydowanie bardziej wpada w ucho i jest znacznie bardziej urozmaicony.

Tym, którzy La La Landem się natomiast zachwycali… wybaczcie nic Wam nie polecę, bo po prostu mój umysł tego nie ogarnia.

Moja subiektywna ocena: 5/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Reklamy

Jedna myśl na temat “Film: La La Land

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s