Film: Atomic Blonde

atomic blonde.jpgJako fan Johnnego Wicka (a szczególnie jego pierwszej części) już sama informacja o nowej produkcji jednego z jego reżyserów, Davida Leitch, mnie zaintrygowała… Niestety sam trailer Atomic Blonde mimo ciekawej formy wizualnej oraz świetnej muzyki nie do końca mnie przekonał. Stąd dopiero teraz obejrzałem “Johnnego Wicka w spódnicy” jak często określany był Atomic Blonde. Jak nowa produkcja uznanego kaskadera sprawdziła się w praniu?

Nie da się ukryć, że od razu nastawiłam się na “wickowość w kobiecej formie”… i chyba był to błąd, bo niestety nieco się pod tym względem zawiodłem. Okazało się, że tym razem reżyser postanowił zrobić film nieco bardziej “na poważnie” co niestety nie do końca mu wyszło.

Po pierwsze nie jest to czysty „akcyjniak”. W założeniach miał to być również thriller, którego fabuła dzieje się na pod koniec lat 80-tych w Berlinie tuż przed zburzeniem muru berlińskiego. Czas i miejsce akcji nie jest oczywiście przypadkowe, bo ma to być arena walki szpiegów różnych wywiadów. Fabuła obraca się wokół tajnej listy szpiegów, która musi zostać zdobyta, a przy okazji ma zostać zdemaskowany i unieszkodliwiony kret w brytyjskim wywiadzie.

Zacznijmy jednak od pozytywów. Przede wszystkim klimat film ma świetny… Berlin na przełomie lat 80-tych i 90-tych został oddany kapitalnie (choć same zdjęcia były kręcone w Budapeszcie). Dodając do tego ciekawą neonową stylistykę oraz klimatyczny soundtrack z elektronicznymi hitami z lat 80, otrzymaliśmy film, który atmosferą stoi. Na równie wysokim poziomie (technicznym) stoją oczywiście walki. Tego się jednak można było spodziewać, w końcu za kamerą stał były kaskader. Warto zwrócić także uwagę na niesamowite zaangażowanie Charlize Theron, która jak wynika z materiałów dodatkowych sceny walki wykonywała sama i to z wielkim poświęceniem. Przyznam, że w dodatkach na DVD sceny z treningów przygotowawczych wyglądają nawet bardziej przekonywająco niż z samego filmu.

Niestety film miał ambicję być thrillerem i ta część wypada najsłabiej. Cała intryga zupełnie nie trzyma w napięciu, a momentami nawet przynudza. Dopiero sceny walki wnoszą lekki powiew adrenaliny. Wygląda na to, że reżyser powinien skupić się na tym na czym zna się i czuje najlepiej czyli na kinie akcji…  bo jednak budowanie napięcia zupełnie mu nie idzie. Jest to przykład na to, że nie wszystkie gatunki filmowe muszą być ambitne… często film robiony z czystej pasji bardziej trafia do widza niż te, gdy autorzy silą się na coś przekraczającego ich naturalne umiejętności.

Ogólnie film w porównaniu z Johnnym Wickiem lekko zawodzi, jednak można go obejrzeć jeśli ktoś ma sentyment do Berlina i klimatu lat 80., podanego w nowoczesnej formie i w doborowej obsadzie (oprócz Theron mam tam Jamesa McAvoya, Johna Goodmana czy Billa Skarsgarda). No i oczywiście dla scen walk.

Moja subiektywna ocena: 6/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s