Film: Kler

Kler w ostatnich dniach jest na ustach niemal wszystkich. Podobno tylu widzów na polskim filmie, w kinie nie widziano od czasu Krzyżaków. Nie ukrywam jednak, że po obejrzeniu zwiastuna wcale nie miałem ochoty na  wycieczkę do kina, bo trailer wyglądał jakby film ten zrobił Vega, a nie Smarzowski… Gdy zaczęły się jednak pojawiać pozytywne recenzje krytyków ostatecznie zdecydowałem się na seans kinowy. Jak to więc jest z tym Klerem? Czy to tylko tania prowokacja… czy jednak coś więcej?

Już na wstępie może wyjaśnię, że jak dla mnie to Smarzowski po raz kolejny zrobił film o Polsce i Polakach, a konkretnie o polskim piekiełku w którym mniej lub bardziej świadomie żyjemy. Jedyna różnica w stosunku do jego poprzednich produkcji to ta, że tym razem głównymi bohaterami stali się księża. Dlatego nie traktuję go, jak niektórzy jako film o Klerze ale bardziej ogólnie o naszym „tradycyjnym i katolickim” społeczeństwie. Zamiast księży można by tam wstawić inną grupę społeczną np. biznesmenów, nauczycieli czy polityków i tylko w przypadku księży nieco łatwiej było uzasadnić co niektóre wątki.

I tak film rozpoczyna się gdy poznajemy naszych protagonistów, trzech znajomych księży (akurat jest to stosunkowo małe środowisko, gdzie wszyscy się dosyć dobrze znają). Co ciekawe tak naprawdę w ramach rozwoju fabuły ich losy łączą się tylko w kilku momentach, a przez większość filmu obserwujemy historię każdego z nich niemalże niezależnie…

A są to historie tak różne jak różnymi są ludźmi. Andrzej Kukułka (Arkadiusz Jakubiak) to ksiądz z małego miasteczka, gdzie jest też miejscowym katechetą. Tadeusz Trybus (Robert Więckiewicz) z kolei pełni posługę w ubogiej parafii na wsi, uzależniony od alkoholu i rozdarty ludzkim uczuciem do swojej partnerki. Jest też w końcu Leszek Lisowski (Jacek Braciak) obrotny biznesmen i manipulator godny Machiavellego czekający na spełnienie swojego marzenia… wysłania do Watykanu. Ostatnim z bohaterów (którego poznajemy nieco później) jest arcybiskup Mordowicz (Janusz Gajos)  wysokiej rangi dostojnik kościelny, który koordynuje budowę nowej świątyni. To osoba która pociąga za sznurki nie tylko w kościele ale i w biznesie i polityce.

Wszystkich tych bohaterów wiele dzieli. Od pozycji w hierarchii kościelnej, po rodzaj i skalę problemów z którymi muszą się codziennie mierzyć. Mają oni jednak też cechy wspólne… słabości będące cechą wszystkich ludzi i traumatyczne przeżycia z przeszłości.

O ile pod względem fabularnym film jest dosyć przeciętny (historie ze sobą za mocno się nie łączą) a film momentami wydaje się poskładany z pojedynczych scen. O tyle już ilość codziennych problemów i tematów do refleksji, które udało się twórcom upchnąć w tej produkcji, budzi podziw. Każda scena to przedstawienie pewnego problemu, często przyjmującego postać patologii dotyczącej nie tylko księży ale całego naszego społeczeństwa. Choć na pozór można odnieść wrażenie, że twórcy piętnują jedynie kastę kleru, to tak naprawdę, w wielu momentach równie krytycznie portretują zachowanie zwykłych ludzi, które w wielu przypadkach również godne jest potępienia.

Od strony aktorskiej jest świetnie. Role wszystkich głównych bohaterów odegrane są koncertowo… no ale tego można było się spodziewać patrząc na obsadę. Zdecydowanie bardziej przeciętnie wypada strona techniczna. O ile scenografia jest pełna szczegółów, detali i smaczków (o czym za chwilę) to już  zdjęcia czy warstwa dźwiękowa, nie robią specjalnego wrażenia.

Film ma świetny potencjał do ponownego oglądania. A to za sprawą smaczków, detali i drobiazgów w każdej scenie, bo oprócz prezentowania akcji i pchania fabuły do przodu każde takie ujęcia na drugim planie ma jakiś dodatkowy przekaz, podtekst, nawiązanie czy szpilkę, którą autorzy chcą wetknąć aby dać nam impuls do zastanowienia się nad naszą codziennością.

Jak więc się ma ten film do tendencyjnego zwiastuna o którym wspominałem na początku? Na szczęście cały film nie jest tak płaski i jednowymiarowy jak mógł sugerować trailer. Co ciekawe nie bardzo wiem jak tą zajawkę można byłoby poprawić aby był on nieco bardziej wyważona i oddający wielowymiarowego ducha filmu. Z drugiej strony celem trailera jest przyciągnięcie ludzi do kin… i to mu się niewątpliwie udało (ze sporą pomocą „życzliwych” mediów/instytucji/polityków/dziennikarzy, którzy bojkotowali, zabraniali, zniechęcali czy próbowali ograniczać dostępność tego filmu… swoją drogą to też ciekawy element socjologiczny mówiący sporo o naszym społeczeństwie).

Kler  nie jest filmem równie wybitnym jak poruszający podobną tematykę Spotlight. Nie jest on nawet najlepszym filmem Smarzowskiego. Brakuje mu stonowania i delikatności oraz uniwersalności jak w przypadku jego amerykańskiego kuzyna. Jednak trzeba przyznać, że dla naszego społeczeństwa, jest on potrzebny i nie mniej istotny. A to dlatego, że być może skłoni on do refleksji/dyskusji na wiele tematów z otaczającej nas rzeczywistości, nie tylko tych związanych z miejscem wiary i pozycją kościoła ale też całego naszego społeczeństwa jako takiego… a, że obejrzało go już wielu Polaków jest szansa, że coś pozytywnego z tego wyniknie.

Moja subiektywna ocena: 7/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s