Walc z Baszirem (Vals im Bashir) vs Jeszcze dzień życia (Another Day of Life)

Obejrzenie adaptacji książki Ryszarda Kapuścińskiego Jeszcze dzień życia skłoniło mnie w końcu do nadrobienia zaległości i zapoznanie się z klasyką animacji wojennej, głośnym, izraelskim filmem w reżyserii Ali FolmanaWalc z Baszirem. Po seansie polskiej produkcji na festiwalu Nowe Horyzonty od razu wielu widzom nasunęły się porównania do filmu opowiadającym o konflikcie izraelsko-libańskim. I choć na pierwszy rzut oka obie produkcje mają ze sobą wiele wspólnego (film traktujący o konflikcie wojennym, z elementami dokumentalnymi nakręcony w formie animacji) to mimo wszystko oba te filmy dosyć istotnie się od siebie różnią.

Walc z Baszirem opowiada o samym reżyserze, który pod wpływem rozmowy ze swoim przyjacielem, którego nawiedzają dziwne koszmary z psami w rolach głównych, postanawia sam odświeżyć sobie pamięć na temat wojny w której uczestniczył u progu swojej dorosłości. Chodzi mianowicie o konflikt między Izraelem i Libanem, który miał miejsce w 1982 roku w trakcie której miała miejsce masakra w obozach dla palestyńskich uchodźców w Sabra i Szatila pod Bejrutem.

Jako młody żołnierz Folman podobnie, jak wielu młodych Izraelczyków z tego pokolenia, został wysłany na teren działań wojennych. Dopiero po rozmowie z przyjacielem, po 20-latach od tego zdarzenia , który ujawnił przed nim swoje osobiste doświadczenia wojenne, Folman uświadomił sobie, że tak naprawdę nic z tego okresu nie pamięta.

Zaintrygowany tym faktem postanowił wyjaśnić co jest tego przyczyną. Tak, to trafił do znajomego prawnika, który przedstawił mu teorię dotyczącą działania ludzkiej pamięci, która ma tendencję do uzupełniania zapomnianych faktów innymi wspomnieniami tworząc w ten sposób alternatywne reminiscencje różne od rzeczywistych faktów. Tchnięty tą wiedzą postanowił odwiedzić starych znajomych z którymi uczestniczył w wojnie i wypytać ich o ten fragment swojego życia widziany z ich perspektywy oraz rolę jaką odegrał w trakcie trwania konfliktu oraz jaki miał on związek z niesławną masakrą.

Film przedstawia więc wędrówkę reżysera, który odszukując kolejnych kompanów i rozmawiając o zapomnianej przeszłości odkrywa intrygujący obraz mechanizmu wyparcia niewygodnej prawdy… Co ciekawe nie jest to mechanizm szczególny dla jednostki ale dla całego pokolenia. Ponadto z całej opowieści wyłania się smutna konkluzja, że gatunek ludzki niczego nie uczy się ze swojej historii. Niezależnie od wyznania czy narodowości mechanizmy okrucieństwa nie są zarezerwowane tylko dla jednej nacji i w zależności od okoliczności ofiary mogą się równie dobrze stać katami.

Jak na tym tle wypada polska produkcja również traktująca o konflikcie wojennym, w której znaczącą rolę odgrywają elementy dokumentalne i która również jest animacja i czy można je w ogóle porównywać?

Muszę przyznać, że pod względem artystycznym bardziej cenię film Folmana. Choć jest to produkcja starsza i pod względem technicznym mniej zaawansowana, to w filmie tym znajdziemy mnóstwo ikonicznych kadrów. Praktycznie w każdej sekwencji można znaleźć przepiękna sceny bądź ujęcia, które można by wyciąć z filmu i zaprezentować jako odrębne obrazy.

Świetnym uzupełnieniem formy wizualnej jest też muzyka, która zgrabnie łączy szlagiery z lat 80-tych, z piosenkami specjalnie skomponowanym do izraelskiej produkcji oraz współczesnym, nowoczesnym brzmieniem. Nie tylko ilustruje ona wydarzenia dziejące się na ekranie ale może też sama pełnić funkcję narracyjną.

Obraz Folmana to wciąż jednak film dokumentalny oparty na błyskotliwym pomyśle aby siedzących i opowiadających o swoich traumatycznych przeżyciach ludzi przedstawić w nieco bardziej dynamicznej formie, a jednocześnie ukazać coś czego nie da się opowiedzieć w sposób linearny. Ich opowieści i wspomnienia z wizualizować na wpół realnym na wpół fantasmagoryczny obrazem. Był to niewątpliwie kluczowy element, który sprawił, że o filmie stało się głośno i przebił się do mainstreamu. W przeciwnym wypadku zapewne zginąłby w zalewie wielu innych, ważnych ale mało przemawiających do wyobraźni mas, produkcji dokumentalnych.

Chcąc nie chcąc ten dokumentalny rodowód ma swoje wymierne konsekwencje. A jest nimi fakt, że produkcję Folmana ogląda się bez większych emocji… owszem z zainteresowaniem i atencją ale jednak bez specjalnego angażowania się w losy głównego bohatera. I pod tym względem polska koprodukcja wypada lepiej. Sensacyjna fabuła wywołuje większe zaangażowanie widza przez co film budzi więcej emocji podczas seansu. Łatwiej jest nam utożsamić się z “przygodami” naszego bohatera chociażby dlatego, że fabuła daje również więcej środków aby nasze zaangażowanie wzmocnić i nim sterować.

Po seansie Walca z Baszirem lepiej natomiast zrozumiałem dylematy twórców adaptacji książki Kapuścińskiego dotyczące tego, w jaki sposób rozłożyć akcenty między fabułą i dokumentem. I tym bardziej utwierdziło mnie to w przekonaniu, że dokonali oni słusznego wyboru stawiając jednak na lżejszą i bardziej dynamiczną formę fabuły.

Dlatego też choć na pozór oba filmy mają ze sobą wiele wspólnego, każdy z nich ma jednak nieco inne korzenia i cel który jego twórcy chcieli osiągnąć.

Z tego powodu trudno bezpośrednio porównywać oba te filmy, bo moim zdaniem konkurują one w nieco innych kategoriach. Niezależnie od tego oba z nich to produkcje z którymi zdecydowanie warto się zapoznać.

Pełna recenzja Jeszcze dzień życia

Poniższa ocena dotyczy filmu Walc z Baszirem

Moja subiektywna ocena: 8/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s