Film: Alita: Battle Angel (IMAX 3D)

Przyznam szczerze, że nie wiem do końca dlaczego postanowiłem wybrać się do kina na Alitę. Pierwsze recenzje rodzimych youtuberów nie były zbyt entuzjastyczne, a jednak coś mnie zaintrygowało w tej produkcji (pomimo przerażających oczu głównej bohaterki z trailera), że postanowiłem udać się do IMAXa na seans. I wiecie co, w trakcie projekcji bawiłem się znacznie lepiej niż na większości produkcji Marvela (choć zaznaczam, że fanem uniwersum nie jestem).

Wszystko chyba toczy się oczekiwań. Moje nie były zbyt duże choć nie powiem, że intrygował mnie efekt współpracy panów CameronRodriguez. Pierwszy znany ze spektakularnych wizualnie produkcji od których zbyt często wymaga się oryginalnych scenariuszy, drugi natomiast to miłośnik groteskowego i krwawego kina mający jednak doświadczenia także z kinem młodzieżowym (seria Mali agenci, której przyznam, że nie widziałem). Mariaż tych dwóch światów trudno było mi sobie wyobrazić szczególnie, że efektem końcowym miała być ekranizacja brutalnej mangi skierowana do nastolatków w kategorii PG-13…

Warto wspomnieć na początku, że „projekt Alita” to jedno z marzeń Camerona, które chciał zrealizować od wielu lat. Jego pierwsza zapowiedź miała miejsce jeszcze w 2003 roku. Jednak produkcja wielokrotnie była opóźniania. Wszystko to przez Avatara oraz jego kolejne (planowane) sequele. W końcu do wyreżyserowania filmu Cameron zaprosił Rodrigueza, który również jest fanem oryginalnej mangi (Gunnm) stanowiącej materiał źródłowy tej historii.

Zgodnie z oczekiwaniami fabuła nie porywa (wiadomo Cameron 😉 – choć tak naprawdę jest to bardziej kwestia materiału źródłowego). Zostajemy wrzuceni do uniwersum w przyszłości, które przeszło w pewnym momencie Upadek. Efektem tego zostało ostatnie podniebne miasto Zalem synonim raju i niedostępności, gdzie żyje elita, na którą pracuje położone u jego stóp Iron City. Miejsce, które łączą z Zalemem jedynie śmieci z niego trafiające. Iron City jawi się jak cyberpunkowe ale przedstawione w kolorowych barwach slumsy, a największym marzeniem wielokulturowej społeczności, która na co dzień musi walczyć (często dosłownie) o przetrwanie jest trafienie do mitycznego Zalemu.

I to właśnie na śmietnisku poznajemy naszą tytułowa bohaterka (a właściwie to jej głowę), którą znajduj doktor Ido (Christopher Waltz). Zdolny doktor trudniący się cybernetyką rekonstruuje naszą bohaterkę dodając jej ciało, ciało maszyny, która jak się okazuje posiada umysł nastolatki. Szybko okazuje się, że te niewinne stworzenie wcale takie niewinne nie jest.

Alita nie pamięta nic ze swojej przeszłości i z nieukrywaną radością odkrywa powoli nowy dla niej świat oraz reguły rządzące tym miastem-slumsem, gdzie codziennie trzeba walczyć o przetrwanie… Szybko również odkrywa swoją fascynację główną rozrywkę dla mas którą stanowi Motorball – brutalne zawody/reality show gdzie “sportowcy przyszłości” walczą o sławę a najlepsi mogą podobno trafić nawet do mitycznego Zalemu.

Jak powiedziałem fabuła nie jest zbyt oryginalna i przebiega według schematu coming of age movie (czyli filmów o dorastaniu) – choć trzeba przyznać że jest tam nico różnych wątków i powiązań między poszczególnymi bohaterami). Istotnym motywem takich filmów jest często wątek romansowy, którego tutaj też nie mogło zabraknąć. Nasza bohaterki szybko bowiem ulega nastoletniemu zauroczenie w młodym Hugo, pomocnikiem doktora, który również ma jednak swoje tajemnice.

Niestety jest to jeden ze słabszych wątków w całym filmie. Spotkałem się z opiniami, że wątek ten jest niepotrzebny… co nie jest prawdą, gdyż to z niego wynikają główne motywacje bohaterki, pchające fabułę do przodu. Inna sprawa, że mógłby być on poprowadzony zdecydowanie bardziej subtelnie, bo są ze dwie sceny, które są ewidentnie słabe – Rodriguez mistrzem subtelności i uczuć to jednak nie jest – i lepiej by było gdyby wyleciały z filmu. Natomiast same zafascynowanie naszej bohaterki młodym chłopakiem ma w sobie coś uroczego, jak fascynacja nastolatek członkami zespołów boys bandowych. Co generalnie wpisuje się w ogólny klimat filmu.

Skoro jesteśmy przy bohaterach to warto wspomnieć o aktorstwie, bo tutaj jest naprawdę bardzo dobrze. Show kradnie Alita, w którą wcieliła się nieznana mi Rosa Salazar i jest w tej roli naprawdę wyśmienita. Bardzo podobał mi się też Ed Skrein w roli charyzmatycznego, bezwzględnego i ironicznego łowcy Zapana.  Na dalszych planach mamy Jennifer Connelly oraz chyba nie do końca wykorzystanego Mahershala Ali. Christopher Waltz nie schodzi poniżej swojego poziom ale jak dla mnie nic nowego do swojego portfolio nie wnosi. No i na końcu mamy jeszcze jedną miłą niespodziankę aktorską…

Jednak najmocniejszą stroną filmu, dla którego tak naprawdę warto go zobaczyć, jest strona wizualna i sceny akcji. W końcu to Cameron! Jeżeli chodzi o sposób sfilmowania i napięcie towarzyszące nam podczas przeróżnych scen walk to mamy do czynienia z jednym z najlepszych filmów w XXI wieku. Jak dla mnie tuż za Mad Maxem: Fury Road. W sumie można nawet mieć nieco żal, że scen tych nie ma w filmie więcej. Zarówno sposób sfilmowania samych walk, a takżę poczucie w nich uczestnictwa są po prostu obłędne. Fakt, widać tu sporo inspiracji scenami z innych filmów Rodrigueza ale bynajmniej nie jest to zarzut, gdyż w tym cukierkowym świecie sprawdza się to zaskakująco… dobrze?. No właśnie film ma kategorie PG-13 co oznacza, że nie zobaczycie w nim krwi… nie oznacza to jednak, że film nie jest brutalny. Lubość Rodrigueza do miażdżenia, odcinania, wyrywania wnętrzności przejawia się niemal w każdej walce… tylko zamiast znanej Z od Zmierzchu do Świtu posoki mamy cybernetyczne wnętrzności.

Jeżeli nie nastawiacie się na jakieś arcydzieło, nie macie problemów z fabułą dla nastolatków i momentami nie najzręczniej poprowadzoną historią, natomiast macie ochotę na relaksujące, widowiskowe kino, gdzie starzy mistrzowie pokazują jak się wykorzystuje efekty specjalnie i kręci angażujące kino akcji to Alita sprawdzi się w tym zaskakująco dobrze.

Fakt, że film pozostawia otwarte zakończenie w sumie uważam za plus, bo z przyjemnością zobaczyłbym dalsze losy bohaterki w tym świeci. Polecam jako guilty pleasure nie tylko zmęczonych kolejnymi marvelami ale i miłośnikom japońszczyzny… bo przez wielu Alita uznawana jest za najbardziej mangowy amerykański blockbuster.

P.S. Nie wiem co się stało ale słynne “spooki” oczy głównej bohaterki z trailera filmu, w kinie nie są tak przerażające. Czy tuż przed premierą je zmniejszono czy po prostu w IMAXie wygląda to jak należy, fakt że w żadnym momencie seansu nie miałem z nimi problemu (a w trailerze, i owszem).

Moja subiektywna ocena: 7/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Jedna myśl na temat “Film: Alita: Battle Angel (IMAX 3D)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s