Film: Pewnego razu… w Hollywood (Once Upon a Time… in Hollywood)

Tarantino się starzeje. Tak chyba trzeba podsumować jego najnowszy, 9. film opowiadający o Hollywood na przełomie lat 60 i 70 XX wieku. Film, który przed premierą wzbudzał emocje, głównie przez wątek poświęcony jednemu z najtragiczniejszych wątków z życiorysu Romana Polańskiego, a mianowicie morderstwo jego, żony Sharon Tate przez sektę Charlesa Mansona… Sensacyjna otoczka to jednak tylko przykrywka, bo tak naprawdę to jedynie nostalgiczna podróż w świat kina i Hollywood z tamtego okresu…

Osią fabuły są dwie postacie. Rick Dalton grany przez Leonardo DiCaprio. Będący gwiazdą seriali telewizyjnych, który w pewnym momencie próbuje podbić wielki ekran z miernym skutkiem. Jego powrót na ekrany telewizyjne już nie jest tak spektakularny i wygląda, że jego karier powoli zmierza ku końcowi. Choć wciąż jeszcze jest rozpoznawalny i ma nawet dom w Hollywood obok najgorętszego nazwiska Hollywood… emigranta z Polski Romana Polańskiego (Rafał Zawierucha), który sprowadził się tam ze swoją młodą i piękną żoną Sharon Tate (Margot Robbie).

Jego wiernym przyjacielem jest jego dubler, kaskader Cliff Booth (Brad Pitt). Który jest tak zżyty ze swoim pracodawcą, że staje się jego szoferem, złotą rączką i najbliższym powiernikiem. Cliff to facet z przeszłością, który jednak wygląda na porządnego faceta czerpiącego radość ze swojego skromnego życia u boku telewizyjnej gwiazdy.

I to właśnie na postaciach Ricka i Cliffa skupia się reżyser pokazując ich zarówno razem jak i oddzielnie, a w między czasie dodając wiele nieznaczących scen dla fabuły, która ostatecznie zmierza ku wiadomemu końcowi.

Osobiście z kina nie wyszedłem specjalnie oczarowany bo całość wypada „tak sobie”, a powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Po pierwsze, tak naprawdę trudno powiedzieć o czym miał być ten film. Liczba wątków, które porusza reżyser jest spora ale tylko kilka z nich ma istotny wpływ dla fabuły. Stąd należy przyjąć, że tym razem nie o fabułę chodziło, a raczej klimat minionych lat, co na pewno może zaskoczyć wielu fanów reżysera.

Tarantino od zawsze w swoich filmach składa hołd kinu. Tym razem jest podobnie, z tym, że jest to hołd najbardziej dosłowny i przez to chyba najmniej ciekawy. W tej ponad 2,5 godzinnej produkcji mamy bowiem wiele scen, które same w sobie niewiele wnoszą oprócz możliwości pokazania smaczków i nawiązań do czasów o których opowiada.

Zapewne zdecydowana większość z nich jest nie do wyłapania przez zwykłego kinomana, bo co by nie mówić nawiązania tarantinowskie sięgają kina na tyle niszowego, że tylko nieliczni są w stanie znaleźć oryginalne inspiracji. Oczywiście troszkę łatwiej jest w przypadku postaci historycznych które pojawiają się w filmie. Nie mniej szczególnie pierwsza część filmu w wielu momentach przynudza nieśpieszną akcją i scenami w których niewiele się dzieje… co więcej brakuje tu też charakterystycznych tarantinowskich dialogów.

Reżyser miał chyba też za dużo pomysłów na ten film, bo żongluje nastrojami i konwencjami często… ale średnio sprawnie. Przez to brak w całej produkcji spójności, a zabieg zmieniający sposób narracji (choć można zrozumieć na analitycznym poziomie) nie do końca sprawdza się podczas seansu. Filmowi brakuje „flow” i przypomina bardziej zlepek scen i motywów niż spójną i wciągającą opowieść.

Jeżeli chodzi o aktorów to prym wiodą oczywiście dwie główne postaci. Zarówno DiCaprio, jak i Pitt są klasą samą w sobie. Co chyba nie jest specjalnym zaskoczeniem. Szkoda jednak, że reszta (często znamienitej) obsady raczej nie miała zbyt dużej możliwości wykazania się.

Nasz rodak grający Romana Polańskiego, Rafał Zawierucha, choć będzie mógł się chwalić wystąpieniem u słynnego reżysera, to niestety tą rólką trudno będzie mu kogoś przekonać o swoich możliwościach aktorskich (z jego ust w całym filmie słyszymy może 2 pełne zdania – w tym jedno do psa.) Szkoda również Margot Robbie, która została potraktowana wyłącznie jako ozdóbka. Widać ją bowiem na ekranie, ale oprócz eksponowania jej urody, do gry za dużo nie miała. Reszta znanych aktorów miała na tyle epizodyczne role, że można ich występy traktować niemal w kategorii cameo.

Warto natomiast wspomnieć młodą Julie Butters w roli Trudi i jej scenę z DiCaprio – niewielki ale na pewno jeden z ciekawszych momentów w filmie.

Czy to najgorszy film uznanego reżysera… myślę, że spokojnie może pretendować o to miano, choć oczywiście znajdzie się tam kilka momentów, gdzie wciąż czuć “starego, dobrego Tarantino”. Chodzi o kilka scen z dialogami (problem w tym, że jest ich tylko kilka, podczas gdy w poprzednich filmach praktycznie każdy dialog nadawał się do cytowania). No i dwie nieco bardziej krwawe sceny akcji.

Z punktu widzenia fanów kina tatrantinowskiego na pewno godna zapamiętania jest końcówka która przypomina pastisze, jakie reżyser tworzył razem ze swoim przyjacielem Robertem Rodriguezem. Z drugiej strony osobiście mam pewien problem z tą końcówką w kontekście wydarzeń historycznych. Chyba lepiej byłoby dla filmu gdyby jednak całość skupiła się na postaciach fikcyjnych. Wplątanie w główne wydarzenia rzeczywistej historii niewiele do niej dodaje, a pozostawia jednak lekki… jakby to określić… dysonans.

Pewnego razu… w Hollywood to kino z jednej strony zupełnie inne od tego do czego przyzwyczaił nas Tarantino na przestrzeni lat, a z drugiej jednak poruszające się w tematyce fascynacji artysty. I choć mnie ten film niespecjalnie przypadł do gustu, za kilka lat znajdą się zapewne tacy krytycy, którzy stwierdzą, że to jeden z najbardziej niedocenionych filmów w dorobku reżysera.

Moja subiektywna ocena: 6/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Jedna myśl na temat “Film: Pewnego razu… w Hollywood (Once Upon a Time… in Hollywood)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s