Historie zdjęć których nie zrobiłem

Na moim blogu często macie okazję oglądać fotografie, które zrobiłem podczas swoich podróży bądź wydarzeń w których uczestniczyłem. Jednak czasami znacznie ciekawsze historie kryją się za zdjęciami, które… nie powstały.

Powodów nie zrobienia zdjęcia może być wiele, a poniżej znajdziecie kilka opowieści o tym dlaczego pewnych zdjęć nie zrobiłem i czy z perspektywy czasu jest czego żałować.

DSC05559
Fotka zrobiona w trakcie Japan Tag w Dusseldorfie

„Marsjańska” kopalnia na Kubie 

Jednym z najbardziej oczywistych powodów dla których zdjęcie nie powstaje są zakazy prawne. W różnych krajach wiele obiektów, szczególnie o charakterze militarnym lub uznawanych za strategiczne, obostrzone jest bezwzględnym zakazem fotografowania. Do całkiem niedawna w Polsce nie można było fotografować np. dworców (scheda po czasach PRL). Dopiero były Minister Obrony Narodowej Radosław Sikorski zniósł ten zakaz. Zrobił to zapewne dlatego, że sam był fotografem, stąd pewnie doskonale rozumiał absurd takich przepisów w dzisiejszej Polsce. Swoją drogą pewnie niewielu z Was wie, że zanim jeszcze „Radek” został politykiem jedno z jego zdjęć wygrało nagrodę w prestiżowym konkursie fotografii reportażowej World Press Photo.)

DSC01363
Te zdjęcia Dworca Głównego we Wrocławiu nie mogłyby powstać jeszcze kilkanaście lat temu.

DSC01340

Jednym z krajów socjalistycznych wciąż pozostaje Kuba. Dlatego istnieje tam sporo obiektów strategicznych z zakazem fotografowania, a jednym z nich jest kopalnia niklu znajdująca się w prowincji Holguin.

Trasa naszej wycieczki Buenos Dias Cuba przebiegała przez tę prowincję i tak się złożyło, że przejeżdżaliśmy w okolicach rzeczonej kopalni. Zanim jednak zbliżyliśmy się do tego terenu przewodniczka kategorycznie zakazała wyjmowania aparatów i kamer, gdyż jest to obszar strategiczny i nie wolno tam wykonywać żadnych zdjęć. Zdarzyło się już, że autokar został zatrzymany, bo któryś ze strażników zauważył osobę fotografującą przez szybę. Skończyło się to przerwą w podróży, długimi tłumaczeniami i nieprzyjemnościami dla lokalnego kierowcy…

Zresztą u nas w grupie również znalazł się “typ niepokorny”, który nieskrępowanie, z samego przodu autobusy, zaczął filmować przejazd. Szybko został jednak spacyfikowany przez grupę.

DSC03879
Te zdjęcia zostały zrobione tuż przed strefą, która była objęta zakazem. Jak widać gdyby nie drzewa krajobraz iście marsjański.

DSC03878

Z ciekawostek dotyczących zakazów fotografowania na Kubie nie można tam również fotografować policjantów ani służb mundurowych… o czym dowiedziałem się dopiero po powrocie do Polski. Oczywiście w swojej błogiej nieświadomości zdjęcie policjanta zrobiłem już podczas swojego pierwszego spaceru, zaraz po przyjeździe do Hawany.

DSC00643

Czy żałuję niewykonania zdjęcia okolic kopalni? Choć widoki wokół były iście marsjańskie to nie czuję, że coś straciłem przez to, że nie zrobiłem wówczas zdjęcia. Generalnie z prawem (najczęściej) się nie dyskutuje i bezpieczniej jest zastosować się do zakazów, gdyż nigdy nie wiadomo jakie mogą ich konsekwencje (szczególnie w obcym, totalitarnym kraju – o czym tragicznie przekonał się pewien amerykański student na wycieczce do Korei Północnej).

Mea Shearim (Jerozolima / Izrael)

Mea Shearim to ortodoksyjna dzielnica żydowska w Jerozolimie. W teorii jest to teren jak najbardziej ogólnodostępny, aczkolwiek wkraczając tam już na wstępie można poczuć się nieswojo widząc tak miłe przywitanie lokalnej społeczności.

DSC04356
Ogromny plakat „witający turystów” na którym: „Do kobiet i dziewczyn, które przechodzą przez nasze sąsiedztwo. Błagamy Was z całego serca. Prosimy nie przechodzić przez nasze sąsiedztwo w nieskromnych strojach.”

Ponieważ hostel w którym nocowaliśmy w Jerozolimie położony był o przysłowiowy „rzut beretem” od tej dzielnicy, jej zwiedzanie zostawiliśmy sobie na nasz ostatni dzień pobytu w Jerozolimie, tuż przed wyruszeniem do zdecydowanie bardziej nowoczesnego Tel Avivu. Choć słyszeliśmy, że po „dzielnicy ortodoksów” można spokojnie spacerować (zachowując odpowiedni strój i powagę) woleliśmy nie iść tam w Szabas (dzień święty w judaizmie), bo chodzą słuchy, że można wówczas nawet zostać obrzuconymi kamykami. Minimalizując więc wzbudzanie negatywnych emocji wśród lokalnej społeczności poszliśmy we wtorkowe przedpołudnie.

DSC04358
Jedna z „głównych” ulic Mea Shearim

Ulice były dosyć puste, jednak i tak czuliśmy się odrobinę nieswojo. Dzielnica jest dosyć stara kusi więc wąskimi uliczkami… w którą zdecydowałem się wejść. Tutaj jednak natrafiliśmy na starszą „strażniczkę”, która sprzątała przed swoim domem. Łamaną angielszczyzną przyczepiła się do KaTe o jej strój. Nie, KaTe nie była niestosownie ubrana (przynajmniej jak na Europejskie standardy). Nie nosiła mini, nie miała też odkrytych ramion. Problemem okazały się spodnie oraz brak chusty na głowie (w sumie to nie jest kraj arabski, więc nie było powodu aby zasłaniać włosy). W każdym razie ortodoksyjna babcia kazała nam “jechać do Tel Avivu”. Co w sumie posłusznie uczyniliśmy… 😉

DSC04363
Tak wygląda młoda mieszkanka Mea Shearim…
DSC05202
A tak Tel Avivu 😉

Nasza bohaterka była tak zaaferowana strofowaniem mojej żony, że spokojnie mógłbym zrobić zdjęcie tej całej (nieco groteskowej) sytuacji ale jakoś o tym nie pomyślałem choć aparat cały czas miałem na szyi.

I tutaj muszę szczerze przyznać, że żałuję, że nie uwieczniłem tej interesującej sceny.

O ludzkiej godności – (Dusseldorf / Niemcy)

Kolejna opowiastka dzieje się w “cywilizowanej” Europie. A konkretnie w Niemczech i stolicy Nadrenii Północnej-Westfalii – Dusseldorfie, a jeszcze bardziej szczegółowo w najbardziej turystycznej części miasta, gdzie znajduje się “najdłuższy bar na świecie”. “Najdłuższy bar na świecie” to nazwa nadana części starego miasta Altstadt, w której odwiedzający i mieszkańcy mogą wybierać między 300 barami i dyskotekami w promieniu pół mili kwadratowej. Oczywiście głównym trunkiem, który się tu spożywa jest piwo, a piwo jak wiadomo jest moczopędne. Choć nie podejrzewałbym pobliskich barów o brak odpowiedniej infrastruktury to pewnego letniego dnia byliśmy świadkami scenki, gdzie już mocno podchmielony jegomości na ulicy będącej środkiem tego najdłuższego baru w centrum miasta załatwił swoją potrzebę fizjologiczną. Ot, tak bo czemu nie…

DSC04472
„Najdłuższy bar świata”

DSC01309

Choć scenka była „rodzajowa” to zdjęcia nie zrobiłem, bo są pewne granice których w „fotografii ulicznej” chyba nie warto przekraczać.

Uchodźca w Betlejem (Autonomia Palestyńska)

Tym razem o nieco bardziej niebezpiecznej części świata. Betlejem znajdujące się w Autonomii Palestyńskiej tuż obok słynnego muru wybudowanego przez Izrael. Szukając prac słynnego artysty street artowego Banksy’ego postanowiliśmy zboczyć nieco z głównej trasy i zagłębić się w lokalne uliczki z intrygującym, lokalnym graffiti.

DSC03110
Taki oto napis powitał nas gdy wałęsaliśmy się w okolicach muru w Betlejem.

Tak oto minęliśmy m.in napis Welcome to Aida Camp. Niespecjalnie wzruszony tym tekstem ruszyłem szlakiem murów i znajdujących się na nich murali. W pewnym momencie odwróciłem się szukając KaTe, która została nieco z tyłu (myślałem, że robi zdjęcia graffiti w swoim tempie) ale zauważyłem, że tuż obok niej szedł mężczyzna, który próbował ją zagadać. Szybkim krokiem ruszyłem w ich kierunku zobaczyć co się dzieje.

Okazało się, że ów mężczyzna chciał nawiązać rozmowę aby zaprosić ją/nas na herbatę do swojego domu. Jak się okazało był to mieszkaniec pobliskiego obozu dla palestyńskich uchodźców Aida Camp. Podziękowałem za propozycję wykręcając się brakiem czasu i szedłem dalej. Gdy ów jegomość stanowczo stwierdził, że to niegrzecznie rozmawiać idąc, zatrzymałem się i przeprosiłem. Tym razem jednak to ja, jeszcze raz grzecznie acz stanowczo podziękowałem za to propozycję. Gdy stwierdził, że nie uda się mu zaprosić nas do swojego domu przeszedł do rzeczy i poprosił o wsparcie finansowe. Ponownie grzecznie ale stanowczo odmówiłem. Dalszej dyskusji już nie było, a my powoli postanowiliśmy wrócić na główny szlak prowadzący w kierunku muru. Trochę szkoda, bo kilka ciekawych murali musieliśmy sobie odpuścić.

W okolicach muru rozmawialiśmy z innymi lokalnymi mieszkańcami, którzy przestrzegali nas przed zaproszeniami do domów znajdujących się na terenie obozu uchodźców.

DSC03190
Tutaj już słynny mur i równie słynne aniołki Banksiego

Nie zrobienia zdjęcia mężczyzny idącego obok KaTe, żałuję, bo spokojnie mogłem je wykonać w momencie gdy go zobaczyłem ale znowu nie fotografia była mi w tym momencie w głowie.

XXI wieczny bezdomny (Warszawa  / Polska)

Tym razem historia z bardziej lokalnego podwórka. Otóż nasza stolica… Warszawa, jedna z bocznych uliczek Nowego Świata. A tam bezdomny siedzący na ławce… to co jednak przykuło moją uwagę to fakt, że posiadał on smartfona podłączonego do powerbanka. Nie wiem cóż na tym smartfonie robił, ale scenka ta była na tyle intrygująca, że przypomniała mi się pewna anegdota, którą słyszeliśmy w trakcie naszej wycieczki do Chin (patrz Cesarskie Chiny).

A6E00056

Otóż bohater tej opowieści został zaproszony na kolację do domu jednego ze swoich chińskich współpracowników. W trakcie kolacji żona gospodarza zadała mu pytanie jak podobają mu się Chiny. Odpowiedział, że bardzo tylko dużo tutaj bezdomnych… po tym stwierdzeniu atmosfera wieczoru zdecydowanie się popsuła.

Nasz bohater nie bardzo wiedział co się stało. Dlatego następnego dnia zapytał o to kolegę z pracy. W odpowiedzi usłyszał, że jego żona mocno się oburzyła tym co usłyszała, bo w takim kraju jak Chiny przecież nie ma bezdomnych, a Ci ludzie którzy wyglądają jak bezdomni tak naprawdę mają tylko takie hobby. Wieczorem po prostu przebierają się ze swoich łachmanów w garnitury i wracają do swoich domów i rodzin.

I właśnie z takim typem bezdomnego-hobbysty skojarzył mi się ten pan używający smartfona podpiętego do powerbanka.

Fotki nie zrobiłem, bo robienie fotografii ludziom bezdomnym jest również dosyć kontrowersyjne w fotografii ulicznej (choć powody tego są różne od “żerowaniu na cudzym nieszczęściu” po “zbyt prosty cel do fotografowania”). Myślę jednak, że akurat to zdjęcie dałoby się wybronić, bo prezentowałoby interesujący kontrast między stereotypami, a rzeczywistością w XXI wieku.

W poszukiwaniu street artu (Lizbona / Portugalia)

Ostatnia historyjka będzie z happy endem, bo tym razem kilka fotografii powstało ale były to chyba najbardziej stresujące zdjęcia jakie w życiu zrobiłem. Miejsce akcji to stolica Portugalii Lizbona w okolicach Parku Narodów (Parque das Nacoes), terenu gdzie kiedyś odbywały się targi Expo 98′. Niestety lata świetności ta okolica ma już za sobą. Niszczejące pawilony i dużo wolnej, zarośniętej przestrzeni ze znajdującymi się po drugiej strony ulicy zrujnowanymi zabudowaniami.

DSC01151

Tak się złożyło, że w trakcie pobytu w Lizbonie spotkaliśmy się z mieszkającymi tam od jakiegoś czasu znajomymi. Jako, że Jola i Piotr wiedzieli, że interesujemy się street artem to postanowili podzielić się z nami informacjami gdzie znaleźć kilka prac słynnego, portugalskiego artysty znanego jako Bordalo II, który tworzy interesujące instalacje ze śmieci znalezionych w przestrzeni miejskiej, najczęściej w postaci asamblaży zwierząt.

Jola postanowiła nawet zaprowadzić nas w okoliczne, zrujnowane budynki, gdzie można było znaleźć kilka z jego pracy.

DSC01165
Okolica gdzie mieliśmy szukać street artu wyglądała mniej więcej tak.

DSC01173

Gdy już zbliżyliśmy się do tego nieco odludnego miejsca, w pewnym momencie nasza przewodniczka powiedziała, że… przydałby się nam jakiś plan ewakuacyjny… Gdy zaskoczeni spytaliśmy się o co chodzi? Jola ze spokojem stwierdziła, że możemy trafić tam na narkomanów lub bezdomnych i musimy opracować opcję ucieczki….  Przyznam, że w tym momencie nogi mi się ugięły i opcja “szybkiej” ucieczki raczej nie wchodziła w grę…

DSC01149
Opuszczone hale to rzeczywiście świetne miejsce dla bezdomnych i/lub narkomanów.

Z sercem na ramieniu zaczęliśmy więc zbliżać się do kompleksu opuszczonych budynku, nerwowo rozglądając się we wszystkie strony… dotarliśmy w końcu do dzieł Bordalo. W pośpiechu zrobiliśmy kilka fotek i w trymiga ewakuowaliśmy się z tego obszaru… Na szczęście na nikogo akurat tam nie natrafiliśmy… Ostatecznie znaleźliśmy, aż trzy prace które możecie zobaczyć poniżej… ale muszę przyznać, że strachu to najedliśmy się co niemiara.

DSC01164
Bordalo II

DSC01155

DSC01159

Jak widać z tym (nie) robieniem zdjęć różnie bywa. Czasami są sytuacje kiedy żałujemy niewykonania fotografii, innym razem warto odłożyć aparat i świadomie odpuścić sobie zrobienie zdjęcia.

A Wy macie jakieś podobne historie ze zdjęciami, które nie powstały?

Pełna galeria (27 zdjęć)

Jedna myśl na temat “Historie zdjęć których nie zrobiłem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s