Film: Parasite (Gi-saeng-chung)

Parasite to film który świetnie się ogląda i jest niewątpliwie ciekawym komentarzem na tematy procesów społecznych, które aktualnie są widoczne w wielu miejscach na świecie. Jednak czy na pewno jest to film na tyle wybitny, jak oceniają go krytycy, aby być najlepszą produkcją tego roku…. osobiście mam pewne wątpliwości.

Na samym początku filmu możemy wysłuchać prośbę reżysera Joon-ho Bong, do widzów o nie spojlowanie filmu dla tych, którzy go jeszcze nie widzieli. Zabieg ten wydaje mi się nie do końca potrzebny gdyż sama fabuła nie jest aż tak zaskakująca aby nie móc przewidzieć co się ostatecznie wydarzy (choć po drodze ma kilka niespodzianek), a znajomość zakończenia wbrew pozorom nie rujnuje seansu jak w przypadku wielu innych filmów jak choćby Fight Club czy Szósty zmysł. Osobiście widzę dwa powodu dla którego reżyser postanowił ją jednak zamieścić w filmie.

Pierwszy to fakt, że to, co dzieje na poziomie fabularnym, tak naprawdę nie jest ważne i kluczowe z punktu widzenia tego, co reżyser chciał nam powiedzieć. Naprawdę istotny jest zbiór drobnych zdarzeń, które doprowadzają do tej ostatniej sekwencji i właśnie to chciał podkreślić reżyser.

Moja druga teoria jest już nieco bardziej… spiskowa. Otóż reżyser chciał rozbroić recenzentów poprzez niemożność dogłębnej analizy filmu. I choć nie daje sobie niczego uciąć, że było to jego prawdziwym celem to wydaje się, że zabieg ten przyniósł właśnie taki efekt. Po seansie postanowiłem trochę poczytać i pooglądać różnych recenzji i nie znalazłem analizy tego filmu rozbitej na czynniki pierwsze… Stąd zapewnienia o misternej konstrukcji całości jaką zachwycają się wszyscy krytycy oraz tego jak wiele ten film chce przekazać jest dla mnie mało przekonujące.

Zacznijmy jednak od początku czyli od fabuły, która zresztą została dosyć mocno nakreślona w trailerze. Już w pierwszej scenie filmu poznajemy biedną, koreańską rodzinę naszych protagonistów, którzy właśnie stracili dostęp do internetu, bo… sąsiadka zmieniła hasło do wi-fi. Mieszkająca w suterenie czteroosobowa familia w skład której wchodził ojciec były taksówkarz, matka była utytułowana sportsmenka oraz dwójka dorosłych dzieci, aktualnie pozostają bez stałej pracy. Na życie zarabiają doraźnymi zajęciami jak choćby składaniem pudełek na pizzę. Ich nieciekawa sytuacja materialna nieoczekiwanie może się jednak zmienić, kiedy to do najmłodszego członka rodziny przychodzi jego znajomy oferując mu załatwienie posady nauczyciela angielskiego w bogatym domu państwa Park. Wymaga to oczywiście drobnych kłamstw dotyczących CV naszego bohatera, no ale czego się nie robi gdy człowiek jest przyciśnięty ekonomicznie do muru.

Cała akcja się udaje. “Kevin” bo tak zostaje ochrzczony przez nową pracodawczynię, dostaje wymarzoną pracę, a jednocześnie dzięki swojemu sprytowi od razu daje się polubić, przez nieco naiwną, nowobogacką panią domu oraz jej nastoletnią córkę. Jednocześnie widzi on możliwość w zapewnieniu pracy także innym członkom swojej rodziny (nie wspominając oczywiście pracodawcom, że są w jakiś sposób spokrewnieni). Dzięki oszustwom i sprytnym fortelom w końcu im się to udaje… Ich sytuacja materialna zdecydowanie się polepsza i wszystko wydaje się zmierzać do szczęśliwego dla biednej rodziny happy endu… czy jednak aby na pewno, czy kłamstwa i oszustwa nie mają przysłowiowych krótkich nóg, no i czy w życiu najważniejsze są tylko kwestie materialne?

Jak wspomniałem tyle mniej więcej możecie zobaczyć w trailerze filmu, który z początku, może się zdawać zdradza zbyt wiele. Jak się jednak okazuje jest to preludium do właściwych wydarzeń. Film dostarcza nam bowiem sporo nieoczekiwanych twistów oraz zmian konwencji.

I w tym momencie słuchając reżysera właściwie powinienem przerwać recenzję… dlatego też skupię się na konfrontacji swoich wrażeń z opiniami krytyków, które moim zdaniem są zdecydowanie zbyt entuzjastyczne, a własną interpretację filmu zawierającą drobne spoilery zostawię na koniec tego wpisu.

Jednym z kluczowych argumentów przewijających się w pochlebnych recenzjach jest fakt jakim wspaniałym miksem gatunkowym jest ta produkcja. Jest to oczywiście jak najbardziej prawdziwe stwierdzenie gdyż znajdziemy tu i kryminał, i dramat społeczny, komedię, satyrę po thriller czy nawet elementy horroru. Nie jest to jednak nic nadzwyczajnego w kinie azjatyckim, a szczególnie południowokoreańskim. W ostatnich latach miałem okazję oglądać kilka interesujących filmów z tego kraju i powiedziałbym, że jest to styl tamtejszej kinematografii (np. świetny film Rok 1987 w reżyserii Joon-Hwan Jang który jedzie jeszcze bardziej po bandzie jeżeli chodzi o żonglerkę gatunkową) czy choćby specyficzny horror Lament. Stąd o ile u publiczności nie zaznajomionej z produkcjami z tamtego regionu może być to zaskakujące, to od krytyków oczekiwałbym zdecydowanie szerszych horyzontów i większej wiedzy na temat kinematografii światowej – przynajmniej na tyle, by ich taka mieszanina gatunkowa nie zaskakiwała.

Drugim kluczowym argumentem przejawiającym się wśród recenzji krytyków to jego forma i  przystępność. I trudno się z tym nie zgodzić. Mnie również film się podobał, jest bardzo dobrze nakręcony, sceny są przemyślane, a obraz i dźwięk potęgują przekaz fabularny (pokazanie rodziny ubogiej w znajdującej się poniżej poziomu ulicy domu w kontraście do położonego na górce nowoczesnego domu rodziny Park czy symboliczne przedstawienie wody jako żywiołu, który jest nie do ogarnięcia przez biednych a w pełni kontrolowany przez bogatych – czego symbolem jest np. lodówka pełna wody – to tylko nieliczne przykłady). Film pochłania się z zainteresowaniem i jest on przystępny pomimo tego, że jest to film “o czymś”.

Jednak po tej liczbie peanów, którą obdarowywana została ta produkcja przez krytyków oczekiwałem bardziej wielowymiarowego obrazu poruszającego więcej tematów i niuansów charakterologicznych poszczególnych postaci.

Główny temat filmu stanowi bowiem komentarz społeczny do tego, co aktualnie możemy obserwować w wielu krajach na świecie. Gdzie sfrustrowany „suweren” zaczyna brać sprawy w swoje ręce burząc pewne prawa stojące u podstaw liberalnej demokracji w państwach tzw. “zachodu” (w cudzysłowie, gdyż jak widać akcja dzieje się jak najbardziej we wschodnich rejonach świata – globalizacja). Nie jest to jednak przedstawione w tak wielowymiarowy sposób jak można by oczekiwać po “najlepszym filmie roku”.

Parasite to produkcja przyjemna w odbiorze i jednocześnie dająca do myślenia… ale czy to aż tak wielki ewenement w kinie w 2019 roku?

Owszem można zakładać, że przystępność tej produkcji, skłoni do obejrzenia jej przez ludzi, którzy normalnie nie chodzą do kina na „egzotyczne filmy”. I co istotne film ten przeciętnemu widzowi prawdopodobnie się spodoba. Problem jest tylko taki, że widz taki może nie dostrzec prawdziwej tematyki filmu, a skupi się na jej sensacyjno-komediowej otoczce przez co produkcja nie do końca spełni swoje zadanie.

Jeżeli Parasite okaże się najlepszym filmem roku… oznacza to tylko, że nie był to wybitny rok w dziejach kinematografii.

Moja subiektywna ocena: 7/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

P.S Jeżeli po Parasite naszła Was ochota na więcej kina koreańskiego to polecam nieco mniej widowiskowy ale za to znacznie bardziej wielowątkowy film innego uznanego koreańskiego reżysera Kim Ki-DukaW Sieci – opowiadający o tragedii jednostki uwikłanej między dwoma systemami politycznymi.

UWAGA TEN FRAGMENT ZAWIERA INTERPRETACJE ORAZ SPOILERY dlatego jeżeli nie oglądaliście jeszcze Parasite sugeruje go pominąć i wrócić do niego po seansie. 

Wspomniałem już, że clue całej produkcji jest ukazanie relacji między klasą niższą (tytułowymi pasożytami), a klasą wyższą w społeczeństwach “zachodnich”. Nie jest to jednak klasyczna „walka klas”, gdyż każda ze stron przedstawiona jest tutaj w raczej pozytywny sposób (a na pewno wzbudzający sympatię). Nieidealny ale na pewno nie negatywny. Tragedia do której dochodzi w finale nie jest też związana z nienawiścią jednej grupy społecznej do drugiej ale skutkiem pewnych procesów i bariery pomiędzy nimi wynikającej z mentalności każdej z nich. Efektem eskalacji jest nawarstwienie się drobnych incydentów za które odpowiedzialna jest klasa średnia traktując z wyższością biedny element społeczeństwa. Pomimo poprawy ekonomicznego bytu biednej rodziny dzięki “pasożytnictwie” na nieco naiwnych przedstawicielach klasy średniej, reżyser diagnozuje, że duma i elementarna potrzeba szacunku dla drugiego człowieka są istotniejsze niż ekonomiczne wyznaczniki racji bytu.

Dlatego znacznie lepszym określeniem tematyki tego filmu niż „walka klas” jest „komentarz społeczny” do otaczającej nas rzeczywistości tłumaczący procesy, które możemy obserwować w wielu społeczeństwach (Trump, Brexit, „suweren”).

Drugim nieco mniej wyeksponowanym tematem jest wątek rodziny. Tak naprawdę obie rodziny zarówno ta z klasy niższej i wyższej oparte są na klasycznym modelu: rodzice i dwójka dzieci odmiennych płci. Jednak widzowi wydaje się, że model biednej rodziny ma w sobie więcej miłości, podczas gdy relacje w klasie średniej są dużo chłodniejsze (choć moim zdaniem jest to raczej różnica w formie okazywanie uczuć). Być może wynika to z faktu, że bieda ekonomiczne bardziej integruje… gdyż kiedy wszystko zawodzi oparcie mogą dać nam tylko najbliżsi.

Czy są jeszcze jakieś inne tematy, które porusza ten film? No właśnie ja ich nie widzę. A oczekiwałbym jednak czegoś więcej. Być może brakuje mi nieco kontekstu koreańskiego (jakieś aluzje do sytuacji w kraju lub na froncie północ-południe – z ciekawostek podobno aktorka grająca pierwszą służącą jest łudząco podobna do prezenterki z publicznej telewizji Korei Północnej i znajdziemy w filmie scenę do tego nawiązującą). Brakuje mi też wyjaśnienia sytuacji „człowieka z bunkra”, który wydaje się pochodzić z tej samej klasy to nasza pasożytnicza rodzina i pewnej analogii do głównych bohaterów.

Osobiście widzę natomiast duży plus w epilogu. Reżyser nie tylko bowiem diagnozuje problem aktualnych populistycznych “przewrotów” w społeczeństwach zachodnich ale daje też pewną wskazówkę jak ich uniknąć. Otóż młody bohater pragnąc ponownie zobaczyć swojego ojca postanawia wkroczyć na ścieżkę kariery. Z osoby biernej, pochodzącej z nizin społecznych postanawia włożyć wysiłek aby awansować do klasy średniej. Chce to osiągnąć ucząc się i zdobywając majątek. Bogacenie się jest jednak środkiem do wyższego celu, a nie jego ostatecznym celem. Paradoksalnie więc przedstawiona w filmie jako bezideowa i bezcelowa aktualna klasa średnia, która skupia się na posiadaniu, może zostać zastąpiona przez ludzi z “plebsu”.

Problemem jaki sygnalizuje reżyser to to, że ludzie z aktualnej biedoty nie są w stanie sami zdobyć się na chęć podjęcia wysiłku awansu społecznego, potrzebują do tego jakiejś zewnętrznej motywacji – większego celu. Reżyser optymistycznie zakłada, że można zmobilizować ludzi do większego wysiłku nadając ich życiu cel większy niż zwykłe przetrwanie.

Ten optymizm reżysera zakład, że ludzie ci znajdą sobie taki cel sami… alternatywny i bardziej prawdopodobny scenariusz jest jednak taki, że zaczną im go wymyślać politycy… stawiając na przykład na tendencje nacjonalistyczne… ale tego wątku reżyser już nie porusza…

Swoją drogą interesujące było by zobaczenie kontynuacji tej produkcji i sprawdzanie jak to by wyglądało gdyby nasz młody bohater swoje cele zrealizował… i czy przypadkiem historia nie zatoczyłaby koła…

Jedna myśl na temat “Film: Parasite (Gi-saeng-chung)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s