Film: Le Mans ’66 (Ford v Ferrari)

Le Mans ’66 to historia nie tyle rywalizacji między dwoma znanymi firmami samochodowymi jak mógłby sugerować oryginalny tytuł (Ford v Ferrari) co opowieść o konflikcie między pasją dotyczącą tworzenia samochodów a biznesem z nim związanym.

Na początku lat 60-tych w związku z coraz mniejszymi zyskami generowanymi przez Forda jego zarząd postanowił poszukać pomysłu na to aby dotrzeć do nowych klientów. Lee Iacocca (Jon Bernthal), wiceprezydent firmy, zaproponował Henremu Fordowi II aby zakupił Ferrari, kultową ale borykającą się z problemami finansowymi markę rozgrzewającą do czerwoności wszystkich fanów motoryzacji, ale nie tylko. Produkowała ona nie tylko fantastycznie wyglądające wozy ale też perfekcyjnie techniczne, czego dowodem była ich dominacja w ekstremalnym 24 godzinnym wyścigu Le Mans.

Negocjacje kończą się jednak fiaskiem, a rozwścieczony Henry Ford II bierze sobie za punkt honoru zbudowanie samochodu, który pokona Ferrari w słynnym wyścigu. Zadanie nie jest proste, gdyż amerykańska korporacja nie ma doświadczenia w produkcji tego typu pojazdów. Co więcej, firmą rządzą księgowi i marketingowcy, których głównym celem jest wygenerowanie jak największego zysku, a nie stworzenia maszyny za którą stoi pasja… a tylko taki nieszablonowy wóz może stawać w szranki do ekstremalnej rywalizacji na torze Le Mans.

Oczywiście Ford zdaje sobie sprawę, że do tego projektu, na który nie zamierza szczędzić środków, musi zatrudnić najlepszych z najlepszych. Takim pierwszym wyborem jest Carroll Shelby (Matt Damon), były kierowca rajdowy, który wygrał Le Mans za kierownicą w 1959r. Niestety ze względu na problemy zdrowotne musiał porzucić aktywne ściganie i zaczął prowadzić własną firmę w której m.in przerabiał samochody. Jedną z jego konstrukcji była AC Cobra, która zyskała sobie sławę w amerykańskim światku wyścigowym.

Shelby zgodził się na współpracę przy nowy projekcie dla Forda ale doskonale zdawał sobie sprawę, że dla ostatecznego sukcesu tego przedsięwzięcia, oprócz konstruktorów, równie ważni byli kierowcy. I tutaj Shelby skontaktował się z dawnym znajomym – Kenem Milesem (Christian Bale) – niepokornym i szalonym kierowcą oraz równie uzdolnionym inżynierem, który opracowywał własne samochody bazujące na dostępnych komponentach. (Z ciekawostek poza filmowych Miles wygrał m.in. wyścig w którym debiutował jako kierowca rajdowy James Dean – tak ten aktor! – który zajął wówczas 3 miejsce).

Shelbiego łączyły przyjacielskie relacje z Milesem jednak podpadł on kierownikom projektu Forda. W trakcie seansu obserwujemy więc z jednej strony walkę z czasem i kolejnymi problemami powstającymi przy dopracowaniu wyścigowego prototypu samochodu (nazwanego GT40), a także konflikt między korporacyjnym podejściem kierowników projektu, a niepokornym i pełnym pasji zespołem technicznym, którego główny trzon stanowili Shelby i jego zaufany przyjaciel Miles.

Trzeba przyznać, że film dobrze się ogląda, a ponad 2,5 godzinny seans mija niemalże niepostrzeżenie. Miłośnicy czterech kółek będą mogli pooglądać na ekranie kilka klasycznych samochodów, a także dynamiczne wyścigi, których kulminacją będzie ten na torze w Le Mans. Nie obejdzie się bez polityki korporacyjnej i problemów rodzinnych. W sumie więc… dosyć standardowo jak na Hollywood.

Pod względem technicznym nic filmowi nie da się mu zarzucić, a i aktorsko też jest dobrze, a na pierwszy plan wysuwa się świetny Bale (w roli Milesa).

Jak wspomniałem na początku zawieść się mogą Ci którzy nastawili się rzeczywiście na obserwowanie walki dwóch firm samochodowych o odmiennej filozofii działania. Film opowiada bowiem historię wyłącznie z perspektywy Forda. Nie zobaczymy więc szalonego wyścigu konstruktorów po obu stronach barykady i tego jak sobie radzą z rozwiązywaniem problemów technologicznych.

Największym minusem filmu jest jednak brak rywalizacji między silnymi charakterami (film opiera się raczej na konflikcie marketing vs pasjonaci). Sprawia to, że brakuje mu nieco głębszych emocji na poziomie psychologicznym, tak istotnych gdy opowiada się o pasji i perfekcjonizmie co można było zobaczyć w pamiętnym Wyścigu (Rush). Tam konflikt między wybitnymi kierowcami Formuły 1 i ich odmiennymi charakterami rzeczywiście angażował i sprawiał, że mieliśmy do czynienia z wciągającą produkcją angażującą na nieco głębszym poziomie.

Le Mans’66 to takie ciepłe, hollywodzkie kluchy, które co prawda przyjemnie się ogląda i z seansu pewnie wyjdziecie zadowoleni (oprócz całkiem wartkiej akcji, oddania klimatu lat 60-tych oraz ciekawie nakręconych wyścigów, znajdziecie tam sporo scen komediowych) ale nie wzbudza aż takich emocji jak można by oczekiwać po oryginalnym tytule, no i stawce o jaką toczy się gra.

Moja subiektywna ocena: 7+/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s