Serial: Wiedźmin (The Witcher)

Przyznam, że netflixowy Wiedźmin wzbudzał moją ciekawość do… momentu obejrzenia pierwszego zwiastuna, który całkowicie odebrał mi chęć na oglądanie tego serialu. Głównym tego powodem był generyczna muzyka użyta w mało przekonującym trailerze. Ostatecznie jednak po zakupie abonamentu Netflixa i obejrzeniu kilkunastu seriali, które pomimo ogromnego hype’u w wielu przypadkach mnie nie zachwyciły postanowiłem dać mu szansę… i wiecie co, przyjemnie się zaskoczyłem.

Na początku warto nadać nieco kontekstu. Nie czytałem żadnej książki o Wiedźminie, natomiast ostatnio udało mi się ukończyć trzecią część gry z wszystkimi dodatkami. Gra był fantastyczna głównie przez świetne questy, dialogi i kreację “żywego” świata, który na dodatek świetnie promował słowiańską kulturę i tradycję.

Zasiadając do netflixowej adaptacji nie miałem jakiś wygórowanych oczekiwań. Po trailerach widać było, że film nie zamierza iść w „słowiańskość”, a twórcy starali się zrobić bardziej uniwersalny (albo generyczny) – łatwiejszy w odbiorze dla światowej publiczności klimat. Ostatecznie okazało się, że sam klimat, różny od gier, nie jest problemem. A co jest…? O tym może na końcu, bo zacznijmy od pozytywów.

 

Oryginalny pierwszy zwiastun (z beznadzieją, generyczną muzyką)

 

A tutaj ten sam zwiastun z muzyką z gry… Wiedźmin 3: Dziki Gon

Na to, że serial mi się podobał wpłynęło kilka czynników. Po pierwszy wydaje mi się, że udało się twórcom zachować ducha całego świata wykreowanego przez Sapkowskiego. Skąd mogę to wiedzieć nie czytając książek? Otóż kiedy słyszy się jakąś krótką charakterystykę wiedźmińskiej sagi to na pierwszy plan wychodzi świat w którym nie ma jasnego podziału na dobro i zło. Gdzie wybory mają znaczenie, a najczęściej są to wyboru zła lub gorszego zła. Gdzie czyny mają swoje konsekwencje, a świat przesiąknięty jest intrygami politycznymi, brakiem tolerancji oraz silnymi postaciami kobiecymi.

I te elementy dobrze zostały oddane zarówno w grze, jak i w serialu. Stąd moim zdaniem duch Wiedźmina został  zachowany. Co więcej nie jest to serial akcji. Sceny walk to przysłowiowe wisienki na torcie, które nie przesłaniają jednak istotniejszych tematów jak budowanie świata i relacji między bohaterami, które są esencją tego uniwersum.

Wiele obaw budził casting. Szczególnie mieszane uczucia dotyczyły głównego bohatera. Ostatecznie okazało się on strzałem w dziesiątkę. Widać, że Henry Cavill rzeczywiście wczuł się w rolę i że zależało mu na uczestnictwie w tym projekcie. Co prawda głos wiedźmina był inspirowany amerykańskim dubbingiem z gry (tutaj polska wersja w wykonaniu Jacka Rozenka bardziej mi przypadła do gustu) to z przyjemnością ogląda się mrukowatego Cavilla, który potrafi jednak w wielu momentach zabłysnąć ostrzem ironii.

Podobnie dobrze wypada Yennefer w którą wciela się Anya Chalotra. Ciri (Freya Allan) póki co nie miała zbyt dużo okazji do wykazania się ale nie wydaje się być pomyłką obsadową. Sympatię wzbudza także Jaskier (Joey Batey), którego interakcje z Geraltem przypominają te między Osłem a Shrekiem.

Reszta obsady w większości też daje radę, w szczególności warto wyróżnić charyzmatyczną królową Calanthe (Jodhi May).

Zdarzają się jednak wpadki. Pierwsze spotkanie z Triss Merigold (Anna Shaffer) jest…  traumatyczne. Postać została tak bezpłciowo zagrana, że nie mogłem się nadziwić kto zatrudnił tak słabą aktorkę do takiego serialu. Na szczęście Triss pojawia się tylko w dwóch odcinkach. Jej drugi występ (w ostatnim odcinku 1 sezonu) nie jest już tak tragiczny… no ale szału na pewno nie ma.

Czas przejść do mięska… czyli walk. Wbrew pozorom nie ma ich, aż tak wiele jak można by się spodziewać… ale gdy już są, to ogląda się je z ogromną ekscytacją. Choreografia jest fantastyczna, a fakt że Cavill dużo czasu poświęcił na trening walki na miecze widać gołym okiem. Wszystko wygląda nie tylko naturalnie ale bardzo emocjonująco i z podziwem ogląda się wyczyny Wiedźmina. Co oczywiście dodaje tylko wiarygodności tej postaci.

Nieco gorzej wygląda kwestia efektów specjalnych i potworów. Widać, że nie jest to poziom produkcji kinowych blockbusterów, a raczej produkcja telewizyjna i to ze średnio-niskim budżetem (jak na dzisiejsze standardy). Plany momentami wyglądają nieco sztucznie (szturm na Cintrę)… a z potworami bywa różnie. Zdarzają się perełki w stylu Strzygi… ale też potworki, które nie robią takiego wrażenia (jak ten z pierwszego zwiastuna). Nawet ikoniczny smok (choć oczywiście lepszy od tego z polskiej produkcji) nie olśniewa swoim blaskiem jak można by się spodziewać.

Muzyka… jest nierówna ale zdecydowanie lepsza niż w tym nieszczęsnym pierwszym trailerze. Z drugiej strony nie jest to też poziom muzyki z gry. Choć od razu uprzedzam, że klimat jest zupełnie inny i zdecydowanie twórcy nie inspirowali się growymi klimatami. Trzeba jednak przyznać, że jest kilka ciekawych momentów muzyczny jak choćby pierwszy kontakt z jazzującym Jaskrem. No i oczywiście niemal już viralowy utwór “Toss a coin to your Witcher” który wbija się w umysł i ciężko go stamtąd wyplenić.

 

oto jedna z ciekawszych, polskich interpretacji viralowej piosenki

Pora przejść do największego problemu serialu… chaosu. A konkretnie decyzji twórców o wprowadzeniu achronologicznego ukazania historii, albo jak to określił Tomasz Raczek, symultanicznego. Samo poplątanie różnych wątków dziejących się w różnym czasie nie jest problemem. W końcu nie jest to pierwszy taki zabieg w historii filmu. Problemem jest, że nie jest to dobrze zrobione. Widz, szczególnie taki, który nie miał okazji zapoznać się z książkami, nie ma szans na wyłapanie, że w pierwszej połowie serialu mamy do czynienia w wydarzeniach, które dzieją się na przestrzeni wielu lat.

Naprawdę nie trzeba uzasadniać tego jaką intelektualną głębią w stylu „zmuszania widzów do myślenia”. Gdyby dodać jakieś napisy, gdzie i kiedy dzieje się konkretny wątek na pewno nie wpłynęłoby to na odbiór serialu, a ułatwiło śledzenie historii. Jeżeli jednak autorzy nie zdecydowali się na to, niech choćby obejrzą taki serial jak Zadzwoń do Saula (Better call Saul), gdzie twórcy co rusz żonglują postaciami, retrospekcjami i wprowadzają zupełnie nowe wątki w taki sposób, że widz wciąż zastanawia się co jest grane ale nie ma jednocześnie poczucia chaosu i zagubienia.

Tak, symultaniczność w Wiedźminie jest po prostu źle zrobiona i nie ma tu nic na obronę.

Na koniec jeszcze odniosę się do zarzutów, które pojawiły się w opiniach przed i po premierze. Po pierwsze słowiańskość. Gry mocno wpłynęły na wyobrażenie o świecie Wiedźmina, w dużej mierze przyczyniając się do oryginalności całego uniwersum. Niewątpliwie był to duży atutu gry. Adaptacja netfilxowa nie jest słowiańska. I wbrew pozorom nie jest to zarzut. Świat przedstawiony w serialu znacznie różni się od growego ale ja go kupuję w tej odmiennej stylistyce. Po ukończeniu gry, nie miałem problemów z przejściem do wykreowanego przez twórców serialu świata.

Druga sprawa do kolor skóry bohaterów. Zarzuty takie w większości przypadków uważam za bezzasadne. Szczególnie ironicznie brzmi to w przypadku fanów prozy Sapkowskiego gdzie jednym z częściej przewijających się motywów jego twórczości jest przecież… brak tolerancji.

Ale… w pierwszych dwóch odcinkach serialu postacie o inny kolorze skóry zostały potraktowane jak przysłowiowe mięso armatnie. Czarnoskórzy statyści pojawili się tam tylko po to by za chwilę zginąć w walce… i to rzeczywiście raziło. Na szczęście w dalszej części serialu już jest nieco lepiej i nie miałem takiego wrażenia, że ktoś dodał jakiegoś kolorowego aktora w imię “poprawności politycznej”.

Ostatnim elementem, który poruszę jest zgodność (albo brak zgodności z oryginałem). Jako osoba nie znająca prozy Sapkowskiego oczywiście nie byłem w stanie dostrzec zmian scenarzystów i odnieść tego do książki. Jednak oglądając kilka recenzji osób będących fanami wiedźmińskiej sagi dowiedziałem się o kilku znaczących zmianach dokonanych przez scenarzystów (i nie chodzi tu o dodanie nowych wątków, jak historia młodości Yennefer). I przyznam szczerze jestem w stanie zrozumieć rozgoryczenie fanów niektórymi rozwiązaniami, bo gdybym znał książki, przed obejrzeniem serialu, to też mógłbym mieć do tego zastrzeżenia.

Dlatego też jeżeli nie czytaliście książek o Wiedźminie i zastanawiacie się czy mimo to zasiadać do obejrzenia serialu to powiem Wam, że to nawet lepiej, bo podejdziecie do niego bez konkretnych oczekiwań.

Podsumowując jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony serialem i choć nie jest on pozbawiony wad, to z niecierpliwością czekam na drugi sezon, aby śledzić dalsze losy Geralta.

Moja subiektywna ocena sezonu pierwszego: 7/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej o filmie na: Filmwebie, IMDB

3 myśli na temat “Serial: Wiedźmin (The Witcher)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s