Gorączka sobotniej nocy

Zabierając się za ten klasyk, w niedzielne popołudnie, nastawiłem się na rozrywkowy musical w style Grease… Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że nie jest to musical ale rasowy dramat obyczajowy.

W filmie poruszono mnóstwo motywów, począwszy od imigracji (włoskiej i latynoskiej), przez problemy rodzinne, związane z pracą, oczekiwaniami rodziców wobec dzieci, dylematy religijne i moralne. Mamy dywagacje nad wyborami dróg życiowych, ponoszenie konsekwencji za własne czyny czy lojalność wobec przyjaciół. Na dodatek  jest wątek niespełnionych miłości, a także samotności, potrzebie akceptacji przez drugiego człowieka oraz znaczeniu przyjaźni (tej męskiej ale też i tej między płciowej). Dopiero na drugim planie znajdują się wyczyny taneczne Travolty, stylistyka disco lat 70-tych oraz majaczący na horyzoncie Nowy Jork, gdzie rozgrywa się akcja, z dwoma słynnymi dzielnicami Brooklynem i Manhattanem. Całkiem sporo poważnej tematyki jak na lekki, łatwy i przyjemny film na jaki się nastawiałem.

Komu się powinien spodobać:

  • fanom muzyki z lat 70-tych, Bee Gees i Johna Travolty (nawet jak ktoś nie jest fanem to warto zobaczyć go w akcji)
  • miłośnikom filmów obyczajowych

Kto powinien unikać:

  • nie jest to film łatwy, prosty i przyjemny (i oprócz Travolty i jego popisów tanecznych, nic go nie łączy z Greasem)
  • nie jest to też infantylny musical (bohaterowie nie śpiewają), a taniec i muzyka jest tylko tłem dla historii bohaterów – choć tłem mającym swoje znaczenie i wyróżniającym go wśród innych podobnych filmów

Moja subiektywna ocena: 7/10 (jak interpretować moje oceny dowiesz się tutaj.)

Więcej informacji o filmie: Gorączka sobotniej nocy na Filmwebie, Saturday Night Fever na IMDB